Dziewięć szans… na miłość...

Kasie West wróciła, a wraz z nią kolejny tytuł wydany pod patronatem medialnym Odsłoń Kulturę. Zapraszam Was do chwili z książką Może tym razem

Jeden rok. Dziewięć zdarzeń. Dziewięć szans... na miłość - oto główny motyw książki, który z pewnością Was zaskoczy. Sophie jest kwiaciarką, Andrew chodzi do elitarnej szkoły. On jest arogancki i pewny siebie, ona jest przekonana, że nie pasuje do tego świata… Co z tego może wyniknąć? Czy dziewięć szans na miłość to wystarczająco dużo, by ta relacja mogła przerodzić się w miłość?

Problematyka tej historii jest bardzo głęboka. Rozbija się o wielkie marzenia i bariery, których nie sposób przełamać. Mieliście kiedyś uczucie, że nie pasujecie do danego miejsca? Bo brak Wam markowych ubrań, pieniędzy, albo pochodzicie z niewielkiej miejscowości? A może drażniło Was to, że innym z łatwością przychodzą rzeczy, na które Wy musicie ciężko zapracować?

Nie dajcie się zwieść pozorom. Kasie West tworzy literaturę młodzieżową, ale wartości, które niosą za sobą jej książki odgrywają pierwsze skrzypce w życiu każdego z nas. Czytając poszczególne powieści między wierszami dostrzeżecie, że po usunięciu z nich popularności, bogactwa i fejmu książki te opisują naszą codzienność. To, w jaki sposób traktujemy innych, co nas cieszy, co boli, a co zasmuca buduje szkielet każdej z tych historii. Zwróćcie też uwagę, że w zależności od wieku czy doświadczenia inne aspekty i inne wartości są naszą codziennością, co również ma odniesienie w odbiorze książki. Każdy przeczyta ją na swój sposób. Każdy odkryje w niej coś nowego. 

Bardzo polecam Wam książkę Może tym razem. W otoczeniu pięknych kwiatów czeka Was prawdziwy rozkwit uczuć, ale i całą gamą silnych, czasem sprzecznych emocji, które nie dadzą Wam wytchnienia do ostatniej strony powieści. Uważam, że 2019 jest rokiem Kasie West. Autorka wraca do nas niezwykle często, za każdym razem prezentując wyjątkowe, głębokie książki, które nie mają sobie równych. Jeśli macie nastoletnią córkę lub siostrę, koniecznie podsunie im całą serię. Na pewno nie będziecie żałowali. 

Nowość od Anety Jadowskiej już dostępna!

Ktoś napisał, że Dzikie Dziecko Miłości to przyjęcie-niespodzianka. Chcecie wiedzieć z jakiego powodu? Zapraszam do lektury. 

Aneta Jadowska jest jedną z niewielu autorek gatunku fantasy, po której książki sięgam niezwykle chętnie. Na co dzień niestety wampiry, wilkołaki i inne stworzenia nie należą do moich ulubionych i niezwykle trudno jest mi przekroczyć tę niezwykle cienką granicę. Seria przygód Dory Wilk jest jednak na swój sposób wyjątkowa - kryminalne i tego, zwroty akcji i naprawdę dobry dobry humor, nieszczędzący sarkazmu potrafią wciągnąć na długie godziny. O czym więc w najnowszej części heksalogii? 

O tym, że ludzie żyją wśród istot nadprzyrodzonych mówi się niezwykle często. Jest to motyw regularnie poruszany w literaturze i największych kinowych produkcjach, ale mało kto decyduje się na zaprowadzenie pokoju w  tych niekonwencjonalnych warunkach. Jadowska wyszła naprzeciw oczekiwaniom czytelników, ale nie bez powodu. Główna bohaterka, Dora, ma dokonać wszelkich starań, by pokój ten utrzymać. 

Pewnego dnia zostają odnalezione zwłoki. Oznacza to, że w mieście grasuje zabójca, a terytorium wilków usiane jest masowymi grobami. Sojusz pomiędzy wilkołakami a wampirami zaczyna się zacieśniać, a wszystko to by rozwiązać kryminalną zagadkę Thornu. 
Sprawdź na stronie Wydawnictwa
Gorąco polecam Wam tę książkę. Lektura nie nuży, wciąga i zaskakuje czytelnika na każdym kroku. Jak już wspomniałam, jest to jedna z niewielu serii gatunku fantasy, która potrafi mnie zachwycić i doskonale wiem, że zdecyduję się kontynuować przygodę z Dorą Wilk. Ogromnym atutem książek Anety Jadowskiej jest przemyślana konstrukcja. W trakcie lektury z pewnością zauważycie, że nie pojawiają się tam przypadkowi bohaterowie, a wszystkie puzzle tej układanki konsekwentnie prowadzą do wcześniej precyzyjnie dopracowanego zakończenia. Czytaliście już Dzikie Dziecko Miłości? Jak podobała Wam się książka? Cytaty już jutro na insta stories ♥️ Odwiedzajcie mój profil: gusiapp.
 

Jedziesz do Jordanii? Musisz to wiedzieć! | AKTUALIZACJA


Bezpieczeństwo w Jordanii 
Zaraz po moim powrocie do Polski, miałam od Was mnóstwo pytań z serii „Czy w Jordanii jest bezpiecznie?”.  Moja odpowiedź wielu z Was zaskoczyła, ale wszystko wskazuje na to, że nie ma powodów do obaw. Nie czułam się oczywiście tak komfortowo, jak w większości krajów europejskich, ponieważ świadomość, że znajduję się w epicentrum konfliktu zbrojnego, a dokładniej „w pozornie bezpiecznej strefie”, nie nastrajało pozytywnie. Na stronie MZS od kilku lat również widnieje komunikat odradzający podróży, a dla mnie i mojej wybujałej wyobraźni takie rzeczy potrafią mocno namieszać w głowie. Uważam jednak, że kraj należy do bezpiecznych. 

Czy kupować ubezpieczenie jadąc do Jordanii?
Na pytania dotyczące dodatkowego ubezpieczenia podróżnego prawie zawsze odpowiadam TAK. Dlaczego? Ano dlatego, że nigdy nic nie wiadomo. Przypadków na świecie jest tyle samo, co ludzi i o ile w Europie większość załatwia karta EKUZ, o tyle w Jordanii zostaniecie obciążeni kosztem za każdą formę interwencji. Tygodniowe ubezpieczenie to koszt rzędu 50 zł, a obejmuje nie tylko pomoc lekarską, ale także odszkodowanie za kradzież bagażu czy w skrajnych przypadkach transport zwłok do kraju. 

Wypożyczenie samochodu w Jordanii
Ujmę to upraszczając najbardziej jak się da - bez auta ani rusz! Kwestia wypożyczenia auta w Jordanii ma chyba mniej procedur niż w krajach europejskich. Możecie zrobić to online za pośrednictwem stron konkretnych wypożyczalni, serwisu wspierającego, np. rentalcars lub zrobić to na lotnisku. Niestety ta ostatnia opcja zwiększa cenę wynajmu! Gdy na stronie zamieszczona opłata wynosiła 17 JOD/dzień, tak nam przyszło zapłacić 25 JOD. Wypożyczając auto koniecznie też zróbcie zdjęcia wszelkich rys i zadrapań oraz poproście o rachunek za ostatnie tankowanie do pełna. Profilaktyka, której brak kiedyś może się zemścić. Plus jednak jest taki, że auto oddajecie w punkcie, a jeśli okaże się, że nie zrobiliście żadnej szkoda, środki zostaną Wam natychmiast odblokowane. Na lotnisku znajduje się tylko jeden punkt z wypożyczeniem samochodu, vis z vie wyjścia z terminala. Z pewnością bez problemu go odszukacie. 

Drogi w Jordanii są świetne! Pasy szerokie, a autostrady w środku pustyni są trzypasmową jezdnią. Ograniczenia prędkości natomiast są dla mnie zagadką. Raz za jej przekroczenie zatrzymała nas policja, natomiast cała trasa usiana jest znakami drogowymi, z których zbyt wiele nie wynika. Koniecznie doczytajcie informacje o poruszaniu się autem po tym kraju. Nie przekraczajcie też dozwolonej prędkości, ponieważ na wielu drogach są progi zwalniające, kontrole policji oraz pomiary prędkości. 

Jak ubierać się w Jordanii?
Jordania to kraj, w którym chrześcijaństwo miesza się z Islamem. Są miejsca wyjątkowo konserwatywne, ale wiele z nich należy do liberalnych. Nie należy jednak popadać ze skrajności w skrajność. U kobiet wskazane są zakryte ramiona i szorty sięgające do kolan. Sukienki z kolei powinny zakrywać ramiona i nie być wyzywające. Skromne ubranie to dobre ubranie - tak powiedział nam jeden z mieszkańców Ammanu. Nie ma jednak reguły, wybierając pewne dzielnice miast czy wypoczynek na plaży zapytajcie właściciela hotelu czy możecie założyć swoją upragnioną stylizację. On rozwieje wszystkie Wasze wątpliwości :) Ze względu na własne bezpieczeństwo pamiętajcie o zabraniu nakrycia głowy. Bez względu na to, czy wybierzecie kapelusz czy chustę, ochronią Was przed szkodliwym promieniowaniem i konsekwencjami nasłonecznienia. To naprawdę niezwykle ważne.


Czy do Jordanii potrzebny jest paszport?
Tak. Musicie posiadać paszport z terminem ważności minimum 6 miesięcy od daty powrotu do Polski.

Czy Jordan Pass się opłaca?
Nie ma jednoznacznej odpowiedzi czy warto kupić Jordan Pass. Tak naprawdę kwestia zakupu to czysta matematyka. Karta zawiera wizę oraz darmowe wejście do wieku atrakcji, w tym do absolutnego punktu obowiązkowego Jordanii czyli do Petry. W zależności od tego ile dni chcecie spędzić w Petrze musicie wybrać Jordan Wanderer (70 JOD), Jordan Explorer (75 JOD) lub Jordan Expert (80 JOD). Z każdą z tych kart możecie przebywać na terytorium Jordanii przez 40 dni, natomiast upoważniają one kolejno do 1, 2 lub 3 wejść do Petry. Koszt wizy wynosi 40 JOD, natomiast wejście do Petry na jeden dzień to koszt 50-60 JOD. Jeśli więc jedziecie do Jordanii i nie planujecie zwiedzania Petry to nie kupujcie Jordan Pass. Zainteresowanym z kolei udostępniam linki  (Jordan Pass: jordanpass.jo, Bilety do Petry: visitpetra.jo) Uwaga! Koniecznie kupcie Jordan Pass online.

Ceny w Jordanii
Po publikacji tego wpisu pojawiło się od Was mnóstwo pytań na jeden temat: czy w Jordanii jest drogo? Odpowiedź raczej Was nie ucieszy, ale muszę powiedzieć, że ceny w Jordanii są dość wysokie, choć wszystko zależy od produkt i usługi, z której korzystacie. Dla przykładu - litr wody na stacji benzynowej kosztuje ok. 0,8 JOD, natomiast za identyczny produkt w restauracji zapłacicie już 1,5 JOD. Falafel w picie kupiony w „budzie” kosztuje 1-1,5 JOD, natomiast w knajpie nawet 4 JOD. Podobnie jest z hummusem i innymi, lokalnymi smakołykami. Ważną informacją są też podatki - na paragonach zauważycie nie tylko podatek od zakupu, ale i dodatkowy tax za obsługę (coś w rodzaju włoskiego coperto). Kwestia noclegów też jest bardzo różna. My, decydując się na dość low costowe miejsca, płaciliśmy od 8 do 25 JOD za noc dla osoby w warunkach przyzwoitych, ale pozostawiających wiele do życzenia europejskim standardom. Ceny paliwa natomiast zbliżone są do cen polskich i uwaga! Na stacjach zawsze jest pan, który zatankuje Wam auto do pełna. Pan jest gratis, nikt za niego Was nie będzie chargował.

Jordania - czy warto jechać z dziećmi?
Nie spotkałam miejsc, w których dzieci nie zostałyby mile przywitanie, ale… warunki są dość surowe.  Zacznijmy jednak od początku.

Lecąc do Jordanii obraliśmy sobie cztery kluczowe punkty: Pustynię Wadi Rum, Morze Czerwone, Morze Martwe oraz Petrę. Są to miejsca dość wymagające i mogą naprawdę przysporzyć problemów, jeśli chce się podróżować po nich z maluchem. Jeśli chodzi o pustynię, to sam dojazd nie jest problematyczny - swoje auto zostawiacie pod biurem Beduinów w mieście i pickupem zostajecie przewiezieni do obozu. Wózkiem jednak po obozie jeździć się nie da (w końcu to pustynia), nocujecie w specjalnym namiocie, a łazienka jest koedukacyjna. Na wyjazd z dzieckiem nie będą to warunki zbyt komfortowe, ale pobyt nie jest niemożliwy. Ważne, abyście mieli własne jedzenie dla malucha, a Beduini na pewno Wam pomogą. Drugim punktem na naszej trasie była Aqaba i Morze Czerwone, gdzie hotele są już na przyzwoitym poziomie, a niektóre plaże publiczne są bardzo liberalne i otwarte na turystów. Nie zapomnijcie jednak o butach do wody. W czystym i przejrzystym morzu czają się jeżowce, a sam piasek jest wyjątkowo nieprzyjemny. Jeśli chodzi o Petrę to sprawa jest prosta, jeżeli zdecydowalibyście się pójść z dzieckiem na Śnieżkę, albo do Doliny Pięciu Stawów to te miejsce również przywita Was otwartymi drzwiami. Jest to skalne miasto, nic dodać, nic ująć. Natomiast wizyta nad Morzem Martwym najwięcej czujności wymaga od rodziców. Należy przebywać tylko w wyznaczonych do tego miejscach, ponieważ wybrzeże jest pełne przykrytych niewielką ilością piasku dziur i uskoków. Nieszczęście może przyjść niespodziewanie.

Duże miasta w Jordanii posiadają pełną infrastrukturę od chodników i asfaltowych ulic po pięciogwiazdkowe hotele. Podróż z dziećmi jest więc do zrealizowania, pytanie czy Wasze maluchy są w stanie pokonywać długie dystanse, pić słodką herbatkę, jeść lokalne przysmaki  i cieszyć się z pustynnych widoków.

Jeśli macie jakieś pytania piszcie śmiało. Post będę aktualizowała na bieżąco, aby rozwiać Wasze wątpliwości. Natomiast największe atrakcje i wszystko, co warto zobaczyć w Jordanii znajdziecie w kolejnym wpisie. Już niebawem! ♥️ Zapewniam, że będzie mnóstwo pięknych zdjęć :)


Podróże bez granic?

Podróże zawsze łączą. Bez względu na to, dokąd się wybieracie i kto będzie Wam towarzyszył. Jesteście tego samego zdania?



W przeciągu ostatnich czterech miesięcy miałam okazję zobaczyć dwa z siedmiu cudów świata. Imponujące, prawda? Wielu z nas nie zdarza się to przez całe życie, a mój ambitny plan spełnia się w mgnieniu oka. Wystarczy odrobina samozaparcia, wolnego czasu oraz oszczędności i nagle wszystko zaczyna być osiągalne.

Zauważyłam jednak pewną zależność. Bez względu na to jaki region decydujemy się odwiedzić, kluczową rolę odgrywa przygotowanie do wyprawy oraz bliski kontakt z ludźmi. Czasem są to inni podróżnicy, czasem właściciele obiektów, w których decydujemy się na nocleg, a jeszcze innym razem mieszkańcy odwiedzanych krajów, miast i miasteczek. Tak naprawdę to dzięki tym ostatnim możecie poznać kulturę danego regionu, zmierzyć się z codziennością i zwyczajami jego mieszkańców oraz przywieźć ze sobą niebywałą „pamiątkę” - wspomnienia.


 Od kilku dni wertowałam sieć w poszukiwaniu nieoczywistych pomysłów na kolejną podróż. Jak doskonale wiecie, zawsze głównym celem moich destynacji są dość popularne kierunki, które zwiedzić mogę w niecodzienny sposób. Nie interesuje mnie wycieczka all inclusive i dwutygodniowy urlop nad basenem w egzotycznym miejscu. Przygoda - to moje drugie imię. Wyjazdów do Azji, Afryki czy Ameryki Południowej trochę się boję. Nie mogę doczekać się każdej podróży w te rejony, ale niezwykle ważne jest dla mnie zaplecze i organizacja całej eskapady. Kilka dni temu odszukałam świetną alternatywę i jestem niezwykle ciekawa, czy korzystacie z takich rozwiązań. Biuro podróży aktywnych GlobTroper organizuje wyprawy, które nie mają sobie równych! W niezwykle nietypowy sposób podchodzi do podróżowania, pozwalając wszystkim włóczykijom spełnić największe marzenia. Uciec w miejsca znane, bliskie i dostępne, ale zwiedzać je w nieoczywisty sposób – aktywnie, z plecakiem, z nastawieniem na odkrywanie i doświadczanie świata w jego autentycznym obliczu i w kameralnej grupie osób, które też są głodne wrażeń. Nie trzeba mieć kondycji sportowca ani podróżniczego doświadczenia, wystarczy pozytywne nastawienie i otwartość na nowe doświadczenia. Wyobraźcie sobie spędzenie nocy w malezyjskiej jaskini Gua Kepayang Besar. Obcowanie z plemieniem Orang Asli, zwanym pierwszymi ludźmi. Świętowanie kwitnienia wiśni w Japonii czy magicznego Święta Światła w Tajlandii z lokalnymi mieszkańcami. Albo robienie zakupów na mieniących się tysiącami kolorów straganach w Tajlandii. To dopiero byłaby przygoda! Całość przygotowana z najwyższą starannością i co ważne - z myślą nie tylko o uczestnikach wycieczek, ale też o mieszkańcach odwiedzanych regionów, szanując ich kulturę i obyczaje, oraz sprawa niezwykle dla mnie ważna – również z szacunkiem do zwierząt.




 Przeglądając zdjęcia zatęskniłam za moim ulubionym momentem - rozgoszczeniem się w fotelu, czekając na start samolotu! I choć wiem, że lada chwila wracam do mojej ukochanej Italii, to już niespokojnie przebieram nogami i wertuję mapę wzdłuż i wszerz. Jestem jednak ciekawa, jakie są Wasze plany na wakacje? Dokąd pojedziecie?

Recenzja "Harry Potter i Przeklęte Dziecko"

Ta dziewczyna naprawdę czerpie z życia pełnymi garściami i bierze jak swoje

Ta dziewczyna naprawdę czerpie z życia pełnymi garściami i bierze jak swoje
Wywiad: Portal Warszawa i Okolice

Recenzja: Sztuka Kochania