M.L. Longworth - Morderstwo przy rue Dumas

Druga część kryminalnych intryg autorstwa M.L. Longworth już dostępna. 
O czym przeczytamy w najnowszym tomie?


Morderstwo we francuskim stylu? Dziekan wydziału teologii, profesor Moutte, nie żyje. Samobójstwo? A może morderstwo? Do akcji wkraczają doświadczeni śledczy, Verlaque i Bonnet, próbując rozwiązać kryminalną zagadkę, w której nie brakuje podejrzanych. Każdy może być winny. Dlaczego profesor zginął właśnie teraz? Czy jego śmierć może wiązać się z wyborem swojego następcy? A może to zawiść studentów, konkurujących o stypendium, które zależało od decyzji Moutte? Musicie przekonać się sami.

Morderstwo przy Rue Dumas to moja pierwsza styczność z publikacjami wydanymi przez M.L.Longworth. Nie czytałam pierwszej części serii, ale wszystko wskazuje na to, że możliwie szybko muszę nadrobić książkowe zaległości. Autorka posługuje się bardzo lekkim, plastycznym językiem intrygując czytelnika już od pierwszych stron. Dodatkowo, wszystko to, co tworzy jest niesamowicie lekkie i przystępne, czyta się w mgnieniu oka. 

Ogromnym atutem książki jest również drobiazgowość śledztwa, fantastyczne poczucie humoru oraz coś nieoczywistego - podróże! Od miast, uliczek i zabytków, po kawiarnie i restauracje. Jestem pod ogromnym wrażeniem. Muszę również przyznać, że polubiłam głównych bohaterów. Sam zamysł przypomina mi książki Remigiusza Mrożą czy Pauliny Świst, ale pomysł jest naprawdę świeży i czerpać z niego można naprawdę pełnymi garściami.
Sprawdź na stronie Wydawnictwa
Bardzo polecam Wam najnowszą książkę M.L. Longworth. Wierzę, że lektura okaże się dla Was atrakcyjna, a duet w postaci sędziego Antoine’a Valerque’a oraz jego dziewczyny, skrupulatnej  prawniczki Marine Bonnet skradnie Wasze serca. Miłej lektury! :)

Cisza, spokój, hipoterapia i pyszne jedzenie, czyli Kierszek pod Lasem

Większość doskonałych restauracji, knajp i knajpeczek mieści się w centrum miasta - na najbardziej obleganych deptakach, placach czy skwerach. Bywa jednak tak, że mając serdecznie dosyć zgiełku miasta, w którym przebywamy dzień w dzień, chcemy wyrwać się gdzieś niedaleko, by odpocząć i wyciszyć umysł.


Mamy kilka pewniaków, gdzie z pewnością się nie zawiedziemy i po raz kolejny przeżyjemy kulinarną orgię. Tym razem postanowiliśmy sprawdzić miejsce nowe, dziewicze, tak młode, że za romans z nim mógłby grozić prokurator. Gdzieś, niechcący usłyszeliśmy o nowo otwierającej się restauracji, sąsiadującej ze stadniną koni (a te kochamy ponad życie). Stwierdziliśmy więc - piękna  niedziela - w sam raz na popołudniowy wypad poza miasto. Zebraliśmy się w większą ekipę i czym prędzej pomknęliśmy zaspokoić popołudniowy głód do Józefosławia. 

Kierszek znajduje się nieopodal wylotu na Piaseczno, gdzie zaledwie kilka kilometrów od warszawskiego jazgotu odnajdujemy restaurację z ogromnym ogrodem, terenem zielonym oraz tarasem, na którym spokojnie mieści się ok. 6-ciu stolików. Przy restauracji jest też parking na kilkanaście samochodów, nieco dziki, ale jest! Docierając do restauracji trzeba być czujnym, gdyż nie ma żadnych drogowskazów, to koniecznie musi się zmienić.

Przywitał nas Kacper, jak się później okazało wspówłaściciel restauracji. Młody, energiczny facet o dużym zapale do swojego „dziecka”.

Menu jest dosyć krótkie i zwarte, nie znajdziemy w nim mielonego ani schabowego, tudzież wszechobecnej pizzy. Goszczą za to trzy zupy, kilka przekąsek, kilka dań głównych, dwa makarony, hamburger z domowymi bułeczkami oraz dosłownie 2-3 desery. Krótko, zwięźle i na temat ;) Wiadomo, że krótkie menu jest jednym z kluczy do sukcesu restauracyjnego biznesu. Co prawda, forma menu nie do końca przypadła nam do gustu (kartka w foliowej koszulce) za to już dania w nim zawarte, owszem! Mamy nadzieję, że ekipa Kierszka dopracuje te szczegóły w najbliższym czasie.


Zamówiliśmy zupę z jagnięciną (taką prawdziwą, nie z wołowiną, serwowaną w większości knajp), o ciekawym, nieco egzotycznym smaku, doprawiona nutką kolendry. Mięso w niej było nienarzucające się i zbalansowane, co w przypadku jagnięciny nie jest oczywiste. Zazwyczaj swoim specyficznym smakiem dominuje dania w zły i nieprzemyślany sposób. Jako dania główne zamówiliśmy cztery osobne potrawy, by mieć przegląd większości propozycji z karty. Pierwsza na stół dotarła quesadilla z wołowiną i warzywami oraz sosem serowo-czosnkowym (a czosnek kochamy i szanujemy w każdej postaci). Gdyby nie to, że placek był za mocno zrumieniony, a wsadu mogłoby być więcej, danie te byłoby idealną przystawką. Choć quesadilla nie zwaliła nas z nóg, była całkiem ciekawą propozycją na początek obiadu, a wierzymy,  ze po dopracowaniu, z pewnością może być mocnym punktem tego miejsca. Kolejne dania to dziesiątka bez pudła! Ravioli ze szparagami w aksamitnym, białym sosie. Danie tak proste, że aż genialne. Ravioli al dente, nadzienie szparagowe delikatne i doskonale doprawione, uzupełnione kilkoma główkami świeżych szparagów. Nic więcej do szczęścia nie potrzeba. Kolejne były pulpety z jagnięciny z grillowanymi warzywami oraz pieczonymi ziemniakami, danie dla prawdziwego faceta. Spora porcja dobrych warzyw i wyjątkowego mięsa z kleksem z jogurtu naturalnego, pyszność nad pysznościami. Ostatnim daniem głównym były pappardelle z krewetami, pomidorkami oraz solirodem. Chrystusie niebieski…W końcu! Pasta z idealnie ugotowanym makaronem. Antonio z Mediolanu byłby dumny! ;) Pasta świeża i delikatna, z intrygującym solirodem który w ciekawy i rzadki sposób uszlachetnił to danie.

Jak się okazało, najlepsze było dopiero przed nami. Kacper w locie szepnął słówko, że zostały dwie ostatnie bezy, a idą jak świeże bułeczki. Bez wahania   zamówiliśmy obie ostatnie porcje. Bezy są od podstaw robione na miejscu, świeżutkie owoce, pyszne nadzienie z serka mascarpone i chrupiąca beza. Matko i córko, jakie to było pyszne. Z całą stanowczością stwierdzamy, że do bezy powinna być dołączana 30 minutowa drzemka na hamaku w ogrodach Kierszka. :D


Jeśli szukaliście cichego i intymnego miejsca, gdzie można odpocząć, odetchnąć świeżym powietrzem i delektować się pyszną (niedrogą) kuchnią to chyba je znaleźliśmy. Ogromnym atutem jest jej relatywnie bliska odległość od miasta, sąsiedztwo stadniny koni oraz nietuzinkowa kuchnia z olbrzymimi perspektywami. Restauracja, która w kategorii Debiuty zostaje nominowana do nagrody głównej. Oby tak dalej, Kierszek, trzymamy kciuki!


Czy wiesz już wszystko o włoskim prosecco z piwnic Mionetto?


Włochy słyną z pysznego jedzenia: naszych ulubionych makaronów, owoców morza, najwspanialszego parmezanu czy długo dojrzewającej szynki. Region Emilia Romania, oraz Wenecja Euganejska króluje jednak na całym świecie również jako producent niesamowitych win, a ostatnio złapałam się na tym, że to te, pochodzące z Italii smakują mi najbardziej. Hiszpańskie, gruzińskie, rumuńskie, francuskie czy nawet polskie (Tak, mamy w Polsce winnice!) nie umywają się do włoskich smaków. Dzisiaj zdradzę Wam, dlaczego?  

Włochy, gdzie mówić możemy właściwie o całym kraju, są jednym z najstarszych na świecie regionów, uprawiających krzewy winorośli. Kulturę tę i obyczaje, zapoczątkowali już Etruskowie, później Grecy, a rodzimi mieszkańcy Włoch latami ją kultywowali. Każdy z regionów, który odwiedzicie z pewnością zaskoczy Was własną winnicą i nazwami, które z pewnością nie są Wam obce: chianti (Toskania), pignoletto (Emilia Romania), greco (Kampania), monferrato (Piemont), marsala (Sycylia), prosecco (Treviso). Pamiętajcie jednak, że to zaledwie kilka z ponad kilkudziesięciu, a może kilkuset odmian wina w całej Italii. 


Tajemnica tkwi zawsze jednak w szczegółach, a w tym przypadku w korzeniach. Najstarsze krzewy winorośli mają kilkaset lat, do dziś owocują i odmieniają smak leżakowanego wina. Ich system korzeniowy sięga do wyjątkowo głębokiej warstwy gleby, dzięki czemu czerpią zupełnie inne wartości odżywcze i mikroelementy, które wytrawni smakosze odczują już przy pierwszym łyku. To smak wina i nuty, które są w nim odczuwalne, pozwalają zawodowym sommelierem rozpoznać kraj, region, szczep winogron, a nawet winnicę, z której pochodzi dana kompozycja. 

W ramach ciekawostki podczas kolacji, na którą otrzymałam zaproszenie, ceniony polski ekspert, Tomasz Prange-Barczyński, opowiadał o winach. Okazało się, że włoskie trunki bardzo zmieniły się na przełomie lat. Została wprowadzona w 1996 roku regulacja, określająca kilkustopniową klasyfikację win, pochodzących z Italii. Tak wyróżniamy: VdT, IGT, DOC, DOCG - uszeregowane od najmniej szlachetnych. Mówią jednak, że w przypadku włoskich win, najważniejszym wyróżnikiem jest cena, a nie to, co zostało zapisane na etykiecie. Właściciele winnic, nierzadko niegodzący się z narzuconymi im restrykcjami, dalej sprzedawali swoje wina, wysokiej jakości, poza obowiązującym standardem. Powstało przez to kilka rodzajów trunków pomiędzy punktami skali, na które zdecydowanie warto zwrócić uwagę. Co ważne, warto spróbować typowo domowych win, serwowanych w małych, rodzinnych lokalach. 


Mój wzrok przykuło ostatnio wino Mionetto, które jest jednym z najczęściej wybieranych prosecco w Polsce. Mając chwilę, pozwoliłam sobie zweryfikować jego historię i pochodzenie, przez co okazało się, że winnica jednego z naszych ulubionych trunków powstała w 1887 roku, a jej założycielem był włoski mistrz winiarstwa, Francesco Mionetto. Wbrew pozorom niemałym zaskoczeniem był dla mnie fakt, że tak popularny trunek, który w Polsce zyskał sławę w ostatniej dekadzie, ma już 130 lat! Oczywiście będąc we Włoszech, nie ma nic przyjemniejszego w upalne dni, niż schłodzone, musujące Mionetto w towarzystwie pysznych truskawek lub soczystego melona. Co więcej, nie każdy z Was zdaje sobie również sprawę z tego, że prosecco jest również częścią popularnego (także w Italii) drinka aperol spritz.


Idźmy jednak krok dalej, jak powstają wina musujące? Każdy zna wino białe, różowe czy czerwone, w odmianie słodkiej, wytrawnej, pół wytrawnej i wielu innych! Wina musujące mają jednak swoje prawa, bez względu na to czy mówimy szampanie, prosecco lub innym trunku. Każdy produkt jest inny, a kluczowe w procesie produkcji są wysokiej jakości winogrona, najczęściej pochodzące od lokalnych producentów. To od nich zależy smak wina, które otrzymacie i co za tym idzie - nawet Wasz ulubiony trunek w każdym roku może mieć inny aromat. Wszystko bowiem zależy od wielu czynników, a jednym z nich bez wątpienia jest pogoda, która bezpośrednio wpływa na smak i jakość owoców. Jak w takim razie powstają bąbelki? Znów powołałam się na fantastyczny wieczór, którego przewodnikiem był Tomasz. Okazuje się, że idealny, orzeźwiający smak prosecco powstaje przy zachowaniu szczególnych zasad: delikatnemu wytłoczeniu owoców i poddaniu ich fermentacji w kontrolowanej temperaturze. Dzięki temu, owoce zachowują świeży, lekki smak i są gotowe to poddania ich kolejnemu procesowi, czyli powtórnej fermentacji w kadzi metodą Charmata.


Mam szczerą nadzieję, że po przeczytaniu tego tekstu będziecie mogli nieco szerzej spojrzeć na to, co znajduje się na sklepowych półkach. Wydaje mi się również, że nie bez powodu to włoskie alkohole wygrywają rozmaite konkursy i zdobywają najważniejsze wyróżnienia. Italia jest nie tylko piękna pod względem krajobrazu czy kultury, ale i przepełniona tradycjami, kultywowanymi od pokoleń. Włoskie alkohole produkowane są z najwyższej jakości winogron, których krzewy uwielbiają śródziemnomorski klimat i odwdzięczają się pysznymi, soczystymi owocami. Oczywiście o gustach się nie dyskutuje, ale przygotowałam dla Was niespodziankę! Bądźcie cierpliwi. :)

5 KSIĄŻEK, KTÓRE MUSISZ PRZECZYTAĆ W TE WAKACJE

Kochani! Razem z księgarnią niePrzeczytane.pl wybraliśmy najciekawsze książki, które powinny Wam towarzyszyć tego lata. Jesteście ciekawi? 
Zapraszam do lektury.


To już koniec fenomenalnej serii z Saszą Załuską w roli głównej. Autorka nie spoczywając na laurach, porywa czytelnika do mafijno-politycznego świata, próbując rozwiązać zagadkę porwania własnej córki. Gdy wymiar sprawiedliwości rozkłada ręce, a policji brakuje dowodów, Sasza rozpoczyna prywatne śledztwo. To w tym momencie akcja książki nabiera rozmachu, a wszystkie nowo odkryte poszlaki wskazują na powiązanie tajemniczego zaginięcia dziewczynki ze sprawą sprzed laty - samobójstwem oficera wywiadu, dawnego przełożonego Załuskiej. 

Katarzyna Bonda po raz kolejny zaskakuje czytelników. Z pewnością z rozrzewnieniem będziemy wyczekiwać kolejnej serii spod pióra autorki, niemniej, jeśli ktoś z Was nie czytał serii Cztery żywioły, wakacje to idealny moment, by nadrobić zaległości. 


Cudowny chłopak to książka, o której jeszcze kilka miesięcy temu było naprawdę głośno. August to fantastyczny dziesięciolatek - błyskotliwy, inteligentny, pełen niesamowitego poczucia humoru. Każdego dnia otoczony ciepłem i miłością bliskich, nagle dowiaduje się, że musi stawić czoła swoim rówieśnikom, rozpoczynając naukę w szkole. Chłopiec nie pała entuzjazmem. Z powodu mutacji genu jego twarz przed laty uległa deformacji, a to oznacza, że będzie odstawał od grupy. Wyśmiewany i wyszydzany przez rówieśników, walczy o swoją pozycję. Czy spotka się z dobrocią i zrozumieniem? Czy kontakt z osobami w podobnym wieku będzie dla niego szkołą życia? Sprawdźcie sami.

Historia o losach chłopca, który każdego dnia walczy z przeciwnościami losu znalazła się na liście Bestsellerów New York Times. Wbrew pozorom to tytuł obowiązkowy dla osób w każdym wieku, zwłaszcza nastolatków, którzy dzięki Cudownemu Chłopakowi mogą odbyć fantastyczną lekcję empatii i zrozumienia. Gorąco polecam.


Wojciech Kurtyka to jeden z najwybitniejszych himalaistów na świecie. Partner Jerzego Kukuczki, polski taternik, a zarazem laureat nagrody Złoty Czekan w 2016 roku za całokształt górskich osiągnięć. Książka Kurtyka. Sztuka wolności to pierwsza biografia tak wybitnej postaci. Jesteście ciekawi, jak wyglądają przygotowania do wspinaczki na Broad Peak? A może chcecie poznać zasady wytyczania nowych szlaków? Jeżeli tak - to książka idealna dla Was. Dodatkowo, znajdziecie w niej zbiór obszernych informacji o “Voytku”, silnym i niezależnym wspinaczu, zafascynowanym światem gór, żądnym przygód i adrenaliny! Nie zabraknie również refleksji, dotyczących zasad panujących na ośmiotysięcznikach, a także zachowania towarzyszy podróży. 

Kurtyka często wspinał się sam, poszukiwał własnej drogi i buntował się narzuconym regułom. Himalaizm w jego wykonaniu to przede wszystkim pasja, a także zdrowy rozsądek, który wielokrotnie zatrzymywał go przed szczytem i zmuszał, do opuszczenia szlaku. Z dala od komercyjnych wypraw, blasku fleshy i codziennej relacji dla mediów sięgał po więcej, a to jedyna książka, w której zdradza swoją naturę. 


Ogromnym atutem książki Aleksandry Polak jest jej przepiękne wydanie. Każdy, kto tak jak ja, zwraca szczególną uwagę na estetykę, z pewnością sięgnie po drugi tom serii Circus Lumos, pełen tajemniczych i mrocznych intryg. Alicja, porwana przez Hadriana w końcu  ucieka, chcąc złamać klątwę spoczywającą nad braćmi. Wędruje w dalekie zakątki świata magii i czarów, a zarazem przygnębiającego i niebezpiecznego Hadesu, by przeżyć przygodę swojego życia i z poświęceniem walczyć o bliskich. Bezskutecznie poszukuje sojuszników wśród mieszkańców podziemia, a między nią a Tristanem rodzi się wyjątkowa nić porozumienia. Jak ktoś, kto miał być wrogiem może stać się tak bliski? Kim jest Perłowa Dama i jaką rolę pełni w najnowszym tomie cyklu? Aby poznać odpowiedź na te i wiele innych pytań, musicie przekonać się sami. 

Autorka podjęła się stosunkowo trudnego wyzwania, biorąc na warsztat literaturę młodzieżową. Odważnie wplata w fabułę swoich książek sentencje i zwroty, które powinny kreować kręgosłup moralny nastolatków, a także umacniać ich w swoich przekonaniach.  


Murakami powraca! Tym razem przedstawiając czytelnikom podejście do miłości i samotności z punktu widzenia mężczyzny. Najnowsza książka jest zbiorem siedmiu opowiadań, z których czytelnik wyciągnie własne wnioski. Opowiadają one losy siedmiu mężczyzn (jeden rozdział dedykowany jest jednej osobie), którzy z bagażem rozmaitych doświadczeń przeżywają samotność. Pomimo biegu zdarzeń, szarej codzienności, zderzamy się z pragnieniem, bliskością i namiętnością, kierującą umysłem mężczyzn. Pomimo upojnych nocy i porywu uczuć, musimy przejść z bohaterami książki ból i cierpienie, związane ze stratą ukochanej.  Każdy z panów jest inny! Wdowiec, kawaler, rozwodnik czy kochanek, których łączy jeden, wspólny mianownik - samotność.  Brak kobiety, muzy i ostoi w ich życiu. 

Haruki Murakami zdecydował się na zbiór opowiadań, aby każdy mógł identyfikować się z bohaterami. Niestety w dzisiejszych czasach brak zrozumienia, samotność czy poczucie pustki towarzyszą nam każdego dnia. Jak się tego ustrzec? Gdzie szukać empatii i zrozumienia? Sięgnijcie po nowość od wydawnictwa Muza, a z pewnością wyciągnięcie własne wnioski.

Oto pięć książek, które powinniście przeczytać w te wakacje. Z pewnością wniosą one wiele do Waszego życia, a każda z nich nie bez powodu reprezentuje inny gatunek literacki. Jeśli macie swoich faworytów, koniecznie podzielcie się ze mną. Jeżeli jednak chcielibyście zaproponować kolejne tytuły, śmiało piszcie w komentarzach pod tym postem. Trzymajcie się ciepło, miłego weekendu! :)

Recenzja "Harry Potter i Przeklęte Dziecko"

RECENZJA: Sztuka Kochania

Recenzja filmu "Wołyń" Wojciecha Smarzowskiego