Recenzja najnowszej książki B.A.Paris

Kolejna odsłona B.A.Paris i książka, która przerosła moje oczekiwania. 
Poznajcie Pozwól mi wrócić.


Jak to jest nie mówić całej prawdy - zatajać fakty i poszlaki, które mogłyby odmienić losy wielu osób? Jakie to uczucie, kiedy po latach prawda może wyjść na jaw? 

Fin i Elle żyją w szczęśliwym związku. Dążą do stabilizacji, planują wspólną przyszłość i decydują się na małżeństwo. Pewnego dnia jednak wszystko pryska niczym mydlana bańka. Pozorny spokój przeradza się w strach i głębokie nadzieje. Rozpoczyna się gra, która doprowadza mężczyznę na skraj obłędu. Co wydarzyło się przed laty w innym miejscu i z inną kobietą? 

Jak doskonale wiecie, staram się nie czytać opisów książek, a w przypadku B.A. Paris mam nieodparte wrażenie, że autorka odkrywa w nim całą talię kart. Że już nic nie zdoła dopowiedzieć, że nie ma już żadnego asa w rękawie. Jak było w tym przypadku? Zakończenie powieści Pozwól mi wrócić nieco mnie zaskoczyło, ale sama fabuła wydała mi się dość abstrakcyjna i odrealniona. Całość też rozwijała się bardzo wolno, ale spodobał mi się sposób, w taki autorka wodziła czytelnika za nos i wprowadzała go w kolejne elementy tej misternie ukrytej intrygi. 

Layla, dawna miłość Fina zaginęła w Paryżu. Chłopak świadomie zataił przed policją fakty, które mogły mieć olbrzymi wpływ na przebieg śledztwa, a po dwunastu latach przeszłość zaczyna do niego wracać. Uderza ze zdwojoną siłą. Właśnie teraz, gdy jego życie zostało uporządkowane i na pozór nic nie jest w stanie tego zmienić. Jak zakończy się ta historia? Musicie sprawdzać sami. 

Sprawdź na stronie Wydawnictwa
Jeśli książki B.A.Paris są dla Was ciekawym, literackim doświadczeniem to powieść  Pozwól mi wrócić z pewnością przypadnie Wam do gustu. Mnie zainteresowała, wciągnęła zdecydowanie mocniej niż tom poprzedni, ale raczej nie przeczytam jej po raz kolejny. Wam jednak polecam zmierzyć się z tym kryminałem samodzielnie, wierząc, że nie będziecie zawiedzeni. A jeśli czytaliście, koniecznie podzielicie się swoją opinią. 

PRL powraca - warszawskie muzeum przyciąga turystów

PRL - pełen absurdów okres w dziejach naszego kraju dostępny na wyciągnięcie ręki. Chcecie poznać anegdoty związane z tamtymi czasami? Zmierzyć z trudami dnia codziennego? A może przypomnieć sobie dawne dzieje i własną młodość?


„Bo za moich czasów...” - przyznajcie się, do kogo mówiła tak babcia, mama, ciotka, albo starsza siostra? Ile razy sami złapaliście się na takich wspominkach? Dzisiejszy post ma pomóc Wam to wszystko zobrazować. Zapraszam do muzeum PRL w Warszawie.



Miejsce nie jest jeszcze w pełni otwarte. Brakuje l szatni oraz kawiarni z TAMTYCH czasów, serwujących TAMTĄ kawę. Możecie jednak nie rozpraszając się zobaczyć kwintesencję Polskiej Republiki Ludowej. Tuż po zakupie biletu schody przeniosą Was do innego świata. Na ścianach, w specjalnie umieszczonych na wysokości wzroku gablotach, przeczytacie mnóstwo informacji o milicji, urzędach, a także historii naszego kraju. Pojawia się wszystko to, co najgorsze, najtragiczniejsze, ale i zarazem wszystko to, co tworzyło nas, Polaków.


Później zostanie Wam sama codzienność: Adapter Bambino, odkurzacz Czajka, suszarka Farel SR, Vibovit, woda brzozowa, herbata indyjska, papierosy Popularne i wiele innych. 










Twórcy Muzeum zdecydowali jednak w znacznym stopniu przybliżyć gościom klasyki z legend i kinematografii - pojawiła się budka telefoniczna, automat z wodą sodową czy eksponat na miarę naszych możliwości - motocykl.



Miejsce ma również niebywałą zaletę - po ekspozycji krąży pan, który zagadując zwiedzających opowiada im historię PRLu. Tak mogliśmy nie tylko poznać ciekawostki związane z eksponatami, zrobić sobie wspólne, pamiątkowe zdjęcie, ale i usłyszeć anegdoty. Jedną nich była druga, mniej popularna nazwa wody brzozowej - pykówka. Kto wie dlaczego? Otóż specyfik, który panie wykorzystywały do układania loków, mężczyźni spożywali. Nie mieli jednak łatwego zadania - buteleczka miała niewielki otwór, a płyn skapywał niczym krople żołądkowe. Nowa nomenklatura zawładnęła rynkiem. 


Jeśli szukacie pomysłów na to, co robić w Warszawie, gdy macie chwilę wolnego, albo kiedy pogoda nie za oknem nie sprzyja plenerowym aktywnością, Muzeum PRL nie powinno Was zawieść. Czas zwiedzania 45 minut. Jak Wam się podoba?

Stephen King powraca!

Kolejna książka spod pióra mistrza grozy na liście bestsellerów, 
czyli Stephen King - Uniesienie.


Bez dwóch zdań oczarowało mnie wydanie tej książki. Całość jest zamknięta w niewielkim tomie, wypełnionym dość dużą czcionka i pięknymi zdobieniami. Sądzę, że gdyby nie nazwisko autora na okładce, wiele osób uznałoby tytuł za książkę młodzieżową lub obyczajową. Jest naprawdę piękna. Treść z kolei jest fascynująca. Co dziś świeża i na swój sposób wyjątkowa. 

Scott Carey, mieszkaniec naszego ulubionego Castle Rock dokonuje niepokojącego odkrycia - regularnie traci na wadze. Pomyślicie, że to wspaniała nowina, zwłaszcza dla kogoś, kto od lat boryka się problemem otyłości. Niestety jednak wszystko staje się tajemnicze i nieprawdopodobne. Waga pokazuje masę jego ciała, ale bez względu na to, co zje i co na siebie włoży. Może wypychać kieszenie, albo wkładać do dłoni hantle. Nic się nie zmienia. Niepokojące zjawisko przybiera na sile i zaczyna dotyczyć jego otoczenia. Czy nadchodzi „godzina zero”?

Książka porusza wiele obszarów ludzkiego życia. Szybko dostrzeżecie, że Stephen King wplótł do swojej historii wiele różnych wątków, które każdemu czytelnikowi dają do myślenia. Podczas lektury poznacie głębię konfliktów społecznych, ducha przyjaźni oraz borykanie się z akceptacją. 
Sprawdź na stronie Wydawnictwa
Koniecznie sięgnijcie po Uniesienie. Lektura to słodko-gorzka historia z bardzo niecodziennym motywem przewodnim. Nie jest to jednak książka grozy na miarę autora. Ten tytuł przeczytajcie dla relaksu, a zaraz po nim proponuję Wam serialową adaptację serii na HBO GO :) Nie ukrywam, że ta jeszcze jest przede mną. Wierzę jednak, że się nie zawiodę. 

Warszawa - Fotoplastikon

Są na turystycznej mapie Warszawy miejsca bardziej i mniej oczywiste. Znaleźliśmy jednak jedno, które zasługuje na szczególną uwagę. 


Założenie fotoplastikonu datuje się na 1905 rok,  nie jest to jednak informacja w 100% potwierdzona. Obiekt ten jest obecnie oddziałem Muzeum Powstania Warszawskiego i opowiada historię przedwojennej stolicy. Będziecie mogli zobaczyć miasto, które dzisiaj już nie istnieje, a wszystko to za pomocą najstarszego, działającego urządzenia tego typu w Europie. 



W jaki sposób zwiedzać fotoplastikon? Otóż zasiąść wygodnie na wolnym stołeczku i zaglądać przez znajdujące się przed Wami okulary. Możecie przybliżyć je lub oddalić tak, aby obraz był jak najlepszej jakości. Fotografie będą się przesuwały regularnie, a opisy zdjęć pojawią się nad Waszymi głowami. Całość zajmuje zaledwie kilkanaście minut. 


Fotoplastikon warszawski to nie tylko ciekawostka turystyczna, ale miejsce z niepowtarzalnym klimatem. Przez tę krótką chwilę możecie przenieść się na sam początek XX wieku. Tego nie da się opisać! Fotoplastikon znajdziecie w pięknej kamienicy Hoserów w Alejach Jerozolimskich 51. Cena biletu normalnego 4 zł, ulgowego 2 zł. W czwartki wejście jest bezpłatne. Zbiory możecie obejrzeć też na stronie internetowej: fotop.1944.pl. 

Recenzja "Harry Potter i Przeklęte Dziecko"

Ta dziewczyna naprawdę czerpie z życia pełnymi garściami i bierze jak swoje

Ta dziewczyna naprawdę czerpie z życia pełnymi garściami i bierze jak swoje
Wywiad: Portal Warszawa i Okolice

Recenzja: Sztuka Kochania