Joanna Bargij - Oddech Śmierci

Joanna Bargij, pracująca w mojej branży, miłośniczka literatury popełniła intrygująca książkę. Jak pisze na swoim blogu, sam pomysł narodził się już w 2013 roku, a zainspirowały ją inne kryminalne powieści znanych autorów. 


Napisanie dobrego kryminału nie jest jednak rzeczą prostą. Zawód copywritera mobilizuje do tworzenia nowych rzeczy, zmusza do poprawnego składania słów i jednocześnie zainteresowania czytelników. Oddech śmierci jest jednak debiutem młodej Joanny Bargij, dlaczego więc powinniście przeczytać tę książkę?



Czytając opis powieści muszę się do czegoś przyznać – spodziewałam się sztampowej książki, jednakowej, monotonnej i ze słabo wypracowanym piórem. Naprawdę. Czym nowym jest seryjni morderca? Czym zaskoczy nas korupcja funkcjonariuszy? W ilu książkach sprawca celowo zostawia ślady w miejscu zbrodni, a później wymyka się temidzie w najmniej spodziewanym momencie? Ślepa sprawiedliwość?

Bargij postanowiła nas jednak nas nieco zaskoczyć. Na miejscu zarodni nie ma żadnych śladów. Morderca, owszem, pozostawia ślady, ale są to jedynie znaki i symbole, które nie ułatwiają śledczym rozwiązania zagadki. Sami policjanci również nie kwapią się do analizy zbrodni. Wydaje mi się, że autorka postanowiła nieco ironizować z wymiaru sprawiedliwości. Lista kroków, które udaje im się wypełnić w każdej części daje jakiś jednoznaczny trop, ale w momencie, w którym policjanci są przekonani, że zdemaskowali sprawcę – dochodzą słuchy o kolejnej zbrodni. Akcja jest stosunkowo wartka, książkę czyta się lekko, a w całą fabułę wmieszane są rozmaite postaci – policjanci, arystokratyczne rodziny, obłudni wielbiciele sztuki, biznesmeni. Tutaj więc czas na pierwszą wadę książki (moim zdaniem). Podczas lektury brakowało mi obszerniejszych opisów i informacji. Autorka zdecydowanie skupia się na seryjnym mordercy, pozornie to on jest główną i najważniejszą postacią tej książki, a wszelkie inne wątki pozostały na drugim planie. Wszystkie elementy jednak są spójne ze sobą i choć motywów pojawia się naprawdę wiele, każdy z nich odnajduje swoje miejsce w tej historii.

Kto i dlaczego został porwany? Kim jest seryjny morderca? Czyj „oddech śmierci” stanowi tytuł powieści Bargij? W co zamieszani są funkcjonariusze policji? Czy odnajdą brutalnego i przebiegłego killera? Na te pytania odpowiedź uzyskacie jedynie podczas lektury.

Cała historia jest dość klarowna. Poznawane postaci nie angażują naszej uwagi, pojawiają się, znikają, ale nie budzą zbytnich kontrowersji. Na samym początku lektury poznajemy rodzeństwo, Natalie i Ethana, którzy nie potrafią żyć bez siebie nawzajem, później spotykamy dwóch funkcjonariuszy – Marka i Paula, wspólnie pracujących w policji przy kilku śledztwach. Dzięki nim poznajemy też Rose, ambitną policjantkę, a przez całą powieść przewija nam się malarz, właściciel galerii i wiele innych, powiązanych z fabułą postaci. Połączenie świata policji, artystów i przestępczego to mieszanka wybuchowa, która zajmuje nam kilkanaście godzin lektury.

Sprawdź na stronie Wydawnictwa

360 stron potrafi wciągnąć. Ja co prawda początkowo czułam znużenie i kilkakrotnie podchodziłam do lektury, zanim Oddech śmierci na dobre zagościł w mojej biblioteczce, ale finalnie nie żałuję poświęconego czasu. Książka jest interesująca, a zważając na to, że jest literackim debiutem Bargij można wybaczyć pewne mankamenty i niedociągnięcia. Całość powstawała przez kilka lat, jednak może dało to autorce czas do namysłu i poznanie rzeczy, które wykorzystała w trakcie pisania – nie ukrywajmy, praca w prosektorium, działania policji, analiza dowodów czy choroby psychiczne to nie są tematy, które dotykają nas na co dzień. Bargij posługuje się lekkim, przystępnym językiem. Nie unika co prawda nomenklatury, nadającej książce nowoczesnego stylu i pewnej fachowości, jednakże całość dostała dość przemyślanie skonstruowana. Czekam na więcej, czas pokaże, jak rozwinie się pióro Joanny Bargij i co zaprezentuje swoim czytelnikom.

"Nie oddam szczęścia walkowerem" - czy to naprawdę książka o sile kobiet?

Kobiety często rządzą się własnym prawami. Zagryzamy zęby, dbamy o siebie i swoją rodzinę, a przy tym często egoistycznie nie dajemy pozbawić się własnego szczęścia lekką ręką. Nie oddam szczęścia walkowerem to książka, która nie tylko zaskakuje, ale i oczarowuje czytelnika. Jej głównymi bohaterkami są kobiety  - silne, dojrzałe, w końcu szczęśliwe. Czy jednak propagowanie lektury skłaniającej nieco do romansów to dobry pomysł?

Od zawsze uważałam (i nic się nie zmieniło, nadal uważam), że każdy z nas ma prawo do szczęścia. Praca, znajomi czy chociażby ciążą to nie jest powód, aby czuć się uwiązanym i stanąć w miejscu. Dziecko (choć dziś dla mnie hipotetyczne) nie może trzymać dwójki niepasujących do siebie ludzi razem, bo choć we wspólnym domu, nadal pozbawione zostaje szczęścia i ciepła, jakie dałaby mu kochająca się rodzina. Moim zdaniem każdy powinien walczyć i własne szczęście. Pytanie tylko, jak reagować, gdy wszyscy ludzie próbują wytknąć Cię palcami, ponieważ masz 30 lat,  swego rodzaju stabilizację i nagle wychodzisz poza szablon. Malina i Jagoda, główne bohaterki książki Nie oddam szczęścia walkowerem, nie dają za wygraną. Nieoczekiwanym zbiegiem okoliczności i splotem czystych przypadków wracają do swoich młodzieńczych marzeń i wspomnień, i spotykają na swojej drodze tę niezastąpioną dawkę endorfin i adrenaliny. Tajemniczy mężczyzna? Jedno spotkanie? Spojrzenie, którego nie ma nikt inny? Tak! Odważcie się, przeczytać tę propozycję.

Nasza książka to przede wszystkim konwersacja. Dwie bohaterki, dawne przyjaciółki, pisząc ze sobą maile, przekazują nam historię swojego życia. Raz jest lepiej, raz gorzej. Czasem nagły poryw uczuć przewija się ze łzawym porankiem i nikt nie ma na to wpływu. Druga z kolei, redaktor rubryki porad dla kobiet, z pozory ekspert, wzorowa żona i matka również nie jest w stanie zapanować nad swoim życiem. Gdzie leży problem i jak go rozwiązać? Co zrobić, by znowu poczuć motyle w brzuchu i mieć powód, by żyć na nowo? Przeczytajcie lekturę, a otworzycie oczy na zupełnie inne sprawy.

Przyznaję, odzwyczaiłam się od polskiej literatury. Powieści naszych twórców potrafiły mnie niemiłosiernie męczyć i nużyć, bowiem zawsze brakowało w nich dozy ekspresji, zainteresowania czytelnika, ciekawienia go również wątkami pobocznymi. Nie oddam szczęścia walkowerem to zdecydowania historia dla wielu pań w każdym wieku. Pomimo prostej historii równie prostych kobiet, autorki opowiadają nam drogę dla każdej z nas. Nie powinnyśmy nigdy akceptować chłodu, udawanych czułych gestów, kłótni i awantur czy tak popularnych cichych dni. Bo kto na to zasłużył? Malina i Jagoda mają ponad trzydzieści lat i sporo kobiecego doświadczenia za sobą.

Książkę watro przeczytać może nie dla samej fabuły, a przesłania, jakie za sobą niesie. Miejmy odwagę walczyć o swoje szczęście!  Paulina Płatkowska i Agnieszka Jeż nakazują nam wyjść poza schemat. W końcu nikt nie przeżyje naszego życia na nas, a skoro jest tylko jedno, czy warto być nieszczęśliwym?


Pomysł na książkę moim zdaniem jest fenomenalny. Jeżeli poszukujecie przepełnionej humorem, ciepłej propozycji na majowe popołudnie, ta lektura będzie dla Was idealnym rozwiązaniem.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca.


Poza Horyzont. Polscy podróżnicy - Joanna Łenyk-Barszcz i Przemysław Barszcz

Jesteśmy bardzo dumnym narodem, a jak wiadomo, każdy sukces ma wielu ojców. Zauważyliście, że wiele zagranicznych postaci, od gwiazd, sportowców czy odkrywców nagle, gdy osiągną zawodowy sukces, ma polskie korzenie? 

Zobacz na stronie Wydawnictwa FRONDA

Wielokrotnie nagły poryw mediów jest nie na miejscu, a choć warto chwalić się rodakami, często staje się próbą zbierania owoców z czyjejś ciężkiej pracy. Są jednak ludzie, którzy dokonali rzeczy niemożliwych w trudnych chwilach naszych dziejów. Są też podróżnicy, którzy odkryli nieznane dotąd lądy, zanim wyruszyli w wyprawę ci, których nazwiska do dziś zapisane zostały w podręcznikach historii.

Co powstanie, gdy połączymy dwie inspirujące historie? Kiedy spleciemy wizję przyrodnika z kulturoznawcą i wybierzemy się z nimi w podróż? Joanna Łenyk-Barszcz z wykształcenia jest filozofem i kulturoznawcą, kocha podróże, a na swoim koncie ma już Amerykę Centralną, Południową i Północną, niesamowitą podróż do Rosji nad jezioro Bajkał i Mongolię. Przemysław Barszcz z kolei, leśnik i przyrodnik w jednej osobie, odwiedził m.in. Orinoko, na co dzień dzieląc się z nami swoją wiedzą i doświadczeniem na łamach miesięcznika „Fronda” i tygodnika „wSieci”.

Bogato ilustrowana książka Polscy Horyzonty. Polscy podróżnicy pozwala nam jednak poznać rodaków, którzy przekroczyli pewne granice. Sięgnęli dalej i wspięli się wyżej, niż pozwalała na to wtedy ludzka świadomość. O kolonizacji dziś już wszyscy zapomnieli. Za odkrywców uważamy znakomitych Włochów, Hiszpanów czy Anglików, którzy wielkimi statkami z olbrzymią flotą przemierzali lądy w poszukiwaniu nieodkrytych dotąd zakątków ziemi.

Pierwszy rozdział rozprawia o Świętosławie Storradzie, córce Mieszka I i Dobrawy, siostrze Bolesława Chrobrego. Jak sądzicie? Dlaczego Słowianka z krwi i kości pojawia się w wielu nordyckich sagach i kronikach historycznych? Jako matka trzech króli i żona Swena Widołobrodego i Eryka Zwycięskiego, władcy Danii, Norwegii i Szwecji, na co dzień obchodziła się z wikingami. Dzisiejsze rekonstrukcje pokazują nam, jak wyglądały dawne łodzie tego plemienia, którymi była zmuszona do dalekiej, zamorskiej podróży. Mapa świata rosła w mgnieniu oka. Coraz to nowe miejsca, coraz to szersze horyzonty i oblicza kuli ziemskiej. Tak było ze wszystkimi. Odległe podróże, które nie tylko miały przynieść lepsze jutro nigdy nie zostały nagłośnione. Każda z nich zapamiętana została jako krótka wzmianka historyczna, którą odnaleźli autorzy książki. Jakie ciekawostki mają dla nas jeszcze w tej propozycji? Z pewnością inspirująca podróż do Japonii czy Brazylii. Vasco da Gama odkrył morską drogę do Indii, wiemy o tym wszyscy, a kto odkrył jako pierwszy Brazylię? Czy ktoś kiedyś słyszał Kasprze z Poznania, który przypadkiem znalazł się na pokładzie mistrza i stał się prawą ręką żeglarzy? A może dotarły Was słuchy o Polaku, królu Madagaskaru? Nie? Ja kiedyś słyszałam o Maurycym Beniowskim, polskim podróżniku pochodzenia słowacko-węgierskiego, który drakońskimi metodami zdołał zjednoczyć cały Louisbourg. Za polskiego Marco Polo uważamy też Michała Boyma, również jedną z wielu uznanych przez autorów książki postaci. Był on jednym z pierwszych europejskich sinologów, podróżników, fascynatów kultury Chińskiej, a jego zasługi, znane nam dziś przetrwały już czterysta lat.


Przeczytaj fragment książki

Zachęcam do lektury wszystkich miłośników podróży. Książkę proponuję również tym, którzy są z historią za pan brat i pragną poszerzać swoją wiedzę. Mnóstwo ciekawostek i faktów, których nigdy nie spotkacie w tradycyjnej literaturze to niezwykły atut tej książki. Kolejną zaletą jest zbiór rysunków i grafik, a także język, jakim posługują się autorzy. Zachęcam Was do zapoznania się z fragmentem książki, który z pewnością da Wam odwzorowanie tego, co znajdziecie na jej kartach. Poza horyzonty. Polscy podróżnicy to gratka dla podróżników, którzy nie tylko wychodzą z domu z plecakiem, ale i poszukują inspiracji u źródeł. Ja z pewnością podaruję swój egzemplarz najbliższej przyjaciółce, która życie w busie czy podróż stopem traktuje jako styl życia, a za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Fronda! :)

MUSE na Kraków Live Festival w Krakowie!

Like us on Facebook

.