Kornblumenblau, Leszek Wosiewicz

20:00

Nie lubię niemieckiej muzyki. Nie lubię dźwięku akordeonu. Nie lubię też nużących projekcji. Na taką jednak trafiłam – film zowie się Kornblumenblau i wpadłam na niego… niechcący. Liczne, pozytywne komentarze na forach i wysokie noty  w znanych portalach kulturalnych sprawiły, że chętnie sięgnęłam po tę produkcję.


Historię rozpoczyna koncert fortepianowy, tak, podobnie jak w Pianiście, jednak zawrotna prędkość akcji przenosi nas do Auschwitz. Główny bohater, Tadeusz Wyczyński, trafia do obozu koncentracyjnego. Skierowany zostaje do oddziału „doświadczalnego”, gdzie szalony doktorek zaraża go tyfusem. Mało kto z Was wie, że Niemieckie obozy zagłady były największym impulsem do powojennego rozwoju medycyny. To właśnie ci, lekarze-kaci, testowali reakcje ludzkiego organizmu na rozmaite infekcje i zarazki, a czasem wymyślne trutki i środki odurzające. Normą było też wnikanie w głąb delikwenta, dosłownie – zabiegi operacyjne, bez znieczulenia, stały się obozową codziennością. Przeszywanie poszczególnych członków, a czasem i całych kończyn do drugiej osoby, obserwacja procesu zrastania, bądź nie przyjmowania przeszczepu, czasem celowo zakażonego i całe mnóstwo innych, wymyślnych tortur. Widzę dzisiaj mamy ogromną, jednak pochwała dla tych czynów jest karygodna. Dlaczego napisałam Wam o tym wszystkim? Z bardzo prostej przyczyny – nasz główny bohater miał niebywałe szczęście kończąc w tyfusowym baraku. Co więcej, postanowił sobie, że za wszelką cenę przeżyje wojnę! A z tym już nie było problemu...

Wyczyński bardzo szybko wkradł się w łaski blokowego – regularnie grając mu Kornblumenblau na akordeonie. (Wspomniałam już, że nie lubię akordeonu?;-)) Był to pierwszy szczebel obozowej kariery muzyka. Później koncert fortepianowy  podczas kolacji niemieckich oficerów i finalnie - przedstawienie muzyczno - teatralne ku chwale i uhonorowaniu zasług SS. Występ zakończył się aplauzem… Rosjan, czyli atakiem powietrznym wyzwalającym więźniów.

Film opowiada wyjątkowo ciekawą, a zarazem prawdziwą historię, którą oglądamy przez okno bezpiecznej, spokojnej kuchni. Jakim trzeba być sadystą, by nagich, bezbronnych więźniów przeganiać, niczym bydło, godzinami po śniegu, po czym urządzając kąpiel w balii z lodowatą wodą ponownie nakazać im biegać? Równie popularne było publiczne wieszanie aresztantów – musieli oni rozstawić krzesła, zapewnić widowni stosowne warunki i atmosferę, po czym pokornie stanąć na szubienicy. Tak! Takie życie pokazuje nam Kornblumenblau.

Osobiście uważam, że pomysł na fabułę filmu jest świetny, realizacja jednak pozostawia wiele do życzenia. Świetnie rozumiem, że ekranizacja pochodzi z 1988 roku, a więc nie mam prawa wymagać efektów specjalnych mimo to sądzę, że z całej bazy koncepcji wybrano najgorszą. Śledzimy, jak zawsze, losy jednego więźnia, któremu powodzi się najlepiej.  Szkoda, bo polskie projekcje winny pokazywać nam cała prawdę dotyczącą naszych rodaków, a także historii kraju.

Film polecam, choć do najlepszych nie należy. Jeśli interesujecie się losem Żydów, a także życiem w obozach koncentracyjnych, na pewno znajdziecie coś dla siebie. 

You Might Also Like

0 opinii:

Dziękuję!

Recenzja "Harry Potter i Przeklęte Dziecko"

RECENZJA: Sztuka Kochania

Recenzja filmu "Wołyń" Wojciecha Smarzowskiego