„Jak ja nienawidzę poniedziałków. Wszystko trzeba zaczynać… od nowa!”

15:23


Przerwa w masowych produkcjach telewizyjnych! Koniec z każdorazowo powtarzanymi scenariuszami! Przedstawiam  Państwu fenomenalną, ponadczasową komedię Nie lubię poniedziałku, powstałą w 1971 roku. Dawno? A i owszem! Jednak mimo upływu lat produkcja aktualna jest nawet dzisiaj, przecież… ile złych rzeczy może się wydarzyć w ciągu jednego dnia, w ciągu… jednego poniedziałku? Co prawda nie mamy już roznosicieli mleka, którzy ciężko zarabiają na spłatę kredytów, policjanci nie kierują ruchem podczas opieki nad dzieckiem, a nawet nie musimy martwić się, że nie zdążymy stanąć w gigantycznej kolejce po rolkę papieru toaletowego.  Jednak niektóre poniedziałki są pasmem nieszczęść, zawiłych i nieprzewidywalnych zwrotów akcji, których skutek towarzyszy przez kolejne dni.

Nie lubię poniedziałku to film wyreżyserowany przez Tadeusza Chmielewskiego. Fabuła rozgrywa się w latach 70’ XX wieku, a dokładniej w poniedziałek, 17 września - dzień ten jest feralnym ciągiem wypadków i pomyłek parodiujących życie w dawnej Warszawie. Akcję rozpoczyna Bohdan Łazuka, który odtwarzając rolę Bohdana Łazuki (;-)) wraca z przestawienia torami kolejowymi. Chciałoby się rzec, że bohater promuję ideę „Piłeś? Nie jedź!”, tak aktualną w dzisiejszych czasach. Pamiętajmy jednak, że to wyłącznie jeden epizod w całej projekcji.

Prezes warszawskiego Maszyno-Hurtu przygotowuje się do spotkania biznesowego jednak winda, która zacina się pomiędzy piętrami uniemożliwia nawiązanie międzynarodowej współpracy. Włoch, na lotnisku Chopina, przywitany przez góralski zespół wsiada do złej taksówki, a rodak z Chicago gubi teczkę z pieniędzmi, przeznaczonymi na budowę nowej szkoły. Zygmunt Bączek z Sulęcin przyjeżdża do stolicy w poszukiwaniu dreblinek do  kombajnu. Wdaje się w konflikt z taksówkarzem, nie płacąc za przewóz do Maszyno-Hurtu, a ten z kolei poszukuje go w całej Warszawie, gdyż, jako osoba przesądna, wierzy w staropolskie porzekadło „Jaki poniedziałek – taki i cały tydzień.”

Milicjant nie może pozostawić Jacka w przedszkolu, ponieważ zamknięto je przez epidemię różyczki. Żona także nie jest w stanie pozostać z chłopcem ze względu na  remanent w Agencji Matrymonialnej. Niefortunny zbieg okoliczności sprawia, że Jacek trafia na służbę wraz z ojcem, podnosi alarm na całej komendzie, po czym nagle znika.

Film uznawany jest za jedną z najlepszych polskich komedii. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, iż śmiejemy się z absurdów ustroju naszego kraju w latach ’70. Niemniej - każdy winien choć raz w swoim życiu obejrzeć Nie lubię poniedziałku, by na własne oczy ujrzeć paradoksy XX wieku. Ja z kolei  mam szczerą nadzieję, że Wasz poniedziałek do najgorszych nie należy. ;)


You Might Also Like

0 opinii:

Dziękuję!

Recenzja "Harry Potter i Przeklęte Dziecko"

RECENZJA: Sztuka Kochania

Recenzja filmu "Wołyń" Wojciecha Smarzowskiego