Wojciech Cejrowski - Rio Anaconda; czyli lektura obowiązkowa!

12:22

Czy jest na sali ktoś, komu nazwisko Cejrowski wydaje się być obce? Nie bez powodu użyłam słowa-klucz „wydaje”, bowiem na hasło Boso przez świat uśmiecha się każdy Polak. Nawet ten, który kulturoznawstwem i turystyką kompletnie nie jest zainteresowany.

Fenomen Wojciecha Cejrowskiego polega na badaniu odległych od typowej cywilizacji i zgiełku miast plemion - ich struktury, organizacji czy sposobów na przetrwanie. Muszę przyznać, że choć programy telewizyjne nie przekonują mnie do siebie, o tyle uważam autora książki Rio Anaconda za mistrza słowa. Pozwolę sobie też zacytować fragment zaczerpnięty bezpośrednio ze strony internetowej Wojciecha Cejrowskiego „Jeśli nie wiesz czego się spodziewać po pisarstwie WC, zmieszaj Życie seksualne dzikich, Sto lat samotności oraz Autostopem przez galaktykę w równych proporcjach. Wyjdzie z tego reportaż magiczny z ogromnym poczuciem humoru...”. I wiecie, co jest najgorsze? Podpisuję się pod tym komentarzem obiema rękami. Uwielbiam reportaże!

Rio Anaconda to książka, którą rzetelny czytelnik pochłonie w ciągu jednego dnia. Tak było też w moim przypadku, choć sceptycznie podchodziłam do lektury o afrykańskich plemionach. Nie wiem, czy to zachowawczość pourazowa (pamiętne lekcje geografii), czy też podejrzana postać na okładce. Niemniej, przeczytałam! I muszę przyznać, że nie żałuję ani jednej minuty poświęconej na lekturę. Jeśli od razu opowiedzieć mogę Wam o satysfakcjonujących mnie elementach technicznych, to warto zaznaczyć fenomenalne zdjęcia, zabawne opisy zdarzeń i sytuacji oraz twardą oprawę, która nie uległa zniszczeniu w kobiecej torebce. Wszystko to jest zasługą Wydawnictwa Zysk  i S-ka.

Rio Anaconda to tak naprawdę Początek, Koniec i osiem kolejnych Ksiąg zamkniętych w jedną, czterystustronicową opowieść. Opowieść, która bawi nas z każdą kartką, wciąga do świata dzikich, pobudza ciekawość i niesie w sobie dozę lekkości – nie czujemy się stłamszeni, ani znudzeni podróżą. Rozdziały nie są dla nas ociężałe i nie wylewamy szóstych potów by dobrnąć do końca. Możemy rozgościć się w ulubionym fotelu (choć stosowniejszy byłby hamak), popijać owocowy koktajl z parasolką i wyobrażać sobie np. rękopis Kamasutry dla owadów, zaśmiewając się przy tym do łez.

Księga Słońca – czyli część pierwsza. Podtytuł ma na celu zobrazowanie nam panującego klimatu w Syrii, czyli: Żar słoneczny./ Żar rozgrzanej ziemi./ Żar rozgrzanego powietrza./ Żar dnia. Żar nocy. Żar tropików. Nieustanny. Nieznośny. Przerażający. Żar. Żar. Żar.
Niemniej, nie to jest główny wątek naszej książki, bowiem kiedy uśmiechamy się do kartek – nasz bohater za wszelką cenę próbuje dotrzeć do Dzikich! Zapytacie pewnie, co mnie tak rozbawiło. Trudno jednak jednoznacznie stwierdzić, bowiem co kilka stron pojawia się przezabawny wywód autora.  Pozwolę sobie jednak zacytować fragment, będący „pierwszym wrażeniem” o pueblo Mitu: Było to miasteczko, jakich już prawie nie ma. Nieliczne ocalały tam, gdzie kończy się cywilizacja, a zaczyna puszcza, gdzie nadal nie dochodzą drogi państwowe, nie dociera poborca podatkowy, poczta ani elektryczność. Ale i one powoli znikają zalewane asfaltem i zastawiane cegłami. Bo ludzie pragną asfaltu i cegieł. Wcześniej zarówno asfalt jak i cegły zastępowało im błoto – budulec tani, łatwo dostępny, praktycznie zawsze pod ręką, nie trzeba go dowozić ani martwić się, że zabraknie , no i na pewno bardziej ekologiczny; ale przy tych wszystkich zaletach ma zasadnicze wady – wymaga strasznie dużo pracy i uporczywie wraca do swego stanu pierwotnego. Prawda, że barwne? Któżby się nie uśmiechnął przy takim opisie? Niemniej wspomniana podróż naszego bohatera nie była łatwa. Chciałoby się rzec, że wystarczyłby kompas, szczegółowa mapa i pobieżna znajomość topografii. Okazuje się jednak, że bez pełnej sakwy, przyjaciół swoich przyjaciół i złotego haczyka – wędrówka byłaby podróżą w jedną stronę. Wszędzie bowiem panują niebezpieczni przestępny, mający krocie swoich „klonów w różnych miastach”, nikomu nie wolno zrobić zdjęcia – bo przecież mogą być poszukiwani, a lokalnym przysmakiem są wstępnie przeżute bulwy manioku, owady czy małpie mózgi. Paskudna sprawa - szczególnie, po obejrzeniu udostępnionych zdjęć... Jeśli jesteśmy już przy fotografiach, chciałabym zwrócić na Waszą uwagę na opublikowane zdjęcia kobiet. Ich cerę, stan włosów, nawilżenie ciała – pamiętajcie, że obce im są dostępne dla nas chemikalia. Stosują wyłącznie błękitny pył ze  skrzydeł motyli pod oczy, czerwone błoto jako odżywkę do włosów, a zielem mydlanym szorują zęby do białości. Dla nas jest to nieprawdopodobne, a dla nich szara codzienność, niemniej muszę przyznać, że naprawdę im zazdroszczę. Szczególnie tych pięknych uśmiechów – bez wizyt u stomatologa czy ortodonty. ;)

Pozwolicie, Moi Drodzy, że nie będę streszczała całej książki, bowiem poza przezabawnymi kwestiami umknie Wam przyjemność z lektury. Książkę gorąco polecam zarówno zwolennikom Wojciecha Cejrowskiego, miłośnikom podróżny czy odkrywcom nieznanych lądów, ale i osobom łaknącym mile spędzonego wieczoru pod ciepłym kocem w naszą pochmurną polską jesień. Czego dowiecie się z tej publikacji? Niewątpliwe najdrobniejszych szczegółów z życia dzikich. Cejrowski poruszył temat seksualności, religii, obyczajów i obrzędów. Niczego nie nakreślono tematem tabu, nic nie zostało zakamuflowane – reportaż ten jest godny uwagi, zdradza bowiem mnóstwo „tricków”, jak zyskać zwolenników i zdobyć wyjątkowo cennych przyjaciół, kiedy w grę wchodzi konfrontacja z plemieniem Carapana w Ameryce Południowej, a także rozpościera przed nami piękny krajobraz, którego nie dane nam nigdy zobaczyć na własne oczy. Całość została ubarwiona licznymi fotografiami, co ku mojemu zdziwieniu nie wywoływało niechęci czy protestów wśród mieszkańców Dzikich Ziemi. Wierzcie mi, naprawdę warto przeczytać tę książkę i choć zdarza mi się to niezwykle rzadko – moja ocena to bezapelacyjne 10/10!


Za książkę dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka:




You Might Also Like

0 opinii:

Dziękuję!

Recenzja "Harry Potter i Przeklęte Dziecko"

RECENZJA: Sztuka Kochania

Recenzja filmu "Wołyń" Wojciecha Smarzowskiego