"Diety oczami naukowców" czyli lekarstwo na (po)świąteczną panikę...

10:36


Diety oczami naukowców to książka Krystyny Monk, będąca wyjątkowo przydatnym poradnikiem tuż po świątecznym łakomstwie. Lektura, choć liczy sobie jedynie 326 stron, jest bardzo praktycznym źródłem wiedzy, która umyka nam każdego dnia. W dzisiejszych czasach łakomstwo bierze górę nad rozsądkiem, słodkie batoniki czy cukierki leżą w zasięgu naszej ręki, a owoce… przecież już dawno wyszły z mody. Przez nieumyślne tworzenie swojego menu, z dnia na dzień przybieramy na wadze, zaniedbujemy fizjologiczne potrzeby organizmu i bagatelizujemy pierwsze objawy, niekiedy, bardzo poważnych chorób.

Przyznam się Wam do czegoś – nie jestem ani okazem zdrowia, ani skorą do rozsądnego żywienia osobą. Zawsze brakuje mi czasu, zawsze ignoruję pierwsze sygnały mojego organizmu o jego nieprawidłowościach, nawet zwykłam (od kilku lat) spożywać wyłącznie jeden-dwa posiłki dziennie. Nie odżywiam się zdrowo, nie liczę kalorii i zawsze twierdzę, „że jakoś to będzie”. Ku rozwianiu wątpliwości, mieszczę się na jednym siedzeniu, nawet noszę rozmiar M, ale sama zauważyłam, że podczas lektury mój światopogląd klarował się na nowo. Uświadomiłam sobie, że powinnam wstać z łóżka kilka minut wcześniej, by zjeść śniadanie, że powinnam wygospodarować czas na zdrowy obiad, ale i muszę zaprzyjaźnić się ze znienawidzoną (jeśli brakuje jej ziół) oliwą z oliwek. Książka Krystyny Monk nie tylko przedstawia nam przyczyny otyłości czy nadwagi (które w jakiś sposób możemy dopasować do siebie), ale i mnóstwo tricków, które pomogą przywrócić zdrowy styl życia. Na dobrą sprawę nie sądziłam, że przezroczyste naczynie zachęci nas do spożycia owoców, ani nie wiedziałam o tym, że zdrowy tryb życia, a co za tym idzie – zdrowsze jedzenie – wpływa na IQ dzieci.

Z książki wyciągnęłam fenomenalne wnioski, choć początek lektury nieco mnie znużył. Na pierwszych stronach zdobędziecie mnóstwo informacji dietach, które stworzono kilkanaście, kilkadziesiąt lat temu. Informacje te, oczywiście, powrócą do Was w trakcie lektury, jednak owe stronice nie przekonały mnie do siebie, ponieważ ani rubensowskie kształty, ani wychudzone Greczynki w gorsetach nie budzą we mnie kontrowersji. Nie ma jednak czym się zrażać, bowiem kolejną część, czyli „Mity dotyczące odchudzania”, jak i resztę książki przeczytacie z zapartym tchem.

Pani Monk opisała nam też zalety i wady poszczególnych (najpopularniejszych) diet, istotę spożywania warzyw i owoców oraz konsekwencje związane z niezdrowym trybem życia. Dookoła słyszymy, że aktywność fizyczna ma kluczową rolę, zarówno w rozwoju naszym, jak i naszych dzieci. Książka jednak, w oparciu o najnowsze badania, uświadamia nam, że problemem rozprzestrzeniającej się w mgnieniu oka otyłości nie jest jedynie siedzący tryb życia. Szkopuł tkwi w szczegółach, czyli diecie. Nie obejrzymy się, a obok nas zasiądzie „typowy Amerykanin” tyle, że w polskiej wersji. Wszyscy wiedzą, że naród nasz staje się grubszy, i grubszy… ale nikt nie widzi sensu by unormować czas pracy, przywrócić ludziom normalny tryb życia na tyle, by byli w stanie zadbać nie tylko o siebie, ale i swoich bliskich. Gospodarka może i na tym ucierpi, a kraj uznany zostałby za pejoratywny stosunek do globalizacji. Cóż, w takim wypadku, ważniejsze jest ludzkie zdrowie czy światowy ranking?  

Na dobrą sprawę Diety oczami naukowców to poradnik mówiący, jak należy żyć i jak ustabilizować stan swojego zdrowia. Przynajmniej ja tak to widzę. Postanowiłam jednak ponownie powrócić do tej książki za kilka dni, by przekonać się nieco bardziej do banalnych, a zarazem praktycznych pomysłów na ożywienie (słowo klucz) swojej diety, pomimo tak licznych warzyw i owoców spożywanych przeze mnie dotychczas. Gorąco polecam tę publikację wszystkim, którzy chcą poznać dietę „od kuchni” oraz tym, którzy zmagają się z lekką nadwagą latami, bowiem nawet ja – mol książkowy – znalazłam tutaj „coś dla siebie”. Życzę tego i Wam! Miłej lektury! J


Za książkę dziękuję Wydawnictwu Novae Res:


You Might Also Like

4 opinii:

  1. bardzo przydatny post :)
    wesołych świąt :)

    OdpowiedzUsuń
  2. kurcze jestem mile zaskoczona. Już sam wstęp mnie odzwierciedla. Uwielbiam owoce, ale po słodycze jakoś mi bliżej. Martwi mnie to i gubi, bo kilogramy przybywają, albo wszystko stoi w miejscu a ja jestem bezradna! Pozdrawiam i życzę pogodnych świąt!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że jedziemy na jednym wózku :D Uwielbiam owoce i warzywa, pożeram je na tony, ale... słodycze są przecież takie słodkie :D

      Usuń

Dziękuję!

Recenzja "Harry Potter i Przeklęte Dziecko"

RECENZJA: Sztuka Kochania

Recenzja filmu "Wołyń" Wojciecha Smarzowskiego