Naziści na celowniku sprawiedliwości... Czy to realne?

14:01

Zawsze Wam mówiłam, że uwielbiam czytać biografie, a jeśli w grę wchodzą jakże popularnie sformułowane „historie germańskich oprawców” zaczynam uśmiechać się od ucha do ucha i czytam z zapartym tchem. Tak też się stało, kiedy trafiła do mnie książka Naziści na celowniku sprawiedliwości autorstwa Donalda McKale. Nie jestem oczywiście żadnym typem despoty czy sadysty, po prostu zawsze ciekawiły mnie losy ludzi, zwykłych szarych jednostek, w okresie II Wojny Światowej.

Nie od dzisiaj wiadomo, że obozy koncentracyjne i cała idea III Rzeszy o eksterminacji Żydów była bestialskim aktem ludobójstwa. Podzielili oni ludzi na klasy, wyselekcjonowali jednostki „aryjskie”, a resztę skierowali do katorżniczej pracy, a później - do stracenia. Książka przypomina nam, że Niemcy bardzo poważnie potraktowali rozkazy dotyczące czystek rasowych, bez względu na narodowość czy pochodzenie. Mam tutaj na myśli obiecywany „lepszy świat/sanatorium/ośrodek pomocy” dla osób niepełnosprawnych, których… po prostu zabito pomimo tego, że byli rodowitymi Niemcami. Żołnierze tępo wykonywali rozkazy swoich przełożonych. Zabijali, ponieważ bali się konsekwencji i oskarżenia o dezercję. Takie są zasady wojny. Pod tym względem żaden naród nie był „lepszy”. Jedyne, co mogli - nie katować ludzi „dla zabawy”. Właśnie to powinno stać się głównym aktem oskarżenia w trakcie każdego, z opisywanych przez autora przesłuchań czy procesów. Na dobrą sprawę – podczas wojny każdy z nich walczył o swoje życie, a biologia i natura ludzka mówi nam, że kiedy obawiamy się o siebie, swoją rodzinę, swoich bliskich – posuniemy się do wszystkiego, nawet rzeczy najbardziej sprzecznych z kanonem moralnym. O tym autor nie mówi, choć szczegółowo przedstawia nam biografię oprawców, którzy uciekli przed sprawiedliwością, a historia nie zdołała się o nich upomnieć. Regularnie przez kolejne stronice przewija nam się Adolf Hitler, Hans Frank, Hermann Görling czy Franz Stangl – postaci, których przedstawiać nie trzeba, ale także „Anioł Śmierci”, czyli Josef Mengele przeprowadzający najrozmaitsze doświadczenia medyczne w bloku X, Wilhelm Boger oprawca uwielbiający „Huśtawkę” dającą bezpośredni dostęp do genitaliów przesłuchiwanego (szczegóły musicie sprawdzić sami), bądź Irma Grese – najpiękniejsza sadystka za obozowymi murami…  

Książka ta jest przede wszystkim zbiorem biografii, które wyłaniają się w trakcie rozmów z byłymi więźniami obozów, bądź podczas bezpośredniej weryfikacji w trakcie procesów. Autor bardzo obszernie opisuje wszystkie zdarzenia, dba o szczegóły, a więc pomaga nam w odbiorze tej książki. Moja wiedza dotycząca okresu II wojny światowej jest jednak bardzo obszerna. Wiele zamieszczonych informacji o aryzacji oraz idącej za nią „kwestii żydowskiej” wiedziałam już wcześniej. Nie znaczy to jednak, że książka była dla mnie bezużyteczna. Wręcz przeciwnie, pierwszego dnia, zaraz po otrzymaniu publikacji przeczytałam prawie 200 stron w niespełna godzinę. Pokaźny gabaryt, przy tak świetnym piórze autora to niewielkie wyzwanie dla każdego czytelnika. Przyznam się Wam, że bardzo przeraziła mnie grubość tej książki, ponieważ wydawała się być wprost nieproporcjonalna do ilości nauki, którą mam teraz na głowie. Okazuje się jednak, że nie było się czego obawiać. Osoba, która interesuje się poczynaniami hitlerowców, równoległymi „oswobodzeniami” przez NKWD oraz losem ludzi, po których kompletnie nic nie pozostało przeczyta tę książkę jednym tchem. Gdyby tego było mało, warto wzbogacić swoją wiedzę o procesy w Norymberdze, na których terminy celowo zostały nałożone pozostałe rozprawy niemieckich oprawców, ale już na terenie ZSRR! NKWD załatwiało swoje sprawy w cieniu prawdziwych batalii na ławach sądowych. Nikt więc nie zwracał uwagi na kolejne mordy i współprace nawiązane przy wschodniej granicy…

Książka Naziści na celowniku sprawiedliwości ukazuje nam też zbiorowe przerzucanie odpowiedzialności za masową eksterminację Żydów, czyli, dzisiaj nam znany, Holocaust. Wielu Oberstgruppenführerów (generałów SS) łkało podczas procesów, mówiło, że nie byli poinformowani o „kwestii żydowskiej”, ani nie czują odpowiedzialności za masowe zbrodnie. Lista kłamstw i oszczerstw, które latami powtarzane zostały zapisane w protokołach i stały się jedynym (poza zeznaniami ofiar) dowodem w sprawie. Nie sposób się dziwić, że najwięksi zbrodniarze w historii zostali uniewinnieni, bądź osadzeni w nowoczesnych więzieniach, którym daleko do warunków Alcatraz, bądź nieco bardziej tematycznego - Auschwitz Birkenau. Oczywiście niejeden adwokat wyciągnął swojego klienta, któremu później dane było umrzeć w domowym zaciszu pomimo tego, że jego koledzy zawiśli na szubienicy.

Naziści na celowniku sprawiedliwości to bardzo ciekawa propozycja, jednak nie dla każdego czytelnika. Musicie mieć w sobie tego „bakcyla”, który będzie śledził historię przodków z zapartym tchem i gdzieś w duchu, współczując im, nadal próbuje dosięgnąć sprawiedliwości. Jeśli jednak przygotowujecie się do konkursu związanego z historią współczesną – także wzbogacicie swoją wiedzę o bardzo cenne informacje. Muszę powtórzyć słowa Thomasa Carlyle’a, który jasno stwierdził, że „historia to niezliczone biografie”. Słowa te są aktualne dzisiaj oraz będą przez kolejne wieki. To ludzie tworzą historię, to oni oscylują pomiędzy dobrem, a złem. To od nich zależy, jak będzie wyglądał kolejny dzień, to ich decyzje mogą zniszczyć świat… Naziści na celowniku sprawiedliwości pokazują, jak wiele leży w gestii poszczególnych jednostek.



Za książkę dziękuję Wydawnictwu MUZA:




You Might Also Like

1 opinii:

  1. Uwielbiam, jak to ujęłaś, historie germańskich oprawców. Zarówno książkowe, jak filmowe, ale jednak najlepsze są te z życia wzięte. Może dlatego, że fascynuje mnie mechanizm psychologicznej manipulacji tłumem, który udało się zrealizować w III Rzeszy. Wychodzi ona do dzisiaj. Przykład z życia: babcia mojego, ze szlacheckiej niemieckiej rodziny, była przez wiele lat karmiona kłamstwami wymyślanymi przez potężną machinę propagandową. Wyobraź sobie jej oburzenie, gdy dowiedziała się, że Jezus był z pochodzenia Żydem, a nie - owocem gwałtu na Marii, przez "germańskiego oprawcę".

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!

Recenzja "Harry Potter i Przeklęte Dziecko"

RECENZJA: Sztuka Kochania

Recenzja filmu "Wołyń" Wojciecha Smarzowskiego