Zeznania Niekrytego Krytyka, czyli dzienna dawka literatury od Macieja Frączyka

19:14

Nie lubię niespodzianek. Uwielbiam jednak prezenty, a przede wszystkim – dedykowane mi książki. Jeszcze raz dziękuję Sylwkowi i Damianowi za tę publikację. ;*

Na pozycję Macieja Frączyka nigdy, ale to przenigdy nie trafiłabym z własnej, nieprzymuszonej woli. Niekryty Krytyk nie kręci mnie zbytnio choć muszę przyznać, że mówi jasno i rzeczowo o aktualnych problemach. Naśmiewa się z nich. Jednak może wśród dzisiejszego, wygodnego społeczeństwa to jedyny sposób na przekazanie ludziom dość sporej dawki wiedzy w trzyminutowej pigułce? Autor nie obawia się społecznych hejtów, ani dissów. To jego praca. Praca, którą kocha, i która spełnia go zawodowo. Pomaga tym samym innym, bowiem między wierszami znajduje się prosty przekaz „Spełniaj swoje marzenia”. Czego chcieć więcej?

Do książki zbierałam się blisko… 13 miesięcy! Najpierw brakowało mi czasu, później spadł na mnie tuzin wcześniej przygotowanych pozycji, a jeszcze później po prostu mi się nie chciało. Postanowiłam jednak prześledzić Zeznania Niekrytego Krytyka… Czytałam w komunikacji ZTM (uczelnia-dom, dom-uczelnia). Zajęło mi to dwa dni, jednak lekturę przekartkowałam od deski, do deski. I jakie jest moje pierwsze wrażenie? 6/10.

Zeznania Niekrytego Krytyka to „historia prawdziwa”. Zbiór felietonów poruszających bardzo popularną problematykę jak seksualność czy próby samodoskonalenia, ale i prywatne wstawki z życia Macieja Frączyka. To jego opowieść. Jego świat. Jego fabuła. Jego wyobraźnia…

Autor pisze prostym, bardzo przyswajalnym (szczególnie dla roczników 1984+) językiem. Nie stroni od slangowych zajawek, ani licznych wulgaryzmów dodających książce nietuzinkowych barw. Ja z kolei unikam, jak ognia, wszelkich kolokwializmów i o ile „dupa” mi nie straszna (w końcu pochodzę z Kurpiowszczyzny), o tyle wszelkie wyrazy związane z łacińską krzywą, bądź mało przyzwoitym określeniem frędzli są mi odległe. Nie lubię wszystkich tych zwrotów. Uważam, że osoba inteligentna winna zastąpić je równie emocjonalnymi słowami, jakoby sens wypowiedzi pozostał ten sam. ;) Książka Frączyka jednak nie zraża swoich czytelników do kontynuowania lektury. Sądzę nawet, że wierni fani, którzy przywykli do subskrybowania kanału na YT Niekrytego… doskonale znają jego swobodę wypowiedzi i zawarty w głębi przekaz. Mnie nauczono skupiać się na „drugim planie”. Nieważne, czy w grę wchodzi film czy książka. Patrząc z innej perspektywy, zauważamy mnóstwo szczegółów, które nigdy nie wdarłyby się tak bardzo do naszej głowy. Śledzimy nie tylko zapisy rozmów, a ułożenie dekoracji i ozdób, relacje postaci drugoplanowych, ich emocje i przeżycia. Dostrzegamy o niebo więcej, a dzięki temu fabuła staje się dla nas nieco bardziej wartościowa. Podobnie jest z Zeznaniami Niekrytego Krytyka. To tak naprawdę opowieść o tym, jak to się stało, że Maciej Frączyk stał się copywriterem, wcześniej studiującym filologię angielską. Jakim cudem zyskał tak wielu fanów i przede wszystkim  pokazuje nam, że można zarabiać na tym, co sprawia przyjemność.

Czy książka mi się podobała? Trudno stwierdzić. Nie powiem jednak, że była zła. Nawet zdarzało mi się uśmiechnąć podczas lektury. To dobry znak. Nie przepadam jednak za frywolnymi tekstami, które mogą obrazić czyjeś uczucia. Takie też napotkałam. Oczywiście nie twierdzę, że moje uczucia zostały urażone, ale różni ludzie, mogą różnie odebrać tę książkę. Felietony jednak przypadły mi do gustu. To taki… scenariusz kolejnego filmiku Niekrytego. Zwykły monolog, którego łaknie się z każdą stronicą więcej. Gratuluję! 

Was, Moi Drodzy, mogę jedynie zachęcić do lektury, jeśli chcecie poznać (w dużym stopniu) biografię Macieja Frączyka. Z kolei dla fanów Niekrytego Krytyka, także znajdzie się coś miłego. Szczególnie... martwa cisza w temacie "kobiet". :D

Wspomniałam w pierwszym zdaniu o prezencie... a oto i on:


You Might Also Like

2 opinii:

  1. Myślałam już, że tylko ja za tym Panem nie szaleję... Dobrze wiedzieć że nie jestem jedyna ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!

Recenzja "Harry Potter i Przeklęte Dziecko"

RECENZJA: Sztuka Kochania

Recenzja filmu "Wołyń" Wojciecha Smarzowskiego