Być kimś, być sobą. Pierwsze 7 dni...

14:14

Być kimś, być sobą. Pierwsze 7 dni to niekonwencjonalna książka o losach młodych ludzi ze środowiska, do którego przysłowiowy pies z kulawą nogą nigdy nie chciałby trafić. Być może moja subiektywna opinia jest zbyt obcesowa, jednak świetnie rozumiem realia życia w slumsach, jeśli miejskie osiedle zastąpimy wiejską egzystencją, w której na każdym kroku coś nie dzieje się po naszej myśli, a bezsilność i poczucie niesprawiedliwości ciążą każdego dnia.

Przed rozpoczęciem lektury czy nawet otrzymaniem książki sądziłam, że tytułowe „7 dni”, będą opisane niczym dziennik pokładowy, a nie opowiadanie z wyrwanym jednym tygodniem z życia gimnazjalisty. Naszym głównym bohaterem jest Krzysiek, który wraz ze swoim przyjacielem, Marcinem, regularnie spotyka się na wieczornym „piwie”, chodzi na wagary albo spędza długi wieczór na koncercie zespołu PIH w strefie VIP. Obaj młodzieńcy mają bardzo nieciekawą sytuację rodzinną, bowiem w ich domu nic, poza alkoholem, się nie przelewa. Familia Marcina toczy batalię, w której nieodzowne są interwencje policji, a ojciec Krzyśka, któremu chłopak za wszelką cenę próbuje się odgryźć, nie widzi nic złego w spoliczkowaniu syna. Autor w bardzo ciekawy sposób opisał poczucie niesprawiedliwości i konieczność zaakceptowania takiego, a nie innego losu. Żaden z nich nie może „zmienić ojca”, żaden też go nie wybierał. Nasz główny bohater jednak postanawia dokonać zmiany w swoim życiu. Łaknie normalności, zmycia poczucia wstydu  i przywrócenia harmonii swojego jestestwa. Pod wpływem emocji pisze piosenki, które przedstawiają realia jego codzienności. Próbuje przelać swoje uczucia na papier, by wyrzucić z siebie negatywne wspomnienia. Nie rozumie też swojej matki, która nie chce odejść od męża, a kiedy chłopak próbuje jej wytłumaczyć, że nie powinna walczyć o związek małżeński kosztem swojego szczęścia,  odpowiada krótko „(…) to jest właśnie rodzina”.

Książkę Jarosława Podsiadlika czyta się bardzo szybko. Mi lektura zajęła jeden wieczór, bowiem fabuła jest doskonale zarysowana, a realia przedstawione w bardzo dosadny sposób. Nie oszukujmy się, wiele rodzin wiedzie właśnie takie, jak Krzysiek, życie. Nie każdy z nas ma dzieciństwo usłane różami i nie każdy może sobie pozwolić na szkolną wycieczkę z powodu zwykłego braku pieniędzy. Wiem jednak, że wiele osób tego nie zrozumie i tutaj idealnie wplecioną postacią staje się bezdomny biznesmen, który przez własną bezmyślność stracił wszystko to, co kochał. Opowiadanie porusza tak naprawdę wiele kwestii i aspektów, które należy przemyśleć samodzielnie. Może to kwestia sytuacji społeczno-socjalnej, by niektóre rzeczy pojąć dosadniej, jednak każdy czytelnik powinien wyciągnąć własne wnioski…   

Jeśli chodzi o techniczną stronę Być kimś, być sobą, to zraził mnie sposób napisania książki i przede wszystkim - treść dialogów. Rozumiem, że autor chciał oddać atmosferę panującą w gimnazjach, jednak ja nie jestem osobą wulgarną i tak ordynarne rozmowy sprawiły, że byłam zniechęcona do kontynuowania lektury. Nie lubię przekleństw, a co za tym idzie, zawsze sądziłam, że osoby, które mają nieco poukładane w głowie, a na taką postać został wykreowany Krzysiek, starają się unikać kolokwialnych zwrotów. Jak widać byłam w błędzie, bowiem sam Hip Hop rządzi się własnymi prawami, wiek czy zachowanie jest tu dodatkową fanaberią…


Za książkę dziękuję Wydawnictwu Novae Res: 


You Might Also Like

8 opinii:

  1. Polecam każdemu!! 35 zł za książkę z płytą.....

    OdpowiedzUsuń
  2. Książki nie czytałam, ale mogę powiedzieć, że wulgaryzmy wśród gimnazjalistów, nawet tych zdroworozsądkowych i umiejących myśleć, to norma. Dlatego, że mimo wszystko większość dzieciaków w tym wieku chce w jakiś sposób dopasować się do rówieśników. Przerabiałam wulgaryzmy w zeszłym roku u mojej córki (wtedy szóstoklasistki). Na szczęście już tego nie robi, ale tylko dlatego, że poważnie porozmawiałyśmy. Jeśli nie ma obok dziecka kogoś dorosłego, który mu wskaże takie błedy, to dziecko samo nie przestanie ot tak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kiedyś usłyszałam jedno, bardzo mądre zdanie - osoba inteligentna odnajdzie synonim, który sprawi, że emocjonalnie zdanie będzie dawało ten sam efekt. Wiem jednak, jak zachowywali się moi rówieśnicy, bez względu na wiek. Wychowałam się jednak w na tyle małej miejscowości, że wszelkie kolokwializmy spadały na osoby, tak jak napisałaś, którym zabrakło "kogoś dorosłego". :) Co innego, jeśli nawet sami rodzice nie widzieli w tym nic złego... Nie mi to oceniać, jednak autor przedstawił realia współczesnego świata. Świata który w moim przekonaniu "schodzi na psy" z każdym kolejnym rokiem...

      Usuń
    2. Ale wiesz, co? :) Przyznam się, że pisząc własną książkę czasem brakuje mi odpowiedniego słowa, które nadałoby "prawdziwości" emocjom, spadającym na głównych bohaterów... :)

      Usuń
  3. No właśnie jeśli się pisze coś własnego niestety ciężko jest czasem nie użyć wulgaryzmu. Chociaż wszystko zależy w jakim czasie/klimacie jest umiejscowiona dana powieść. Wbrew pozorom łatwiej jest użyć nieparlamentarnych słów w realiach, które już minęły. Oczywiście o ile używasz ich w dawnej formie. Przykładem może być chociażby słowo chędożyć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pękłabym ze śmiechy, jak któryś z książkowych gimnazjalistów w dialogu powiedziałby "Chędożyć". :D Ale masz oczywiście rację ;)

      Usuń
  4. Wspomniałaś że chodzili na koncerty Piha- niestety sam ten fakt sprawia, że nie można było uniknąć przekleństw. W dodatku książka straciłaby wiele ze swojej realności jeżeli tego elementu by zabrakło, jasne można użyć synonimów ale bądźmy szczerzy, młodzież szczególnie z tego otoczenia ich nie używa.

    Myślę, że się skuszę i przeczytam gdy nadarzy się taka okazja.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!

Recenzja "Harry Potter i Przeklęte Dziecko"

RECENZJA: Sztuka Kochania

Recenzja filmu "Wołyń" Wojciecha Smarzowskiego