Karolina Wojtaszek i jej "Ogniste skrzydła"

15:52

Debiutanckie powieści mają do siebie dość niekonwencjonalny sposób rozplanowania treści. Niektóre wątki są szeroko rozpisane, inne mniej. Czasem historia zostaje ucięta  w najmniej odpowiednim miejscu, a innym razem rozciągnięta jest na kilku stronicach.  Podobnym aspektem jest język, jakim posługuje się młody pisarz. Nieraz spotykamy grafomana, który ledwo sklecił kilka zdań, a innym razem piękną prozę, która nie pozwala odejść nam na krok. W przypadku książki Karoliny Wojtaszek zdało się odnaleźć złoty środek. Grzechem byłoby narzekać na fabułę, która nie budzi kontrowersji, ale na chaotyczny język i mało sprawną korektę – a i owszem.

Ogniste skrzydła to pierwszy tom cyklu Miasto Aniołów. Poznajemy w nim Victorię – studentkę, jak każda inna, która staje się główną bohaterką powieści. Jej życie zdaje się być podobne do szarej codzienności nas samych. Dziewczyna ma przyjaciela o imieniu Mateusz, któremu powierza swoje troski. Jej matka zniknęła, a ojciec uparcie zataja przed nią miejsce pobytu kobiety. Pewnego dnia w świecie Victorii pojawia się „ten drugi”. Wyjątkowo arogancki, ale budzący pożądanie (na pewno „na pierwszy rzut oka” w wielu czytelniczkach) Roger. Umawiając się więc na spotkanie w klubie z Mateuszem, dziewczyna nieumyślnie uderza Rogera, i niczego się nie spodziewając, niechybnie zaczyna poznawać swoje prawdziwe „ja” oraz mroczną misję, która została jej powierzona. Parkiet okrywa dym, a Victorię porywają potwory.

"Pamiętaj, oni pojmują dobro zupełnie inaczej niż my. Dla tych stworów dobry jest chaos i zniszczenie."

Książka utrwaliła mnie w przekonaniu, że nie lubię paranormal romance. Zawsze dane mi było albo trafiać na kiepskie propozycje, albo po prostu nie potrafię ogarnąć ich swoim małym rozumkiem. Trudno stwierdzić, która wersja ma w sobie większe prawdopodobieństwo. Gdy zaczęłam czytać książkę, wprowadzenie do całej historii było stosunkowo przyjemne, jednak przewracałam stronę za stroną i miałam narastającą, nieodpartą ochotę zamknąć tę publikację i już jej nie otwierać. Do bólu znużył mnie wątek waleczności mężczyzn. Tu jeden, tam drugi, bla bla bla – co za dużo, to nie zdrowo, a przy zakończeniu i tak wszystko stanęło w miejscu. Akcja może i jest wartka, ale autorka narzuciła tak galopującą narrację, że nie dość, że zagubiłam się w wątkach, to jeszcze czułam się zniesmaczona faktem, że połowa historii została opatrzona tak chaotycznym opisem. Z mojej surowej perspektywy, jedynym ratunkiem dla książki jest wydanie kolejnej części przygód bohaterów, z uwzględnieniem pozostawionych samych sobie wątków, ze szczególnym naciskiem na korektę językową, która nie tylko poprawi literówki, ale i pozostawi uwagi dotyczące fabuły.

Książkę mogę polecić osobom, które miały już wcześniej kontakt z literaturą tego gatunku i chciałyby zwiększyć liczbę przeczytanych publikacji „o jeden”. Z kolei osoby, które nigdy dotąd nie zbliżały się do paranormal – niech nie czytają tej publikacji jako pierwszej w swoim życiu. Trudno mi wystawić ocenę tej książce, jednak gdyby przyszło mi określić notę byłoby to 4/10. A za co 4 punkty? Jeden za okładkę, która sympatycznie się prezentuję. Jeden za prostotę języka, którym operuje autorka, kolejny za zaufanie swojej wyobraźni, bez konkretnego szablonu, a ostatni za zawartą w fabule mitologię. Ot i koniec. Książkę, jak już pisałam, polecam wybranym, a Recenzentów zachęcam do przewertowania FP autorki, gdzie możecie otrzymać własny egzemplarz.

Za Ogniste skrzydła dziękuję Autorce książki, a wspomniany FanPage, znajdziecie >>TU<<

You Might Also Like

7 opinii:

  1. Nawet bez czytania tej książki wiem, że nie lubię paranormal romance, a przynajmniej na razie mnie do tego typu książek nie ciągnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię czytać debiutanckie powieści, bo często są to pozycje bardzo odkrywcze.

    PS. Twój "Niecodziennik" przypomina mi "Niepamiętnik Dolores Price" :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam kilka książek z tego gatunku i jedne były lepsze, a drugie gorsze. Jeśli będę miała okazję to na pewno przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przeglądałam u kogoś tę książkę. Mi także do gustu nie przypadła, ale co tu zrobić?

    OdpowiedzUsuń
  5. Ech, no pięknie :D Ale i ja nie lubię takich książek. Masz rację, z debiutami bywa różnie. Raz są lepsze, raz gorsze... Życie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Problem polega na tym, że takich książek są setki. Gatunek sam w sobie nie jest zły, ale myślę, że musiałabyś dobrze trafić.

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytałam już kilka opinii tej książki i w pewnym stopniu pokrywają się z Twoją. Nie sądzę żebym po nią sięgnęła.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!

Recenzja filmu "Pitbull. Niebezpieczne kobiety"

Recenzja książki "Harry Potter i Przeklęte Dziecko"

Recenzja filmu "Wołyń" Wojciecha Smarzowskiego