Krótki wstęp do wojennych czasów...

09:22

Lista Schindlera, Chłopiec w Pasiastej Piżamie, Pianista, Czas Honoru czy Opowiadania Tadeusza Borowskiego  rozbijają się o jedną i tę samą kwestię – los ludzi podczas II Wojny Światowej. Jak prosto zauważyć, temat ten jest wyjątkowo popularny, a zarazem pożądany na rynku kinematograficznym. Widzowie XXI wieku poszukują brutalności i sadyzmu w projekcjach, a zarazem ekranizacji prawdziwych wspomnień i faktów z zamierzchłych (bo po upływie pięćdziesięciu lat) czasów.  

Moje pokolenie, urodzone w latach ’90 dwudziestego wieku, nie wie czym jest utrata najbliższych, głód, tyfus, nieposkromiony ból fizyczny, albo nieustanna walka o przetrwanie jeszcze jednego dnia w obozie zagłady. Trudno więc o godną uwagi projekcję, poruszającą serce nawet najbardziej zatwardziałego widza.

Miasto ruin, krótki film wykonany w technice trójwymiarowej na potrzeby Muzeum Powstania Warszawskiego ukazuje, jak wielkich zniszczeń dokonała hitlerowska dywizja w przeciągu sześciu lat. Jak to możliwe, że z 1300000 mieszkańców Warszawy, niespełna 1000 pozostało przy życiu? Dlaczego bezbronni ludzie, nie mając żadnych szans z wojskiem niemieckim, doprowadzili do wybuchu tego Powstania? Dlaczego getto walczyło o swój honor, idąc na pewną śmierć? Jakim cudem garstka ludzi pozostała przy życiu w ruinach Warszawy? Odpowiedzi na te pytania tak naprawdę nie istnieją. Możemy jedynie przypuszczać, podciągać wspomnienia osób, które przeżyły, pod zdanie ogółu jednak pamiętajmy, nie jest to obiektywna opinia.

Historia nakazuje nam uważać II Wojnę Światową za największą zbrodnię hitlerowców, która wywarła nieodwracalne piętno na wszystkich mieszkańcach kraju. Warszawskie podziemie, cichociemni i rzesze aliantów wspierały polską armię, jednak flota wroga okazała się zbyt silna, by odeprzeć atak. „Wojna przyniosła za sobą szereg zniszczeń i śmierć milionów ludzi” – zdanie, niczym mantra powtarzane wszystkim żakom, jednak dlaczego nikt nie stara się opisać tego, co przeżywały poszczególne osoby? Dlaczego nie mówimy o prawdziwym życiu toczącym się w getcie bez bonifikat, czy znajomości? Z jakiego powodu nie opisujemy stosowanych tortur, eksperymentów i masowych mordów na zwykłych ludziach? Czemu temat ten staje się tabu?  

Otóż, Gestapo uznawało jeden, niezastąpiony sposób pozyskiwania informacji – tortury, zarówno psychiczne, jak i fizyczne. Powszechnie uważano, że im bardziej skatowany człowiek, tym rzetelniejszych informacji udziela swojemu oprawcy, jednak Polacy, jako nieugięty, silny naród  wyznawali całkowicie inną zasadę - im bardziej boli, tym mniej „wiedzą”. Nie zniechęcało to jednak zwyrodniałych, niemieckich oficerów. Rozwijali oni swoją wiedzę medyczną, testując jej efektowność w praktyce. Jak bardzo boli wysunięcie gałek ocznych z oczodołów, a następnie mozolne umieszczanie ich na swoim miejscu? Nie wiecie? Jedna z łączniczek z polskiego podziemia przeżyła to na własnej skórze! Popularne było też wyrywanie paznokci, podtapianie, rażenie prądem, miażdżenie kończyn czy wbijanie igieł w ciało przesłuchiwanego, gdy został podwieszony na tzw. słupku. Fakty są przerażające, a ekranizacji powstało tak niewiele. Dlaczego większość produkcji opowiada historię ludzi z wyższych sfer? Ludzi, którzy mają mnóstwo znajomych i przyjaciół ratujących ich z opresji? Weźmy na przykład Czas Honoru, polski serial emitowany w telewizyjnej Dwójce. Główni bohaterowie: Władek, Bronek, Janek i Michał notorycznie pomagają swoim bliskim. Władek, wraz z bratem, ukrywa matkę, Bronek wielokrotnie odbija swoją narzeczoną, a Janek, jako wyrafinowany fałszerz, podrabia przepustkę do getta, by regularnie odwiedzać swoją kobietę. Czy tyle profitów miałby szary człowiek?

Kolejnym, świetnym przykładem jest Pianista, tytułowy bohater, Władysław Szpilman, znany i ceniony muzyk prowadzący własną audycję w Polskim Radiu, trafia do getta. Dzięki swoim znajomościom wydostaje brata z więzienia, a sam daje koncerty w kawiarenkach obozu. Czy to także zasługa jego rozpoznawalności w towarzystwie, a zarazem statusu społecznego?

W takim razie, jak naprawdę wyglądało życie w getcie? Otóż, w 1940 roku, hitlerowska idea eksterminacji Żydów zabrnęła tak daleko, że do wydzielonego obszaru Warszawy przeniesiono wszystkich, sygnujących się Gwiazdą Dawida. Osoby, które posiadały już mieszkanie w centrum miasta, były w o tyle komfortowej sytuacji, że nie gnieździły się w molochach, przypominających bardziej zagrodę, niż ludzką kwaterę. Mężczyźni podejmowali ogrom prac fizycznych przy budowie, a czasem konserwacji muru, wznoszeniu nowych osiedli mieszkalnych, czy  katorżniczej pracy rzemieślniczej. Zarabiali w ten sposób na miskę strawy i kilka siniaków. Mogli także zatrudnić się w Żydowskiej Służbie Porządkowej, którego organizacja przypominała mały oddział SS, jednak i tu należało mieć stosowne znajomości. Kobiety z kolei, trudniły się rozpakowywaniem walizek zamordowanych już kompanów, bądź pracowały w zakładach produkcyjnych, gdzie wielokrotnie je bito, a nawet gwałcono. Wśród starszych mieszkańców szerzyła się wszawica, oraz tyfus, jednak nie to było przyczyną największej ilości zgonów. Osoby, które nie były w stanie pracować – umierały z głodu, o ile wcześniej nie zostały przewiezione do obozu zagłady.

Żydzi byli poniżani na każdym kroku. Nie wolno było im chodzić po chodniku, a po krawężnikowym „akwedukcie” – bez względu na pogodę. Strzelano do nich na oślep i policzkowano bez powodu. Nikt nie przejmował się ich losem, bo przecież kogo interesują podludzie?

Obozy koncentracyjnie z kolei, miały na celu wyzyskanie ostatków sił i energii ze zdrowego człowieka, a później zabicie go w niewyobrażalnych katuszach. Ludzi wykorzystywano do prac budowlanych, rzemieślniczych czy produkcyjnych, w zamian za wodnistą zupę z pokrzywy i liczne baty za niesubordynację.  Obozom zagłady zawdzięczamy jednak rozwój medycyny. Dzisiejszą wiedzę na temat ludzkiego organizmu, rozwoju chorób, ekstrakcji kończyn, czy przeszczepów to właśnie zasługa Niemców i ich eksperymentów na osobach, które i tak zostałyby zabite.

Więzienie Pawiak oraz siedziba Gestapo przy Alei Szucha to dwie największe, warszawskie mordownie. Tutaj przesłuchiwano i katowano więźniów politycznych, potocznie zwanych bandytami. W ciemnym, piwnicznym pomieszczeniu, w akompaniamencie głośnej, niemieckiej muzyki toczyła się walka o przetrwanie. Pałki, pejcze, baty, lagi, kastety, igły, śruby… wszystko, co sprawia ból. Wszystko, co może zabić. Przed brutalnym śledztwem nie zdołał uchronić się nikt, kto współpracował z polskim podziemiem i co ważne, zwykle osoba przesłuchiwana, zaraz po odzyskaniu sił, ponownie trafiała do ciemnego pomieszczenia i cała historia toczyła się na nowo. Metody tortur nie były określone w żadnym przepisie, czy regulaminie, stąd wszystko zależało od kreatywności, a może humoru oprawcy. Uważano jednak, by nie przekroczyć wytrzymałości fizycznej przesłuchiwanego – przecież martwy już na nic się nie zda.

Tak właśnie toczyły się losy szarych ludzi, o których dzisiaj już nikt nie wspomina. Historia ich została zakończona w masowym, bezimiennym grobie, a stoickie opowiastki krążą w rodzinnym domu. Na piedestale pozostają artyści, przedstawiciele władz państwowych oraz żołnierze. Jednak wojna zrównała ich wszystkich. Nieważne, chłop, generał, czy profesor – każdy z nich przeżył to samo. Każdy z nich wie, czym jest wojna.  

You Might Also Like

0 opinii:

Dziękuję!

Recenzja filmu "Pitbull. Niebezpieczne kobiety"

Recenzja książki "Harry Potter i Przeklęte Dziecko"

Recenzja filmu "Wołyń" Wojciecha Smarzowskiego