"Są jakieś granice bólu, który można wytrzymać..." - czyli Robert Galbraith i "Wołanie Kukułki"

20:26

Zanim przejdę do fabuły, opowiem Wam moją absurdalną przygodę. O książce Wołanie Kukułki słyszałam naprawdę wiele. Widziałam plakaty, czytałam mniej lub bardziej pochlebne opinie, wertowałam zastawione półki Empiku czy księgarni Matras i gdybałam, kim właściwie jest Robert Galbraith. Przecież to niemożliwe, by ktoś o kim nie mam zielonego pojęcia (a przecież stosunkowo „na bieżąco” staram się śledzić rynek wydawniczy) mógł zasłynąć na arenie międzynarodowej. Okazało się jednak, że pod tajemniczym, męskim pseudonimem kryje się autorka bestsellerowej opowieści o Harrym Potterze, Joanne Kathleen Rowling. Co miał na celu ten zabieg? Nie wiem, wnioskuję, że pisarka chciała stworzyć książkę, której potencjalni i mało ciekawscy czytelnicy nie będą osadzać w Hogwarcie, ani przyrównywać tej detektywistycznej zagadki do fantastycznych krain, które wszyscy doskonale już znamy.

Pióro Pani Rowling nie przypadło mi podczas lektury, a może próby przeczytania Kamienia Filozoficznego. Nie znam więc jej książek (widziałam jedynie kilka części filmu),  stąd też nie zdołam zauważyć postępów. Przyznam jednak, że gdyby ktoś mi powiedział, że Wołanie Kukułki (powieść, której audiobook czytany jest przez Macieja Stuhra) napisana jest przez JKR – nigdy nie sięgnęłabym po tę książkę. Po prostu. Nie lubię męczyć się podczas lektury, a pierwsza część cyklu o Harrym Potterze wyjątkowo mnie zniechęciła.

Wyobraźcie więc sobie, jakie było moje zaskoczenie, gdy jeszcze nieświadoma zabrałam się za lekturę. Na pierwszych stronach poznajemy główny temat książki – odnaleziono zwłoki modelki, Luli Landry. Sam fakt, że ciało spoczywało tuż pod oknem balkonu kobiety wskazuje, że mogła popełnić samobójstwo. Jak jednak bezprecedensowo zaakceptować myśl, że londyńska piękność targnęła się na własne życie? Dlaczego policja potwierdza tę tezę? Skąd John Bristol, brat celebrytki, bierze przypuszczenia o morderstwie i gdzie w tym wszystkim znajduje się miejsce dla współczesnego Sherlocka Homesa, czyli Cormorana Strike’a?

Jakże łatwo wykorzystać czyjeś skłonności do autodestrukcji, jak łatwo strącić kogoś takiego w niebyt, a potem się odsunąć, wzruszyć ramionami i przyznać, że to nieuchronny skutek chaotycznego, tragicznego życia.

Oczywiście pewnie spodziewacie się błyskotliwego, szarmanckiego detektywa, który zauroczyć potrafi niejedną panią… Nic bardziej mylnego! Gdy poznajemy Strike’a zmierzamy się z jego… ogromnym ciałem, kiedy to wędrująca na zastępstwo, tymczasowa sekretarka, Robin, pada ofiarą nieuwagi mężczyzny, który wzrostem i ogólną włochatością połączoną z lekko wystającym brzuchem przypominał niedźwiedzia grizzly. Ogólnie Cormoran nie jest tak straszny, jak go malują, jednak przekonujemy się o tym dopiero na kolejnych stronicach.

Tak czy inaczej, książka została naprawdę świetnie pomyślana. Niby publikacja liczy 450 stron, a pochłaniamy je w przeciągu kilku chwil. Lektura wciąga intryguje, a język jest naprawdę plastyczny. Początkowo gubiłam się w wątkach, ale może to kwestia wprowadzonej retrospekcji, która nieco zagmatwała mi sprawę. Autorka jednak nie szczędzi nam bezpośrednich, czasem wulgarnych zwrotów. Stara się przedstawić najrzetelniej pracę detektywa oraz jego pomocniczki, oprowadza nas po pięknym Londynie u boku Cormorana, stara się rozwiązać zagadkę do ostatniej strony, a przy tym przedstawia nam codzienne życie celebrytów, które jak się okazuje nuży blaskiem flashów i fałszywych przyjaciół.

Przyznam, że książka naprawdę mnie zauroczyła. Poza fabułą, kolejnymi przesłuchaniami, wertowaniem śladów i całą tą szczególną otoczką znalazłam w tej publikacji mnóstwo cytatów i sentencji, które zanotowałam na małych karteczkach. Lektura nie jest ani nudna, ani płytka, choć momentami odczuwamy pewien niesmak – przecież ciągle stawiamy te same pytania, ciągle próbujemy odkryć prawdę i ciągle zbiegamy z toru, który mógłby zaprowadzić nas do rozwiązania tej zbrodni. Zabrakło mi jednak zwrotów akcji, jakiś nieprawdopodobnych zbiegów okoliczności, dzięki którym książka ta nabrałaby rozmachu. Tak, śledzimy kolejno wszystkie zdarzenia, a one splatają się na rozwiązanie zagadki. Kluczem do wszystkiego jest oczywiście Cormorana Strike, który dopiero na końcu lektury obnaża przed nami zaskakującą prawdę!

Publikację gorąco polecam. Sądzę, że naprawdę warto po nią sięgnąć – macie może lepszy pomysł na wakacyjne popołudnie niż londyński kryminał? Spieszcie się też - październik już za pasem! :D Pamiętajcie jednak, że Wołanie Kukułki to pierwszy tom cyklu Cormoran Strike. W październiku 2014 roku Wydawnictwo Dolnośląskie planuje premierę drugiej książki Roberta Galbraith pt. Jedwabik.


Za Wołanie Kukułki dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat S.A.



You Might Also Like

7 opinii:

  1. Dobra recenzja. Też mam zamiar teraz coś przeczytać, tylko czekam na książkę, bo kupilam internetowo :).

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziwne, że HP technicznie niezbyt przypadł Ci do gustu, przecież "Wołanie kukułki" jest pisane w tym samym stylu ;) Najważniejsze, że jednak pozwoliłaś sobie na odkrycie Rowling w "dorosłym" wydaniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może masz rację ;) Przecież HP pojawił się za czasów mojego... gimnazjum? Kto wie, może powrócę do lektury? :D

      Usuń
  3. Lubię "Harry'ego Pottera", a kryminał tej autorki planuję przeczytać już od dawna. Cieszę się, że Ci się podobało :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wołanie kukułki wciąż stoi na półce, a przecież już wkrótce Jedwabnik!

    OdpowiedzUsuń
  5. Też bardzo spodobało mi się "Wołanie kukułki", czekam z niecierpliwością na kolejną cześć ;) A książek i filmów o Harrym nie znam, nie potrafię przez nie przebrnąć - po prostu nie moja bajka ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Muszę koniecznie przeczytać tę książkę. Ciekawa jestem Rowling w innej odsłonie.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!

Recenzja "Harry Potter i Przeklęte Dziecko"

RECENZJA: Sztuka Kochania

Recenzja filmu "Wołyń" Wojciecha Smarzowskiego