LifeStyle, słowem wstępu :)

10:10


Źródło: Internet
To nieprawda, że mierząc 172 cm i ważąc 66 kg można czuć się świetnie w swoim ciele. Każdy ma inne poczucie wartości, każdy lawiruje po innym poczuciu piękna i każdy ma własne mniemanie o sobie. Może i nie ma tragedii, może i nie ma sensu wpadać w chore paranoje, ale… warto zrobić coś dla siebie. Tak po prostu, bez powodu.

Często, kiedy rozmawiam z moim przyjacielem, słyszę pytanie „Co zrobiłaś dziś dla siebie?”, wertuję w głowie minione wydarzenia, każdy drobny kroczek, kolejne godziny, a po chwili zastanowienia jestem zmuszona powiedzieć… „Nic”. Jak to możliwe? Ano nie powinno być w tym nawet nic dziwnego. Przyzwyczailiśmy się do życia w biegu. Łakniemy ciszy, spokoju, a po ciężkim dniu zatopienia się w głębokim fotelu z pilotem, albo z dobrą książką w dłoni. Nikt jednak nie powiedział, że w tym czasie nie można zrobić czegoś dla siebie. Czegoś, co przyniesie nam satysfakcję, która potrwa nieco dłużej, która da nam fajne efekty, zauważalne na dłuższą metę. Biorąc jednak pod uwagę godzinną projekcję filmu, a godzinne wyjście na spacer w dobrym towarzystwie, rolki, krótki bieg, cokolwiek… wzmacniamy swoje ciało, swoją psychikę… To istotne, a tak często bagatelizowane.

Pamiętam, kiedy pierwszy raz wyszłam pobiegać. Nawet słowo „pobiegać” powinnam już na wstępie zapisać w cudzysłowie. Nie dość, że nie zdołałam wytrzymać odcinka 500 m, to jeszcze zdecydowaną większość trasy przeszłam pieszo. Mimo wszystko jednak wyszłam z domu. To nic, że przez kolejne 4 dni ledwo chodziłam… Wczoraj jednak postanowiłam ponownie zaprzyjaźnić się z bieganiem. Humanitarnej. Postanowiłam przebiec 1 km i wrócić do domu. Udało się. Jutro z kolei przebiegnę 1,5 km, a następnego dnia jeszcze więcej… i tak do końca wakacji. Dlaczego? Ano dlatego, że żadna aktywność fizyczna nie kładzie nacisku na tak rozległe partie mięśni. Po mojej pierwszej przebieżce miałam zakwasy w nogach, bolały mnie mięsnie brzucha, kompletnie dotąd nie wzmocniony kręgosłup, barki… wszystko! Oczywiście nie myślcie, że jestem kompletnie nieaktywną osobą. Byłam prawdę mówiąc zaskoczona tak przeszywającym bólem – przecież codziennie jeżdżę na rolkach, a przejazdy mające 20-40 km kompletnie nie są mi straszne. Przecież gram w siatkówkę. Przecież… całe dnie żyję w biegu. Jak to możliwe? – myślałam. Odpowiedź była jednak bardzo prosta. Żadna z moich dotychczasowych aktywności nie angażowała tak wielu partii mięśni, żadna nie wymagała zmuszenia się do ćwiczeń. Żadna nie była dotąd wysiłkiem dla mojego organizmu… Co z tego, że mam uszkodzone stawy? Co z tego, że miałam dwie śruby stabilizujące kość udową? Przecież… to mija. Operacja się udała. Jest dobrze. A ja… jestem młoda, dlaczego mam wpadać w czarną rozpacz? Dlaczego bez powodu ograniczać samą siebie? Każdy ma prawo zrobić coś dla siebie. Wystarczy chcieć i spróbować… ;) 

Źródło: Napieramy.pl
Dlaczego to tak istotne? Zauważyłam, z własnego doświadczenia oczywiście, że to, jak postrzegają nas inni przede wszystkim zależy od naszego wyglądu. Nieważne, czy w grę wchodzi znalezienie pracy czy dobór partnera. Z tym ostatnim, rozmowy ze znajomymi w pełni zmieniły moje nastawienie. Często mówimy że najważniejsze jest wnętrze, że do wyglądu nie przywiązujemy wagi, bowiem liczy się charakter i osobowość. Nieprawda! Każda kobieta i każdy mężczyzna ma w swojej głowie pewne "wanted", bez których na pewno nie osiągnie pełni szczęścia. Sama się złapałam. Może wymagania dotyczące min. 190 cm wzrostu to czysta głupota, ale fakt, że uwielbiam piękne uśmiechy sprawia, że osoby z "falbankami" na szczęce są dla mnie kompletnie nieatrakcyjne. Ot, taka fanaberia. Rzecz ma się podobnie, jeśli w grę wchodzi nasza tusza. Niby nie wyglądam jak córka przyrodniej siostry Taty Muminka, nawet chodzę w spodniach rozmiaru M, to i tak nie czuję się komfortowo. Kocham sukienki. Nie czuje się w nich swobodnie więc zrobię wszystko, by zmienić to do września... Pomijam fakt, że najbliższe "wakacyjne tygodnie" to praktycznie same wesela moich znajomych i przyjaciół. Troszkę za późno zabrałam się za ogarnianie, ale... nie można mieć przecież wszystkiego... <3

Ktoś chętny przyłączyć się do zabawy? 
To co? Zaczynamy od poniedziałku? ;>


You Might Also Like

6 opinii:

  1. Ja także biegam, choć dosyć nieregularnie. Początkowo tylko towarzysko, nie bardzo to lubiąc, a teraz nawet samemu, gdy tylko słońce zajdzie, wybieram się na przebieżki. I zgadzam się z tym, że wygląd jest istotny. W naszej cywilizacji, z naszym rozumowaniem piękna i obyczajami, wygląd odgrywa istotną rolę. Cytując Nosowską: "W dzisiejszych czasach na grubasa wszyscy patrzą krzywo. I nie jest istotne jak wiele masz w głowie [...] I choć trudno w to uwierzyć - akceptacja kosztuje. I nikt nie toleruje gdy w niemodnych chodzisz szmatach" (Hey "Mamjakty').

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety taki urok naszych czasów... Obawiam się jednak, że jeśli patrzymy na kogoś to podświadomie i tak w jakiś sposób go oceniamy, zupełnie nie zdając sobie z tego sprawy. W piosence Nosowskiej jest wiele prawdy, ale co zrobić? Ot, współczesność.

      Usuń
  2. Widzisz jaki ładny wyszedł Ci lifestylowy tekst ;)
    Podziwiam Cię za to bieganie, naprawdę. ja jestem takim wielkim leniem, że nie wyobrażam sobie tak obciążającej czynności... Na szczęście mamusia przekazała mi dobre geny, więc tusza nie jest moim prolemem, co oczywiście nie znaczy że kilku mięśniom nie przydałby się trening ;) I z zazdrością patrzę na "ciacha" biegające po poliskim boisku. Podglądam ich z balkonu z książką w jednej, a czekoladą w drugiej ręce ;)
    PS. Początek Twojego posta przypomniał mi, że "Zakochać się" Ahern czeka i poniekąd mówi właśnie o robieniu czegoś tylko dla siebie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Powiem Ci, że natchnęłaś mnie do refleksji. Czy w ciągu dnia robię coś dla siebie? Odpowiedź nie jest łatwa. Świetny tekst, gratuluje.

    OdpowiedzUsuń
  4. Niby masz rację, ale są osoby o tak silnej osobowości, u których nawet nie widzi się niedostatków urody. Dopiero poniewczasie, gdy się patrzy na zdjęcia pytasz siebie - naprawdę był/a taki brzydki? A wtedy zasłuchana, zapatrzona zignorowałam taki drobiazg.

    OdpowiedzUsuń
  5. Podziwiam za to bieganie, tak trzymać ;) Ja biegałam jak miałam do tego ludzi, ale później mając w perspektywie wykonywanie tej czynności samodzielnie, spasowałam.
    A ja się nie zgodzę co do tego wyglądu, z jednej strony zawsze ma on jakieś znaczenie, ale z drugiej od dłuższego czasu z dnia na dzień przekonuję się, że w gruncie rzeczy nie ma on nic do rzeczy, a przynajmniej nic istotnego.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!

Recenzja "Harry Potter i Przeklęte Dziecko"

RECENZJA: Sztuka Kochania

Recenzja filmu "Wołyń" Wojciecha Smarzowskiego