„Vietato Fumare, czyli reszta z bloga i coś jeszcze” - Artur Andrus, part 2.

12:07

Artur Andrus to jedna z najbardziej rozpoznawalnych i najpopularniejszych postaci polskiej sceny kabaretowej. Po kultowej serii wywiadów z Marią Czubaszek i Tomaszem Karolakiem, Andrus postanowił wydać kolejna własną książkę, pt. „Vietato Fumare, czyli reszta z bloga i coś jeszcze”, będącą zbiorem wcześniej opublikowanych (mniej lub bardziej) żartobliwych felietonów. Czy warto po nią sięgnąć? Musicie przekonać się sami. Czy ja bawiłam się dobrze podczas lektury? Niewątpliwie. :)

Nie od dziś wiadomo, że Artur Andrus uwielbia zabawę słowem. Dlaczego? Ano dlatego, że język polski niesie za sobą tyle dwuznaczności i nieporozumień, że aż żal tego nie wykorzystać, by rozbawić publiczność. Książka „Vietato Fumare” to istny galimatias, tematyczne „pomieszanie z poplątaniem” utrzymane w konwencji ironicznej satyry. Tak naprawdę mamy do czynienia ze zbiorem felietonów napisanych m.in. dla Gazety Lekarskiej, bądź wolnych przemyśleń samego artysty. Cytując słowa Małgorzaty Wiśniewskiej, Andrus posiada „niebanalną umiejętność łączenia słów i znaczeń, których pozornie połączyć się nie da, oraz zdolność dorabiania idei do tego, co – często przypadkowo – powstało”. Świetnym tego przykładem jest tytuł książki, który swój początek miał we włoskim hotelu podczas nieudanej wyprawy narciarskiej, a oznacza on nie więcej niż „Zakaz palenia”.

Wspomniałam już, że „Reszta bloga i coś jeszcze” w gruncie rzeczy nie ma żadnego tematu głównego, bo jak określić coś, co jest o wszystkim i o niczym? Mamy tu pana posła i czosnkową emeryturę

Najpierw się zachłysnął, | Potem się zakrztusił, |I teraz za niego |Już ktoś inny musi.

Mamy też kilka „złotych porad” na krępującą ciszę w towarzystwie, dowiadujemy się nawet, że gdy taka niezręczna cisza zapada –  na świecie głupi się rodzi. Weryfikujemy też, że w restauracjach wcale nie jest tanio jak u mamy, a odpisywanie na SPAM przynosi mierny skutek.

Jeżeli ktoś z Was poszukuje lekkiej (bo pomimo swoich gabarytów książka nie jest ciężka), bardzo wakacyjnej publikacji na pochmurne (bo i takie się zdarzają) wieczory – odsyłam Was do lektury. Na pewno nikt z Was się nie zawiedzie, a być może uśmiechniecie się do zapisanych kartek. Całość ubarwiona jest fotografiami, oczywiście z Arturem Andrusem w roli głównej, a na kartach książki znajdziecie mnóstwo anegdot i przezabawnych opowiastek. Polecam :)

Kiedy będąc powoli dorastającym młodzieńcem, prosiłem mamę o opinię na temat mojej szkolnej miłości, wprost domagając się odpowiedzi na pytanie:
- Czy ona nie jest piękna?,
często słyszałem wymijające:
- Sympatyczna.



Za książkę serdecznie dziękuję Księgarniom MATRAS

You Might Also Like

3 opinii:

  1. Na pewno podczas tej lektury bym się uśmiała. To pewne.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!

Recenzja "Harry Potter i Przeklęte Dziecko"

RECENZJA: Sztuka Kochania

Recenzja filmu "Wołyń" Wojciecha Smarzowskiego