Marek Pindral i nietuzinkowa podróż do Chin!

22:27

Po otrzymaniu książki Chiny od góry do dołu, bardzo szybko przekartkowałam jej zawartość. Patrząc na zapisane strony i zamieszczone fotografie byłam święcie przekonana, że będzie to kolejny, dość nudny reportaż z perspektywy szarego turysty. Wszystko to sprawiło, że książka Marka Pindrala trafiła na ostatnią pozycję moich lektur. Dzisiaj tego bardzo żałuję, bowiem dawno nie pomyliłam się tak bardzo!

Chiny od góry do dołu to nie jest zwykły reportaż, tuzinkowa relacja ze zdarzeń i opis krajobrazu… Książka ta jest fenomenalnym poradnikiem, który zatytułowałabym „Jak przetrwać w Azji”, i nie bez powodu wato poświecić jej niejeden wieczór.

Marek Pindral, autor a zarazem nasz główny bohater, postanawia odbyć daleką podróż, bo w końcu do Azji, aby rozpocząć nauczanie języka angielskiego na uniwersytecie w Chengdu. Sprawa nie jest prosta, bowiem nie posługuje się on językiem chińskim i nie zna zasad panujących w szkole. Okazuje się, że wszelkie prawa i reguły obowiązujące zarówno uczniów, jak i nauczycieli ustala rządząca Partia Komunistyczna, a żadne odstępstwa nie są akceptowane. Szybko więc uznano, że forma podejmowanych podczas zajęć dyskusji nie należy do przyzwoitych i o mały włos Pindral nie powrócił do swojej ojczyzny. Chiny, jak się okazuje, to bardzo hermetyczne społeczeństwo. Rząd z góry ustala plany na życie mieszkańcom, rodzice zwykli wybierać swoim dzieciom szkoły (bo przecież to oni muszą za nie płacić), mało kto ma w domu ogrzewanie, a i trzęsienia ziemi, niosące śmierć tysiącom jednostek, nikogo nie interesują. Nikt też nie ma prawa widzieć wad w chińskim systemie, nie może łudzić się, że cokolwiek ulegnie zmianie, bo przecież… jest dobrze. Żyją w pokorze, żyją w ciszy, żyją… bez własnego zdania. Jedyną szansą na lepszą przyszłość jest wstąpienie do Partii Komunistycznej, jednak nie każdemu dane czynić te honory...

Pindral zapoznaje nas z tą miej przyjemną odsłoną Państwa Środka. Największa potęga gospodarcza musi trzymać się w ryzach, ażeby z dnia na dzień nie zacząć kuleć na arenie międzynarodowej. Nieraz podczas lektury czujemy zimno na myśl, że mieszkańcy muszą spać w szalikach i czapkach, nieraz zaśmiewamy się, gdy to „starsze pokolenie” wędruje na lokalny jarmark ze zdjęciami swoich synów, córek, wnuków czy kuzynostwa, ażeby dobrze wydać ich za mąż/za żonę. Nieraz też współczujemy mieszkańcom Chin, kiedy trzęsienia ziemi odbierają im rodziny, dorobek całego życia, a rząd bezceremonialnie wręcza plik fałszywych banknotów, kiedy ową życzliwość i chęć pomocy rozgłaszają media. To tak naprawdę smutne bardzo smutne historie, które dzieją się naprawdę... Ludzie tam, jeśli nie należą do wspomnianych już „wyższych sfer”, mają niehumanitarne warunki życia, które nie tylko uwłaczają ich godności, ale i nie pozwalają na normalne funkcjonowanie. Rozdział „Chińska kuchnia od kuchni” opowiada nam, że skrajna bieda zmusiła mieszańców, m.in. do jedzenia szczurów, mrówek, wielbłądzich garbów czy sów, kiedy my nawet nie potrafimy wyobrazić sobie udźca z podwórkowego Burka (spokojnie, zjadane w Chinach psy są hodowlane – podobnie, jak u nas świnie), ponieważ jest to sprzeczne z naszą mentalnością. Dla nas pies, to pies, a nie świąteczna kolacja. Światopogląd jednak z upływem lat i warunków bytowania zawsze ulega zmianie. Tego możemy być pewni.  Z lektury dowiecie się  też, np. że coraz popularniejszym zjawiskiem jest urządzanie striptizu podczas pogrzebu, ażeby ceremonia pochówku zebrała większą ilość gości (ilość osób jest implikacją popularności i sympatii do zmarłego), albo dlaczego niegrzeczne jest zjadanie całej porcji posiłku.

Autor został wrzucony na głęboką wodę. Trafił w objęcia zupełnie innej kultury, standardów i obyczajów, w których przyswojeniu na każdym kroku pomagali mu podopieczni. Muszę przyznać, że pod tym względem Chiny są bardzo intrygujące – mieszkańcy są wyjątkowo życzliwymi, ciepłymi i grzecznymi osobami. Dobre maniery i wychowanie nie leżą w gestii savoir-vivre’u, a zakorzenione zostały w mentalności wszystkich jednostek. Bardzo głęboko zakorzenione.

Uważam, że książkę warto przeczytać i nie polecam jej wyłącznie osobom, które interesują się kulturą wschodu. Ja do nich nie należę, a otrzymałam świetny reportaż, do którego wielokrotnie jeszcze powrócę. Lektura jest przyjemna, kartki przekładamy szybciej i szybciej, uśmiechając się do wielu przeczytanych już fraz (nie wiem, czy istnieje osoba, której nie zabłyszczą się oczy np. na widok pandy! Nie zdradzę Wam, cóż owe zwierzątko robi w tej publikacji, bowiem dowiedzieć tego musicie się sami ;)), a zamieszczone fotografie bardzo pomagają nam w zobrazowaniu poszczególnych fragmentów. Dodam tylko, że książka została wydana w ramach Biblioteki Poznaj Świat, czyli pod czułym okiem Wojciecha Cejrowskiego.
                                                                 

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Bernardinum:




You Might Also Like

0 opinii:

Dziękuję!

Recenzja filmu "Pitbull. Niebezpieczne kobiety"

Recenzja książki "Harry Potter i Przeklęte Dziecko"

Recenzja filmu "Wołyń" Wojciecha Smarzowskiego