Dziecko ma być zdrowe czy urodzone naturalnie?

16:22

Wiem, że nagłośnienie pewnych spraw może graniczyć z absurdem. Media jednak huczą o tym, że cesarskie cięcie to nie poród. Trudno się oprzeć. Nie skomentować. Pozostawić tak po prostu, bez słowa…

Kiedy zobaczyłam nagłówki – nie ukrywam, przypomniały mi się licealne lekcje języka polskiego, gdzie pani profesor tłumaczyła (nie mogę niestety skojarzyć, w ramach której z lektur), że każda kobieta winna urodzić dziecko siłami natury, bowiem tylko wtedy nawiąże z nim silną więź (w końcu pomimo bólu jest najszczęśliwszą osobą na świecie), a jednocześnie pozna coś, co łączy kobiety przez wszystkie lata, pokolenia i epoki. Wydaje mi się jednak, że rozwój medycyny (nie tylko estetycznej) powinien obligować do wykorzystywania jej w życiu codziennym. Wracając jednak do zajęć języka polskiego, pani profesor postanowiła dodać sobie skillsów w teorii, że znieczulenia także nie są w porządku (prawdopodobnie w stosunku do naszych poprzedniczek ze średniowiecza czy kobiet rodzących np. w obozach koncentracyjnych), ponieważ kobieta powinna to "przeżyć". Może to ze mną jest coś nie tak. Może za szybko absorbuję postęp i naprawdę widzę jego zastosowanie w życiu codziennym, ale moim zdaniem stwarzanie problemów na siłę kompletnie mija się tu z celem.

Winne są jednak media.
Jak powszechnie wiadomo, grupa o której mowa prosi, aby oddano szacunek matkom, które poczęły dzieci siłami natury. Należy się im, prawda? Może zbyt brutalnie traktuje panie po cesarskim cięciu (trudno wizytę w szpitalu, zwłaszcza na oddziale przepełnionym wrzeszczącymi noworodkami, nazwać przerwą w pracy), ale niekoniecznie  karci ich decyzje. Zwłaszcza, że w wielu przypadkach cesarskie cięcie nie wynika z woli kobiety, a decyzja zapada z powodu rozmaitych wskazań medycznych. Szkoda tylko, że cała ta akcja jest propagowaniem skrajnego masochizmu i bardzo efektownym brandingiem.

Osobiście nie wyobrażam sobie porodu. Podziwiam moją mamę, babcię, kuzynkę czy koleżankę, które urodziły maleństwa i świadomie decydowały o kolejnych ciążach. Dla mnie jednak kwestia ta jest zbyt odległa. Kilka, kilkanaście godzin bólu, krzyku i olbrzymie, jak na kobiece warunki, dziecko rozrywające ścianki naprawdę do mnie nie przemawia. Sęk w tym, że społeczne obruszenie dotyczące „toksyn”, czyli znieczulenia podawanego kobietom w trakcie porodu, nie jest na miejscu. To, że sto lat temu nasze babki musiały rodzić w absurdalnych, często niesterylnych warunkach, bez dostępu do jakichkolwiek medykamentów nie oznacza, że współczesne kobiety nadal mają cierpieć pomimo rozwoju medycyny. W końcu z jakiegoś powodu to powstaje, ciągle coś się zmienia, a preparaty stają się coraz to bezpieczniejsze. Szanujmy same siebie. Nie zajmy się zwariować opinii publicznej, która jawnie parafrazuje i modyfikuje słowa innych. Nic więcej.

Czy mój mąż będzie mnie kochał ze szramą po cesarskim cięciu w dole brzucha? Tak! Czy będzie równie szczęśliwy, kiedy urodzi mu się dziecko bez wizyty smutnych panów pytających, czyje życie wybiera? Tak! Czy ja będę szczęśliwsza, rodząc w 3 godziny, zamiast 15? Tak! Ojej, ale nie mam męża. Nie jestem w ciąży. Czy to jednak powód by przestać racjonalnie myśleć?

Sęk w tym, że dziecko, które przychodzi na świat powinno być przede wszystkim zdrowe. Ne dajmy się zwariować, nie ulegajmy presji i opinii ludzi, którzy chcą decydować o naszym życiu. Przecież rodząc dziecko kilkanaście, kilkadziesiąt godzin pojawia się ryzyko, że urodzi się ono z różnymi wadami i defektami. Owszem, każdy ma prawo do życia, jednak każdy winien mieć też prawo do godnego życia i naszym zadaniem jest zrobić wszystko, by tak się stało. 

Jakie jest Wasze zdanie?

You Might Also Like

4 opinii:

  1. Nie mam nic przeciwko cesarskim cięciom. W zasadzie gdyby nie one to by mnie nie było, byłam uparta i nie chciałam sama wyjść (nie obróciłam się głową w dół pod koniec ciąży). Nie rozumiem też tego oburzenia.

    Ale przyznam szczerze. że nie zastanawiałam się nad tym jak chcę własne dzieci rodzić... Zobaczę jak przyjdzie co do czego;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja będę musiała mieć cesarkę ze względu na chorobę oczu i serca. Uważam, że każda kobieta powinna sama decydować, jak woli rodzić. I nikomu nic do tego.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja mogę pisać tylko o sobie... Rodziłam "siłami natury" i tak właśnie chciałam rodzić. Szczerze? Bardziej bałam się cesarki. Nie chodziło o bliznę, tylko o świadomość, że to realna operacja, chirurgiczna ingerencja w moje ciało. No i na pewno po cesarce dłużej dochodzi się do siebie, dłużej nie można nosić dziecka, ma się większe ryzyko rozmaitych powikłań, jak przy każdym chirurgicznym cięciu, nie tylko cesarskim. Porodu jakoś nigdy się nie bałam, a potem okazało się, że faktycznie nie było czego. Nie byłam na tyle odważna, by rodzić bez znieczulenia, bo doszłam do wniosku, że skoro nie muszę się męczyć, to po co...? Gratuluję sobie tej decyzji. Nie dlatego, że faktycznie aż tak strasznie bolało, bo wcale tak źle nie było, choć rodziłam 6,5 h, a znieczulenie miałam przez ostatnią godzinę. Ale dzięki temu odstresowałam się pod koniec porodu, nie bałam się bólu, więc skupiłam się na wypchnięciu z siebie dziecka (a to wymaga dużo siły i dobrej kondycji, więc jest na czym się skupiać) i wiem, że to dzięki znieczuleniu urodziłam bardzo szybko i bezstresowo. Gdyby mnie bolało przez cały czas, ciężej byłoby mi się skupić na parciu i w efekcie męczyłabym się dłużej. Nie oceniam jednak źle ani kobiet, które rodzą bez znieczulenia - ich sprawa, jak chcą się męczyć lub z jakiegoś względu nie mogą dostać znieczulenia, to trudno... Ani nie oceniam źle kobiet, które rodzą przez cesarskie cięcie. Większość rodzi tak, bo musi. Bo takie są zalecenia. A te, które rodzą tak na własne życzenie - no cóż, ich wybór... Mnie się zdaje, że to bardziej boli, gdy cię kroją, a potem tygodniami goi ci się wielka blizna na brzuchu. No ale nie wiem, sama rodziłam naturalnie i porównania nie mam.

    Rozmawiałam z kobietami, które rodziły jedno dziecko tak, a drugie tak - każda powiedziała, że mając porównanie, wolałaby 10 razy rodzić naturalnie niż raz przez cesarskie cięcie. No ale to też jest sprawa indywidualna. Bo wiem, że są i takie kobiety, które miały poród naturalny naprawdę hardkorowy i ze strachu przed powtórką drugie dziecko rodziły przez cesarkę. Ale i tu nie ma reguł. Moja ciocia pierwszy poród miała straszny. Rodziła wiele godzin, strasznie się męczyła, lekarze używali nawet kleszczy. Mówiła, że myślała, że tego nie przeżyje. W kilkanaście lat później, gdy już w starszym wieku znów zaszła w ciążę, panicznie bała się kolejnego porodu. A okazało się, że niepotrzebnie, bo drugie dziecko urodziła bardzo szybko i bezproblemowo, również naturalnie. Sama była zaskoczona, bo spodziewała się totalnego horroru.

    Moim zdaniem każda kobieta ma przynajmniej to jedno prawo, by wybrać sobie, jak i gdzie chce rodzić (jeżeli dziecko nie zdecyduje się na przedwczesną ucieczkę z jej macicy). Na pewno sama chciałabym ponownie rodzić naturalnie w przyszłości, ale jak wyjdzie - nie wiem. I nie planuję martwić się tym na zapas... ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kobieta powinna mieć wybór miedzy cesarką a porodem naturalnym. Należy pamiętać, że naturalny poród to nie tylko ból i tworzenie więzi z dzieckiem, ale znacznie więcej, m.in. ciało kobiety wie, że ciąża skończyła się, że należy uruchomić odpowiednie procesy, dziecko przeżywa swój pierwszy, traumatyczny egzamin, co go wzmacnia lub zabija.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!

Recenzja "Harry Potter i Przeklęte Dziecko"

RECENZJA: Sztuka Kochania

Recenzja filmu "Wołyń" Wojciecha Smarzowskiego