Ahh te dzieci ;)

12:13


Kolejna kontrowersyjna książka gwiazdy serialu Jak poznałem waszą matkę, Barneya Stinsona. Tym razem mam dla Was Kodeks Bracholi dla Rodziców, czyli Jak mieć dziecko i nie zwariować. Wspominając (z mieszanymi uczuciami) Playbook’a wiedziałam, na co się piszę prosząc o tę książkę. Na dobrą sprawę postanowiłam jednak podejść z dystansem do lektury, puścić w niepamięć wszelkie kolokwializmy oraz mało dystyngowane zachowania i przeczytać publikację jako neutralny obserwator zdarzeń.

Po pierwszej stronie zastanawiałam się czy na pewno dobrze zrobiłam, ale po chwili zdałam sobie sprawę, że jeszcze nie dotarło do mnie, iż nie powinnam brać niczego do siebie. Barney pisze: „(…) to, że Wasza egzystencja stała się nagle przerażającym kawałkiem gówna na płótnie życia [chodzi o ciążę, posiadanie dziecka], nie oznacza, że Wasze dziecko musi być tym wystraszonym, niedopasowanym społecznie, niehigienicznym świrem, jakim Wy już wkrótce się staniecie”. No i jak byście zareagowali? Stinson, czyli wolny strzelec, który łaknie przygodnego seksu na każdym kroku i w każdej, z możliwych, płaszczyźnie chce wychować dzieci swoich czytelników. Co więcej, chce też uświadomić przyszłych rodziców, że stoi przed nimi niemałe wyzwanie i powinni przemyśleć swoje życie z kompletnie innej perspektywy. Dziecko, to nie tylko radość, zabawa i duma z posiadania syna/córki. To także masa obowiązków, którym wiele osób nie zdoła nigdy sprostać. Książka opatrzona jest licznymi testami z serii: Sprawdź czy nadajesz się na rodzica, jak i subtelnymi wskazówkami np. w jakiej kolejności poinformować najbliższe otoczenie o zajściu w ewentualną ciążę. Nie zabrakło też licznych podtekstów seksualnych przy doborze niani, rozwoju prenatalnym dziecka a wielkością piersi w poszczególnych trymestrach, indywidualnego alfabetu Barneya (B - Balony, C - Cycki, M – Mokry podkoszulek, ect.), piosenek, quizów czy obrazków. Wierzcie mi, że gdybym nie widziała okładki, moim pierwszym skojarzeniem związanym z wizualizacją wnętrza czy przedstawieniem treści byłby nie kto inny, niż Barney Stinson!

Przyznam się Wam jednak, że gdy już przebrnęłam przez pierwsze strony, całą książkę pochłonęłam w przeciągu jednej godziny. Duet Stinson - Kuhn to naprawdę dobrana para pod względem edytorstwa i piśmiennictwa. Książka, pomimo swojej wulgarności, nie tylko wciąga, ale jest tak prosta w odbiorze, że aż szkoda odłożyć ją na półkę. Jeśli już nabierzemy dystansu do zawartej w niej treści, lektura zaczyna nas bawić i zdarza się, że z uśmiechem przewracamy kolejne strony. Barney opisał kilka absurdalnych historyjek, w postaci komiksu opowiedział  potencjalnym rodzicom skąd się biorą dzieci oraz rozbawił czytelników piosenkami, jedna z nich nosiła tytuł „Cycki w Autobusie”. Pozwolę sobie pozostawić to bez komentarza. :)

Cóż pozostaje mi powiedzieć na koniec? Polecam Wam tę książkę, choćby dlatego, że jeśli potraktujecie zawartą w niej treść z przymrużeniem oka, to spędzicie stosunkowo udany wieczór. Oczywiście pod warunkiem, że humor How I met your mother nie jest Wam obcy. W innym przypadku nie sięgajcie po tę publikację – własnego dobra i zdrowia psychicznego.  ;-)


Dziękuję Wydawnictwu SQN za Kodeks Bracholi dla Rodziców:


You Might Also Like

0 opinii:

Dziękuję!

Recenzja filmu "Pitbull. Niebezpieczne kobiety"

Recenzja książki "Harry Potter i Przeklęte Dziecko"

Recenzja filmu "Wołyń" Wojciecha Smarzowskiego