Banksy. Nie ma jak w dom – Steve Wright

17:09


Biografie zawsze intrygowały mnie najbardziej. Dookoła słyszymy nazwiska, pseudonimy artystów, którzy po kilkusetstronicowej lekturze okazują się kompletnie innymi osobami, niż zdawało nam się dotychczas. Jakiś czas temu trafiła do mnie wyjątkowo kontrowersyjna biografia pewnego… grafika, pozwolę sobie używać tego określenia, którego twarzy, imienia i nazwiska nikt, poza dobrymi współpracownikami i przyjaciółmi, nie zna. „Anonimowość jest bardzo przydatna, abstrahując już od tego, że pomaga nie dać się złapać. Pozwala zaś na to, żeby sztuka (…) była bardziej trwała” - właśnie tak, o artyście, którego chciałabym Wam przedstawić mówi jeden ze znajomych, Martin Roberts. Czy z powyższego opisu odgadniecie, jaka książka wpadła w moje ręce?

   Banksy. Nie ma jak w dom – Steve Wright 

O grafiku, a dokładniej jego życiu prywatnym nie wiedziałam dotychczas zbyt wiele. Sądziłam, że lektura uzupełni moje braki i pozwoli dopasować znane mi już rysunki do zdarzeń z życia Banksy’ego. Tak też się stało. Książka zawiera mnóstwo informacji nie tylko o autorze, ale i jego mieście – zwiedzamy Bristol „od kuchni”. Wędrujemy po rozmaitych miejscach, poznajemy najpopularniejszych twórców street art’u i momentami zaśmiewamy się do łez na myśl, że policji zorganizowano kurs pozwalający rozróżnić graffiti Banksy’ego od rysunków chuliganów marzących po murach. Album wzbogacony jest o liczne notatki prasowe, skróty wywiadów okraszone fotografiami i kolejne stopnie rozwoju twórczości Banksy’ego. Dla fanów artysty to naprawdę świetna książka uzupełniająca kolekcję, jednak czy osoby postronne, niezwiązane ze Street Art’em, nierozumiejące przesłania czy kwintesencji malowideł na murach będą starały się przyswoić ten zastrzyk wiedzy o Banksy’m? Wydaje mi się, że tak. Mnie bardzo zauroczył sposób wydania publikacji. Najpierw poznajemy Bristol, odkrywamy jego tajemnice i zakamarki, poznajemy twórców najróżniejszych graffiti, ich pobudki i przesłania, po czym wchodzimy w życie Banksy’ego. Sposób patrzenia na świat, który przekazują nam osoby z jego otoczenia, obrazy opisujące bieżące problemy oraz komizm sytuacji związany z prostą, acz kontrowersyjną formą przekazu „nigdy nie wiesz, co spotkasz na murze za rogiem”.

Skoro współczesność mówi nam, że królem popu jest Michael Jackson, królem horroru Stephen King, tak królem Street Art.’u nazwiemy Baksy’ego. I choć wokół z każdego z wymienionych artystów, działają równie zdolne i znane nam osoby, to kluczowe miejsce na podium zawsze należy do najlepszego w swoim fachu. Jeżeli więc chcecie poznać kogoś, kto przez lata swojej twórczości działa pod pseudonimem i ani media, ani prokuratura nigdy poznały jego danych osobowych, a zarazem kogoś, kto sprawia, że uśmiechacie się patrząc na pozornie zwykły kawałek ściany – koniecznie przeczytajcie tę książkę. Sądzę, że warto.


Za książkę dziękuję Wydawnictwu SQN:



You Might Also Like

0 opinii:

Dziękuję!

Recenzja "Harry Potter i Przeklęte Dziecko"

RECENZJA: Sztuka Kochania

Recenzja filmu "Wołyń" Wojciecha Smarzowskiego