Chwila refleksji po narodowym czytaniu "Lalki". Zapraszam na recenzję książki! :)

16:20

Jak doskonale wiecie Wydawnictwo MG co i rusz zaskakuje nas pięknie wydanymi klasykami polskiej i światowej literatury. Kanon lektur szkolnych, ozdobiony fenomenalnymi rysunkami, zachęca do chwili refleksji i powrotu do dawnych, pięknych czasów.
 
Dziś padło na Lalkę Bolesława Prusa, książkę znaną wszystkich, głównie przez uplasowanie sobie największej frekwencji podczas egzaminów maturalnych. Propozycja ta teoretycznie nie zdoła niczym zaskoczyć potencjalnego czytelnika. Historia ta jest prosta, klarowna, i w zasadzie dziś nie budzi żadnych kontrowersji. Czaruje jednak piśmiennością Prusa. Dialogami, zabawą słowem, jak i pamiętnikami starego subiekta, które ubarwiają tę propozycję. Nie chciałabym przyznawać się ile lat temu pisałam egzamin maturalny, ale zdradzę Wam, że czytałam wtedy tę  książkę z niechęcią i przymusem. Dziś, zasiadając do lektury, szeroko się uśmiecham, wertuję stronę po stronie i zagłębiam historię tak odległą i tak popularną we współczesnym świecie.

Nie wiem czy wiecie, ale Lalka początkowo była wydawana fragmentarycznie, poszczególne jej części i rozdziały publikowano w Kurierze Codziennym,  a cała historia toczyła się blisko 2 lata. Pierwsze wydanie powieści miało miejsce dopiero w 1890 roku. Dzisiaj jednak możemy do woli kompletować egzemplarze, poświęcając chwilę refleksji nad treścią owej książki.

Niemałym zaskoczeniem był dla mnie fakt, że do pewnych książek należy dorosnąć. Pozornie błaha, prosta i przyznaję, nudna historia stałą się ciekawą inspiracją i kluczem do spędzenie naprawdę udanego weekendu. Historia Łęckiej tak naprawdę jest ponadczasowa, a jej los podziela wiele kobiet. Niby osadzenie scenerii wśród arystokratycznych progów jest niebywałą odskocznią od współczesności, jednakże potraktujmy bohaterów jako zwykłych ludzi i dopiero w tym momencie wysnuwajmy wnioski.

Wiecie przecież, że lata 50 XIX wieku to naprawdę piękny okres, zwłaszcza w stolicy. Warto więc poświęcić kilka chwil, by podziwiać scenerię, środowisko panów i dżentelmenów, a w tym wszystkim pochylić się nad flirtem i fascynacją pewną kobietą. Bogaty kupiec, Stanisław Wokulski, zakochuje się bowiem w enigmatycznej postaci, Izabeli Łęckiej. Jednak nie jest to zwykły romans! To barwna historia ludzkiego losu, wewnętrznych rozterek i bolączek, trudności, głębokich uczuć oraz przemian bohatera.

Lalka jest nie tylko piękną, ale bardzo wartościową książką. Nie sposób się nawet dziwić, że kładziemy dziś tak ogromny nacisk na jej znajomość. Obawiam się tylko, że zmuszanie młodzieży do lektury może skutecznie zniechęcić przyszłych czytelników prozy Prusa (zwłaszcza Panów), jednak nie ma i nie będzie idealnej metody na przekazanie nastolatkom pewnych wartości. Szkoda. Pewnie gdyby nie barwna okładka i fenomenalne wydanie tej powieści, sama z siebie nie powróciłabym do tej propozycji. Szkoda. Wam jednak gorąco polecam tę książkę. Nie sięgajcie po nią z przymusu. Zorganizujcie dla siebie spokojny wieczór, ciepły koc i kubek gorącego kakao, a wierzcie mi, że dźwięk katarynki czy tętent koni jest na wyciągnięcie ręki.




Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu MG



You Might Also Like

3 opinii:

  1. Lektura "Lalki" jeszcze przede mną i, niestety, będę ją czytać z przymusu jako szkolną lekturę jeszcze w tym roku. Jednak tak magicznie o niej piszesz, że ów pozycja wydaje się odrobinę mniej straszna i mam nadzieję uszczknąć trochę z tego uroku ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam "Lalkę". Czytam ją raz na kilka lat i zawsze znajduje w niej coś nowego :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nigdy nie dałam rady przeczytać całej "Lalki", a podchodziłam do niej kilka razy.
    Nawet narodowe czytanie mnie do niej nie zachęciło. Nawet ta urocza okładka nowej edycji. Nawet pozytywne opinie ludzi, którzy sprostali temu wyzwaniu. Ok, poczułam może w pewnym momencie, że mogłabym...
    A potem przypomniałam sobie, jak męczyłam się, czytając o Łęckiej.
    I to był koniec.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!

Recenzja "Harry Potter i Przeklęte Dziecko"

RECENZJA: Sztuka Kochania

Recenzja filmu "Wołyń" Wojciecha Smarzowskiego