"Dziś rano cały świat kupiłem...", czyli "Baczyński"

09:56


Oddzielili cię, syneczku, od snów, co jak motyl drżą,
haftowali ci, syneczku, smutne oczy rudą krwią,
malowali krajobrazy w żółte ściegi pożóg,
wyszywali wisielcami drzew płynące morze.
Wyuczyli cię, syneczku, ziemi twej na pamięć,
gdyś jej ścieżki powycinał żelaznymi łzami.
Odchowali cię w ciemności, odkarmili bochnem trwóg,
przemierzyłeś po omacku najwstydliwsze z ludzkich dróg.
I wyszedłeś, jasny synku, z czarną bronią w noc,
i poczułeś, jak się jeży w dźwięku minut - zło.
Zanim padłeś, jeszcze ziemię przeżegnałeś ręką.
Czy to była kula, synku, czy to serce pękło?

            Elegia o… [chłopcu polskim] czyli wiersz doskonale znany mi z dzieciństwa. Utwór recytowany na dziadkowych kolanach przy kominku podczas mroźnych, zimowych wieczorów. Utwór sentymentalny, dla mnie, przywodzący na myśl garstkę wspomnień z zakurzonej już, odległej przeszłości. Nie ukrywam, że po piętnastu latach od śmierci „mojego dziadzi” kręci mi się łezka w oku, kiedy wracam do wierszy Baczyńskiego. Nic jednak dziwnego – sześciolatka, która nie potrafi płynie czytać, która nie rozumie projekcji kinematograficznych, która nawet nie radzi sobie z kaligrafią – recytuje poezję wojenną, mówi pacierz  i ze smutnymi oczami przegląda czarno-białe fotografie swoich przodków…

            Zimą, w marcu bieżącego roku, chadzając po warszawskich ulicach natrafiłam na olbrzymie bilbordy informujące o ekranizacji biografii Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. Ciekawe – pomyślałam, jednak ceny biletów odstraszyły mnie na tyle, że szybko zrezygnowałam z projekcji. Poza tym – komu chciałoby się ze mną pójść? No komu? Zapomniałam więc, że takie zdarzenie w ogóle miało miejsce wracając do życia codziennego.  Film szybko zniknął z ekranów, zapewne przez swoją nierentowność, odchodząc do lamusa. Szkoda. Dzisiaj uważam, że powinnam obejrzeć go na dużym ekranie. Nawet, jeśli miałabym spędzić godzinę w wyludnionej sali kinowej. Ale wiecie? Chciałabym jedynie posłuchać świetnie intonowanych wierszy. Fabuła filmu oraz pomysł na jego realizację pozostawia wiele do życzenia.

            Film, jak już wspomniałam, swoją premierę miał w marcu bieżącego roku, dokładniej 15 marca. Ekranizacja w obsadzie niszowych, debiutujących aktorów, opowiada nam historię Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, poety, który zginął w imię Ojczyzny 04.08.1944r. Był ochotnikiem – zmarł jako bohater. Film jednak ukazuje nowy pogląd na twórczość Baczyńskiego, jego życie prywatne, a nawet działania konspiracyjne. Mało kto wie, że w jego mieszkaniu znajdował się magazyn broni. Bohater miał świadomość, że naraża tym nie tylko siebie, ale także swoich bliskich – żonę i matkę.
W projekcji dostrzegamy liczne zdjęcia uświadamiające nam, jak  wiele zła wyrządziła wojna, a tym samym możemy na własne oczy ujrzeć ogrom zniszczeń i śmierć milionów jednostek. Fotografie z getta, krótkie nagrania pokazujące codzienne traktowanie Żydów (Baczyński był Żydem), czy masowe mordy – potwierdzają szeroko panującą degrengoladę rasy ludzkiej. Wróćmy jednak do filmu.

            Nie ukrywam, że włos na głowie zjeżył mi się niesamowicie, gdy z błyszczącymi oczami i piskliwym wrzaskiem „Zaczyna się! Zaczyna!” usłyszałam piosenkę, w wykonaniu Czesława Mozila i Meli Koteluk. Duet – może i w odniesieniu do okresu wojennego, brzmi całkiem sympatycznie, jednak jeśli ktoś nie przepada za ich wokalem – ma prawo mieć pretensje do Bartosza Chajdeckiego. Tekst jednak jest godny uwagi. Posłuchajcie, bo naprawdę warto. Jest tylko jedna taka „Pieśń o szczęściu”, zaczerpnięta z poematu „Szczęśliwe Drogi”.



            Reżyserem filmu został Kordian Piwowarski. Uważam, że sprawdził się świetnie w swojej roli. Pomysł na ekranizację także śmiem uznać za dobry – konkurs recytatorski, który zabiera nas do świata Baczyńskiego. Wraz z każdym kolejnym poematem, bliżej poznajemy historię naszego rodaka. Podoba mi się też brak efektów specjalnych. Produkcja jest niszowa i taka niech pozostanie. Scenarzysta pozbawił widzów idealnie wkomponowanej muzyki znanych i cenionych wirtuozów, na rzecz ciszy, spokoju, naturalności. To właśnie wyróżnia ten film na tle współczesnych produkcji. Szkoda tylko, że takie projekcje nie mają żadnych szans z konkurencją rynku światowego.


            Z góry mówię, choć stosowniej piszę, że nie zdradzę Wam fabuły. Jeśli pasjonujecie się twórczością Baczyńskiego, znajdziecie coś dla siebie. Jeśli jednak szukacie rozluźniającego tasiemca na wieczór - nigdy, przenigdy nie włączajcie tego filmu. 

You Might Also Like

0 opinii:

Dziękuję!

Recenzja filmu "Pitbull. Niebezpieczne kobiety"

Recenzja książki "Harry Potter i Przeklęte Dziecko"

Recenzja filmu "Wołyń" Wojciecha Smarzowskiego