Kraina zapomnienia...

13:48

Każda mama powtarza swojemu dziecku, że winno ono spełniać swoje marzenia. Dążyć do własnego, egoistycznego szczęścia, bowiem otaczający nas ludzie są (byli i będą) źli. Krzywdzą innych, ranią, czasem i patroszą na lokalnym słupie. My jednak bezgranicznie im ufamy. Powierzamy siebie i mówimy, że niczego w zamian nie oczekujemy. Gonimy za szczęściem, uśmiechem, radością... Pragniemy robić rzeczy, które spełniają nas zawodowo, które cieszą swoją błahością czy absurdem. Stawiamy sobie cele. Cele mniej lub bardziej realne. Planujemy. Chcemy. Marzymy. Wydaje się, że nasze życie musi być idealne, że cała ta mozolna droga zaprowadzi nas na szczyt kariery i do zwykłej, najprostszej radości.


Rzeczywistość okazuje się być jednak zupełnie inna. Nie jesteśmy szczęśliwi. Nie mamy marzeń. Stajemy się uwięzionymi w sidłach XXI-wiecznego konsumpcjonizmu jednostkami. Każdy musi się dostosować, dopasować, wkraść w czyjeś łaski. Każdy musi planować własne życie. Kombinować, gdzie uda mu się uszczknąć nieco szczęścia i złapać najlepszą okazję. Innego wyjścia nie ma. Okazanie dobroci, ciepła to grzech największy. Pokazanie siebie? Szczera opowiastka o swoim życiu? Fiask na miejscu. Lokalna tragedia.

Czym więc jest miłość w naszym pokręconym społeczeństwie? Często przecież przyjaciele nasi chwalą się swoimi maleńkimi perełkami. Każdy chodzi dumny niczym paw, jeśli znalazł reprezentatywną drugą połowę, a reszta powtarza cicho zatarte slogany hejterów, nocą płacząc do poduszki. „Nikt nie jest samotną wyspą” – nie pamiętam z którego sezonu, jednak to na pewno słowa wyrwane z Grey’s Anatomy. Obejrzałam w końcu wszystkie, dotychczasowe odcinki. Zważając jednak na Chirurgów, chciałabym tylko dołożyć małą, prywatną wstawkę – w pewnym momencie zauważyłam dziwne analogie do swojego życia. Nie mówię tu o konkretnych, dosłownych sytuacjach, a emocjonalnych stanach, z którymi i mi dane było walczyć. Może dlatego tak cenię ten serial? Trudno jednak sprawić, by wyimaginowana projekcja rozwiązywała życiowe trudności. A szkoda… Niemniej, wracając do mojego wywodu - gdzieś znajduje się granica. Limit szczęścia. Przekroczenie powoduje low down, down, down… Nie ma innego wyjścia. Nikt bowiem nie jest szczęśliwy „na zawsze”, wszystko musi się zniszczyć, zniknąć w zgliszczach szarej codzienności. 

Odnoszę dziwne wrażenie, że XXI wiek dał nam wyimaginowane wyobrażenia (być może z literatury, a może i kinematografii) dotyczące relacji międzyludzkich, a dokładniej związków i miłości. Ogólne przekonanie niesie za sobą „dotarcie”, odkrywanie drugiej osoby, zadowolenie z każdego, życiowego aspektu. Akceptację, wytrwałość, zaufanie, ale i przebaczenie. Jak się jednak okazuje – to wszystko wymysł. Śmieszna bajka, która nigdy nie powinna ujrzeć światła dziennego. 

Nie twierdzę jednak, że każdą krzywdę winno się wybaczać ad hoc, jednak (podobno) wszystko można naprawić. Ludzie wybaczają sobie zdrady, wyrządzone świństwa, a wszystko dzięki temu, że się kochają. Postanawiają odrzucić przeszłość. Przeszłość danej osoby. Zacząć żyć z nią, a nie  z jej starymi zapiskami. Każdy z nas poniekąd jest księgą. Każdy rozdział tworzy samodzielnie, po czym rozpoczyna nowy etap. Zapominając o przeszłości, o dawnych wydarzeniach i ludziach, którym dane było zniknąć. Może skoro zniknęli, nie warci byli pojawienia się weń? Nikt z nas wtedy o tym nie widział...


Każdy pragnie zrozumienia. Poszukuje drogi, w której ktoś uściśnie jego dłoń i pomoże w budowaniu nowych realiów życia codziennego. Ambitnie zaplanuje przyszłość. Opowie o małżeństwie, dzieciach i każdej, drobnej – wspólnej - fanaberii. Pytanie tylko, czy z góry ustalone przez kogoś życie może być radosne? Świat w którym zakazana jest wolność słowa, szczera opinia? Cokolwiek?

Czasem każdy potrzebuje urlopu od życia. I ja takowy uważam za słuszny. Na jak długo? Nie wiem. Czas pokaże. Podejmowanie trudnych decyzji to strasznie nieciekawa sprawa, muszę przyznać. Nie wiem, co począć. Nie wiem, od czego zacząć. Nie wiem, jak żyć. To najprostsze myśli. Wolałoby się już nawet "nie żyć". Ile ułatwień? Heh. Boli, lecz bez sensu brać tony leków. Palpitacje serce sięgają zenitu, a bezsenność nie ma  już sobie równych. To niewygodne, męczące. Pozostaje się modlić, ale do kogo? Czy dobrotliwy Bóg wysłucha histerycznego błagania? A może to Tanatos trudnił będzie się nudnymi mrzonkami przygnębionej jednostki z licznymi odchyłami? Skąd jednak wziąć jeden obol? Styks przecież jest bardzo szeroki… Gdzie więc szukać ostoi? Jak wygląda cicha oaza? Czy ona istnieje? 

Tak. To kraina zapomnienia...

You Might Also Like

1 opinii:

  1. smutne, ale prawdziwe. nikt nie bedzie szczesliwy za nas...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!

Recenzja filmu "Pitbull. Niebezpieczne kobiety"

Recenzja książki "Harry Potter i Przeklęte Dziecko"

Recenzja filmu "Wołyń" Wojciecha Smarzowskiego