Niezapomniany koncert Muse w Krakowie! KLF2016

16:23

We love Poland so much! Tak przywitał zebranych na Kraków Live Festiwal fanów wokalista Muse. Deszcz, wiatr, smutny i melancholijny Kraków, a wśród plejady nieszczęść – Organek – rozgrzewający publiczność przed czekającym na nich show.

Głupi on…
Tomasz Organek, prosto z warszawskiego Męskiego Grania zagościł na scenie głównej supportując kapelę z Teignmouth. Zadanie miał niebywale trudne, bowiem porwanie zziębniętych fanów to nie lada sztuka. Rzęsisty deszcz padał bez ustanku i choć wieczór tak naprawdę jeszcze się nie zaczął, to dawka dobrego rocka i bluesowych brzmień, okraszonych alternatywną nutą porwała publiczność. Wszyscy śpiewali, każdy bawił się w najlepsze – Głupi ja, O matko, Kate Moss!



Punktualnie o 20:30 na main stage pojawił się Muse z utworem Pycho! Pisk, aplauz, są!

Kraków Live Festiwal był dla Muse koncertem przekrojowym trzy albumy, blisko czterdzieści wyśmienitych utworów, z których tylko 18 zmieściło się w setliście tego wieczoru. Nie zabrakło hitów, które pokochały miliony na całym świecie: Suppermassive black hole, Knights od Cydonia, Uprising, Time is running out czy Madness.

Pogoda zdecydowanie nie dopisała, ale zespół stanął na wysokości zadania, rozgrzał swoją publiczność nie pozostawiając chwili do namysłu. Ci, którzy z tego powodu odpuścili koncert, zdecydowanie mogą żałować. Kilka tysięcy wiernych fanów, skandowanie, skakanie i świetna zabawa – to nie zdarza się często. Technicznie Muse przygotował nas na prawdziwe show. Zabrakło wielu akcentów, które z pewnością zauważyły osoby śledzące trasy koncertowe kapeli, jednak gra świateł, silne rockowe brzmienia i wizualizacje połączone z falsetem Bellamy’ego to istne widowisko. Całość była świetnie dopracowana, realizatorzy stanęli na wysokości zadania, a oprawa techniczna sprostała wymaganiom.


Wielu fanów narzeka jednak na iście festiwalową otoczkę tego koncertu. Bądźmy jednak wyrozumiali – Muse zagrał na scenie głównej Kraków Live Festiwal, nie na Hali Stulecia czy warszawskim Stadionie Narodowym, bo choć uczestników byłoby pewnie tyle samo, halowa oprawa imprezy byłaby dla nas dużo większą niespodzianką. Nie zabrakło atrakcji! Balony, dym, konfetti i wstążki, które otuliły publiczność to niezwykle miła sceneria tego wydarzenia.

Muse pokazał swoją najlepszą stronę. Niewielki zespół, a tak ogromne show niemalże rozniosło miasto w pył. Po całym KLF2016 zespół jednego dnia zaprezentował koncert, któremu nie dorównały gwiazdy poprzednich dni – SIA, Chemical Brothers czy Rosin Murphy. Kiedy spotkamy ich ponownie w Polsce? Dobre pytanie. Muse jednak chętnie odwiedza nasz kraj podczas festiwalowych imprez, a ja nie ukrywam – kolejna taka impreza jest moja! 

Deszcz nie ustępował ;)


Mój Karnet - Moja Muzyka <3


You Might Also Like

2 opinii:

Dziękuję!

Recenzja "Harry Potter i Przeklęte Dziecko"

RECENZJA: Sztuka Kochania

Recenzja filmu "Wołyń" Wojciecha Smarzowskiego