Jesienne Czytanie: Maria Fredro-Boniecka - Wołyń. Siła traumy

20:39

Wołyń. Niewielka miejscowość położona w dorzeczu górnego Bugu oraz dopływów Dniepru. Część Ukrainy, niegdyś należący Korony Królestwa Polskiego. Historia jednak pamięta nie tylko o granicach państwa, o zwyczajach, kulturze i ludowych obrządkach. Historia pamięta o ludziach i o jednej z największej rzezi w dziejach. Poznajcie książkę Wołyń. Siła traumy.


Książkę przeczytałam jeszcze przed premierą znakomitego filmu Wojciecha Smarzowskiego Wołyń. Zależało mi na skonfrontowaniu swojej wiedzy z tym, co zobaczę na wielkim ekranie. Jak jednak wypadła książka?

Wolyń. Siła traumy to zbiór osobistych doświadczeń siedmiorga świadków rzezi, trzech komentatorów i relacji, wspomnień bliskich. To książka o bólu, cierpieniu, zezwierzęceniu i okrucieństwie, jakiego dopuścili się zwykli ludzie. To wstrząsające, a czasem i poruszające historie świadków. Brutalne, lecz niestety prawdziwe opisy zdarzeń. Podczas lektury miałam czasem wrażenie, że autorka za wszelką cenę stara się usprawiedliwić Ukraińców. Historycznie, odważyłabym się na pewne porównanie - Polacy na Ukrainie, byli tak samo niemile widziani jak Żydzi w Niemczech, gdy Hitler obejmował władzę. Może stwierdzenie brzmi kontrowersyjnie, ale czas tych zdarzeń to moment przełomowy. Bierność okupanta sprawiła, że narodowi nacjonaliści, chcąc utworzyć państwo ukraińskie, przystąpili do masowej eksterminacji polskiej ludności. Czystki etniczne pochłonęły życie ok. 60 tys. Polaków, a sposób w jaki dokonano mordu był niewyobrażalnie brutalny.

Jaką bronią mogą posługiwać się chłopi na przełomie 1943-1944 roku? Widły, siekiery, kije, noże, szable… okrutne narzędzia w dłoniach bezlitosnych ludzi. Niestety jednak pojawiło się wiele wątków, które nie zdołały mnie przekonać. Książka Wołyń. Siła traumy pokazuje nam, co kierowało nacjonalistami, a finalnie dąży do pojednania obu krajów. Wydaje mi się jednak, że to zły kierunek. O ile przybliżenia faktów, historii i szczegółowych zdarzeń jest interesujące dla czytelnika, to każdy z nas, kierując się zdrowym rozsądkiem i analizowaniem poszczególnych wątków samodzielnie może uznać czyjąś winę. Maria Fredro-Boniecka pokazuje, że Polacy także nie pozostali bez winy. W pełni się z tym zgadzam. Jednak czy główne przesłanie, bo takie odniosłam wrażenie, musi dążyć do pojednania dwóch krajów? Wołyń jest niewygodnym tematem, do dziś kryje się pod nim pewne tabu i tamte wydarzenia dopiero po osiemdziesięciu latach mogą ujrzeć światło dziennie. Dajmy sobie czas. Nie przekonujmy na siłę nikogo do swoich racji. Zaczekajmy…
Sprawdź na stronie G.W. Foksal
Lektura jest bardzo ciekawa. Każdy rozdział przybliża nam czyjeś wspomnienia i pokazuje akt ludobójstwa z zupełnie innej perspektywy. Pierwsze strony książki okazały się jednak najbrutalniejsze – ekshumacja zwłok, którą opowiedział dr. Leon Popek, wraz z przybliżonym opisem zdarzeń jest lekturą dla osób o mocnych nerwach. Całość czytamy jednak bardzo lekko. Autorka posługuje się plastycznym językiem, w ciekawy sposób łączy wspomnienia z komentarzami. Martwi mnie jednak brak przedłożonych dokumentów, na podstawie których napisano książkę. Jeżeli jednak potraktujecie książkę Wołyń. Siła traumy za lekturę przybliżającą Wam historię, z pewnością Wasze oczekiwania zostaną spełnione.

You Might Also Like

6 opinii:

  1. Książka na pewno jest ciekawa, ale na razie ją sobie odpuszczę. Na razie taka lektura jest nie na moje nerwy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesień nie sprzyja trudnym tematom niestety :)

      Usuń
  2. Ja sięgnę jedynie po film ,ponieważ tematyka wojny w książkach, nie jest moją mocną strona :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Film zdecydowanie polecam, przedstawia dużo więcej niż książka Fredro Bonieckiej. Zapraszam do przeczytania recenzji, może Cię przekona: http://www.odslonkulture.pl/2016/10/wolyn-wojciech-smarzowski.html

      Usuń
  3. Na pewno sięgnę po książkę, a także obejrzę film.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!

Recenzja "Harry Potter i Przeklęte Dziecko"

RECENZJA: Sztuka Kochania

Recenzja filmu "Wołyń" Wojciecha Smarzowskiego