Premiera filmu "Sztuka Kochania"

17:10

O Sztuce kochania słyszymy od kilku tygodni. Głośna premiera, ciekawa historia, interesująca biografia i… drobne nieporozumienie.


Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej to film, na który wszyscy czekaliśmy, ale i film, który nie zadowoli wymagającego widza. Ci, którzy znają książkę i wiedzą, co kryją jej karty z pewnością chcą zobaczyć fabularną opowieść o kobiecie, która okrzyknęła samą siebie rewolucją seksualną Polaków. Co jednak sprawiło, ze film nie do końca przypadnie wielu z Was do gustu?

Sposób przedstawienia faktów okazuje się bardzo płytki. Dramatyczne sceny nie budzą żadnych emocji - weźmy na ten przykład moment, w którym niemieccy żołnierze wysiedlają mieszkańców kamienicy, w tym Michalinę i Stanisława Wisłockich. Znana nam z wojennych filmów wywózka to przepełniona bólem, strachem i rozgoryczeniem scena, która zmusza widza do chwili refleksji, a która w Sztuce Kochania staje się jedynie płaskim epizodem. Innym przykładem jest sposób, w jaki Sadowska zdecydowała się przedstawić świat Michaliny, Stanisława i Wandy. Życie w trójkącie, które przez lata zdaje się być fraszką, powinno ukazać widzom rozdarcie głównej bohaterki, które wkrada się na ekran, gdy mydlana bańka „radości” nagle pryska. Gdzie ból Miśki? Gdzie rozpacz dzieci? Gdzie nienawiść do Wandy? Dlaczego Stanisław może zwyczajnie wyjść?

Moim zdaniem to największa wada filmu. Głębokie sceny zostały spłycone, akcja nie porusza widza tak skrajnie, jak przedstawiliby to mistrzowie w swoim fachu, tacy jak Wojciech Smarzowski czy Patryk Vega. Ponadto, film nie zmusza do przeanalizowania losów głównych bohaterów. Nie raz oglądając biograficzne historie analizowałam akcję, doszukiwałam się prawdy pomiędzy wierszami, a po zakończeniu seansu milczałam, nie wiedząc od czego zacząć dyskusję. Maria Sadowska moim zdaniem nie podołała wyzwaniu, a rekomendowanie Sztuki Kochania, jako filmu lepszego od Bogów to potwarz dla Łukasza Palkowskiego.

Całość nie była jednak zła. Zachwyciło mnie wiele fantastycznych zdjęć, epicka scenografia i kostiumy, idealnie dobrane do epok i statusu społecznego bohaterów. Ciekawie przestawiono również trzy kierunki władzy PRL – partia, kościół i media, a także podejście do kobiet, którego brakuje dziś wielu lekarzom. Sama postać Michaliny Wisłockiej stała się dla mnie w pewnym stopniu intrygująca – porzucona przez męża, samotna Matka Polka, skrzywdzona przez przyjaciółkę, przepełniona żalem, bólem i rozgoryczeniem, staje na nogi tylko dlatego, że jej misją jest pomoc wielu kobietom w całym kraju. Michalina nigdy się nie poddaje, dąży do celu, pomimo tego, że cierpi ma tym jej rodzina. Przeżywa jednak prawdziwy rozkwit miłości, również tej cielesnej, gdy na kilka dni opuszcza Warszawę, a na jej drodze staje zamężny mężczyzna. Atutem filmu jest też ukazanie konfliktu z systemem. PRL nie był dla nikogo dobrym ustrojem, wszechobecna cenzura i walka z jednostką, jaką jest człowiek, to clou filmu.

Na uznanie zasługuje również gra aktorska głównych bohaterów. W postać Michaliny Wisłockiej wcieliła się Magdalena Boczarska, przed którą twórcy filmu postawili ogromne wyzwanie. Aktorka, występująca nago i dumna ze swojej kobiecości stała się kwintesencją produkcji. Niemałym zaskoczeniem okazała się dla mnie rola Piotra Adamczyka, uwielbianego przeze mnie aktora "mojego pokolenia", ale i epizody z udziałem Eryka Lubosa, Tomasza Kota czy aktorki, której dotąd nie znałam, Justyny Wasilewskiej.

Sztuka kochania jednak nie jest filmem, który chciałabym obejrzeć ponownie w niedługim czasie. To lekka produkcja na jeden wieczór, ale zdecydowanie warto ją poznać, bo kto z Was przeczytałby biografię Michaliny Wisłockiej? Przymknijmy oko na mankamenty i niedopracowanie. Jakie jest Wasze zdanie na temat Sztuki Kochania? Chcecie obejrzeć ten film?

You Might Also Like

17 opinii:

  1. może kiedyś, ale nie jest to pozycja, która mnie bardzo ciekawi. szczególnie, że jest to lekki film na jeden wieczór. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O proszę, ja poszłam tylko dlatego, że byłam zaproszona na pokaz przedpremierowy :)

      Usuń
  2. Nawet nie planowałem obejrzeć tego filmu. Świetnie Cię rozumiem - marketing działa w chory sposób, najpopularniejsze piosenki to te, najbardziej tandetne i te, których w zasadzie nikt i tak by nie chciał słuchać zanim wmawia się nam, że musimy. Tak samo z produktami w sklepach czy filmami. Nie widziałem "Sztuki kochania" i zdecydowanie zostanę przy książce

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pełni się z Tobą zgadzam :) Film warto obejrzeć dla historii Michaliny Wisłockiej, od reszty trudno czegokolwiek oczekiwać.

      Usuń
  3. Zupełnie nie ciągnie mnie do tego filmu. Jak tylko zobaczyłam zwiastun to zwątpiłam i wybrałam pójście na "Powidoki". Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie za to "Powidoki" nie kręcą, jakoś nie mogę przekonać się do Wajdy :) Czekam za to na "Konwój" :D

      Usuń
  4. Nie czuję wielkiej chęci do obejrzenia filmu, ale może jak już obejrzę to będę zadowolona aczkolwiek uważam, że to nie moje klimaty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ciekawa opowieść o walce z systemem Michaliny Wisłockiej. Zdecydowanie biografia, nie ekranizacja jej "poradnika" :)

      Usuń
  5. Książki nie czytałam, a więc względem filmu nie mam żadnych oczekiwań. Przyznam też szczerze, że pomimo jego rozgłosu dotąd mało wiedziałam na jego temat. Może jednak zdecyduję się obejrzeć, pomimo mankamentów, o których wspominasz.

    OdpowiedzUsuń
  6. ... mimo wszystko, warto obejrzeć i można się zadumać nad losem Miśki, nie wszystko może i musi być powiedziane wprost

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale nie krytykowałam tego, co dociera do widza. Historia jest godna uwagi, ale jej przedstawienie mogło być dużo lepsze.

      Usuń
  7. Przeszłabym się do kina, ale głównie ze względu na stroje ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytałam fragmenty biografii Wisłockiej i szkoda, że film nie oddaje dramatyzmu. Mimo to na pewno go obejrzę.

    OdpowiedzUsuń
  9. Dla mnie ten film był genialny. Byłam nim zachwycona!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!

Recenzja "Harry Potter i Przeklęte Dziecko"

RECENZJA: Sztuka Kochania

Recenzja filmu "Wołyń" Wojciecha Smarzowskiego