Lalaland - hit czy kit?

19:30

Do kina pomaszerowałam z nadzieją zobaczenia drugiej Deszczowej Piosenki. Uwielbiam dobre musicale, dlatego miałam nadzieję, że ten również mi się spodoba... I niestety bardzo, bardzo się rozczarowałam... Aż dziwne, że film dostał tyle nominacji do Oscarów, bo film zamiast do Deszczowej... porównałabym go raczej do High School Musical!


Na wstępie muszę wspomnieć o istotnym szczególe - nie lubię Ryana Goslinga. Wiem, że połowa moich koleżanek dałaby pokroić się za kolację z nim. Jednak pomimo wielu prób i starań on mnie po prostu nie przekonuje! Dobrze, przyznam, ma słodkie oczy... jednakże nawet to nie pomaga przykryć "umiejętności" aktorskich Ryana, które są nad wyraz słabe. Ciągle mu kibicuję i mam nadzieję, że w kolejnych jego filmach pokaże na co go stać - łudzę się, że naprawdę gdzieś tam pod spodem jest dobrym aktorem. A dodatkowo śpiewa gorzej niż Pierce Brosnan w Mamma Mia! (na marginesie, Pierce - i tak Ci to wybaczam, bo jesteś wspaniały!)

Wracając jednak do jego występu w Lalalandzie - podobał mi się wyłącznie w scenach, kiedy siedział za fortepianem (ciekawe, czy on na nim grał czy miał od tego suflera? :))

Zupełnie inaczej sytuacja wygląda w kontekście Emmy Stone. Bardzo cieszę się, że została nagrodzona Oscarem. Pomimo dość lichego śpiewu, aktorka jest wspaniałą ozdobą filmu. Przyjemnie się na nią patrzy (uważam, że jest naprawdę ładna), to na dodatek nieźle gra.

Chciałabym jeszcze wspomnieć o strojach. O ile na początku czułam lekkie zażenowanie (w co oni ubrali Emmę i jej koleżanki wybierające się na bankiet?!) jednakże wraz z rozwinięciem się filmu, rozwija się również kostiumolog. Brawo dla niego (czy dla niej!) :)

Co do fabuły - film opowiada o dwójce marzycieli - artystów, którzy liczą na szczęście w życiu i karierze. Oboje wyjechali do Miasta Aniołów i próbują swoich sił jako jedni z tysiąca muzyków czy aktorów. Niestety w obu aspektach idzie im dość... opornie, dopóki oczywiście się nie spotykają. Na początku między nimi dosłownie iskrzy, potem złośliwości przeradzają się w przyjaźń, a następnie miłość. Uczucie, które połączy bohaterów przyniesie im wiele szczęścia, sukcesów i pieniędzy...Tylko czy ich idylliczna historia zakończy się happy endem? A może czeka nas zaskakujące zakończenie? Przekonacie się w kinie ;)


K.

You Might Also Like

12 opinii:

  1. Na film się wybiorę, zachęcona przez córkę, której bardzo się on spodobał. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja jestem bardzo ciekawa tego filmu. Na pewno go obejrzę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mi się ten film nie spodobał ani trochę :) narzeczony zachwycony, ja rozczarowana :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj nie zgadzam się z Tobą zupełnie. Również uwielbiam musicale i mnie osobiście La La Land oczarował. Przede wszystkim pięknymi zdjęciami, doskonałym montażem, wspaniałą ścieżką dźwiękową. Co do Ryana i Emmy. Oboje darzę wielką sympatią i cieszę się z takiego obrotu spraw na Oscarach. Mianowicie: Emma zasłużyła, na Ryana jeszcze czeka rola życia. Szczęśliwa jestem, że Oscara otrzymała piosenka "City of stras", którą jestem zauroczona.
    co więcej powiem. Piszesz, że Pierce Brosnan już wypał lepiej niż Ryan :D aj tu zupełnie się nie zgodzę, bo choć również uwielbiam Pierca i Mamma Mia to jego śpiew był fatalny :p
    Warto zauważyć, że Ryan do roli w przeciągu kilku miesiecy musiał nauczyć się grać na pianinie. Całkiem nieżle mu szło jak ocenił John Legend ;)
    Trzeba być wyrozumiałym. Musical to nie tylko gra aktorska ale też śpiew i taniec. Ludzie nie zauważają często jak wiele pracy kosztuje to aktorów :(
    Ale się rozpisałam :o Już uciekam! :p
    Tak czy siak mi się bardzo podobało :D
    Pozdrawiam
    Marta z Na planecie Małego Księcia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tyle Pierce wypadł lepiej, co po prostu bardziej go lubię i pomimo strasznego śpiewu, było to dla mnie nawet zabawne :) Wydaje mi się, że jestem wyrozumiała, po prostu Ryan mnie nie przekonał tym razem i tyle ;)
      Dzięki za podzielenie się opinią :D Super, że się tak rozpisałaś!
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Mam bardzo podobne zdanie. Szłam na LLL z wielkimi nadziejami, które topniały wraz z każda sceną. Oboje aktorzy są dobrzy, ale jakoś nie pasowali mi do musicalu. Głównie przez przeciętne głosy. Ale zdjęcia, kostiumy i muzyka mnie urzekły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za opinię! Miło, że mamy podobne zdanie! Pozdrawiam :)

      Usuń
  6. Tyle pozytywnych recenzji, nagród i teraz nagle takie słowa?! Mam nadzieję, że kiedy w końcu zdecyduję się go obejrzeć, okaże się wspaniały ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekam z niecierpliwością na Twoją opinię...a co do pozytywnych recenzji, nagród itd...mam pewne spojrzenie na ten temat ;) Miłego dnia!

      Usuń

Dziękuję!

Recenzja filmu "Pitbull. Niebezpieczne kobiety"

Recenzja książki "Harry Potter i Przeklęte Dziecko"

Recenzja filmu "Wołyń" Wojciecha Smarzowskiego