Jeff's - czyli jak w kilku krokach schrzanić parze wieczór

14:58

Każdy z Was zna to uczucie podniecenia i zniecierpliwienia, gdy cały dzień czekacie na upragniony wieczór z Ukochaną. Najpierw pyszna kolacja, następnie teatr, kino, muzeum tudzież inne "odchamiające" instytucje... Idealnie! Tak też było w naszym przypadku. 


Wybór padł na restaurację Jeff’s na warszawskich Polach Mokotowskich. Stwierdziliśmy iż nie będziemy tym razem robić fotorelacji z wizyty, gdyż knajpa ta jest tak pospolita i oklepana, że niczym już nas nie zaskoczy. Jakie jednak było nasze zdumienie, gdy w zaledwie kilkadziesiąt minut restauratorom się to udało, mało tego z przytupem!

Początek był obiecujący. Udało się znaleźć dla nas stolik na zewnątrz, tak jak chcieliśmy. Po chwili podeszła do nas uprzejma pani zebrać zamówienie. Plakietka „uczę się” przymocowana do jej koszuli sprawiła, że wstępnie mieliśmy do pani pewną dozę wyrozumiałości. Zamówienie zebrane!

Na przystawkę nasze ulubione smażone kalmary, następnie kotlet z „najlepszej” siekanej wołowiny oraz Fajitas z mieszanką mięs, zestawem sosów i plackami ciepłej tortilli. Do picia espresso, lemoniada i napój na bazie yerba mate. Według mnie zamówienie łatwe i przejrzyste. Logicznym jest, że czas oczekiwania na dania powinny umilić napoje podane stosunkowo szybko po złożeniu zamówienia. Nic bardziej mylnego...

Po 15 minutach siedzenia przy pustym stole uraczono nas jedynie kompletem sztućców. Gdy poprosiłem kelnerkę, by z nasze napoje usłyszałem, że promocja „2 w cenie 1” powoduje wydłużony czas oczekiwania na napitki (o czym wcześniej nikt nie wspominał). Nie wydaje nam się jednak, że nalanie szklanki lemoniady i napoju Yerba miało być czynnością paraliżującą ład przy barze… O espresso nie wspominam, ponieważ ono akurat wymaga chwili skupienia. Z braku bardziej konstruktywnych zajęć, zabraliśmy się za przystawkę, która w końcu pojawiła się na naszym stoliku (była naprawdę pycha). Niestety jednak zanim skończyliśmy jeść, uraczono nas skwierczącymi daniami głównymi. Dylemat – skończyć przystawkę czy zabrać się za główne menu? Na stole zaczęło się robić oczywiście ciasno od talerzy, które bez ładu i składu wjeżdżały na nasz stolik, a jeszcze nie dotarły napoje! Na szczęście udało nam się opanować sytuację, ale gdy względnie uporaliśmy się z sajgonem i zabraliśmy za dania główne, ponownie pojawiła się pani, trzymająca w rękach tacę z dwoma espresso, dwoma lemoniadami oraz dwoma napojami Yerba. Jak się okazało, właśnie trwała promocja, o której wcześniej wspomniałem, ale nikt nas o niej nie poinformował podczas składania zamówienia. Zostaliśmy zatem z napoczętymi daniami 20 litrami napojów i dwoma stygnącymi espresso, które chłodne nadają się co najwyżej do wylania.

Spoglądam na twarz Guśki, następnie na kotleta, potem znów na jej twarz i już wiem… Jest źle! Pioruny w oczach i żądza krwi. Próbuję jej mięska, które w strukturze przypomina dyktę z tapczanu rodziców. Jest kompletnie suche, niedoprawione i spalone. No Dramat. Guśka już jest na granicy wytrzymałości, a ja zostałem ze swoją 1/3 fajitas, gdyż tortille i dodatki jeszcze nie dotarły. Spojrzałem na tę całą sytuacje która narastała już od godziny i właśnie eksplodowała. Poprosiliśmy kelnerkę i wypunktowaliśmy wszystkie uchybienia. Przeprosiła i zabrała danie. Po chwili zjawiła się menadżerka knajpy, chcąca wyjaśnić i załagodzić sytuację. W sumie prawie jej się udało, zaproponowała inne danie z karty w ramach zadośćuczynienia, niestety jednak nie mieliśmy szansy na wybranie posiłku, ponieważ karty nikt nie przyniósł już do końca naszej wizyty ;) Gdy już wszystkie mosty płonęły, i jak to mawiał Kononowicz „nie ma niczego" po kolejnych 15 minutach zostały doniesione pozostałe dwie części mojej Fajitas. Tylko, że Fajitas już nie było.  Obsługa chyba liczyła, że zimna tortilla z deepem z avocado “na deser” załatwi sprawę. Poprosiliśmy rachunek, zapłaciliśmy i z poczuciem zmarnowanego wieczoru wyszliśmy. W restauracji zostawiliśmy ponad 90 zł i zamiast cieszyć wieczorem, jedno było głodne, drugie zniesmaczone obsługą. 

Ludzie, którzy w takich miejscach odpowiadają za jakość obsługi, chyba nie zdają sobie do końca sprawy z wagi ich roli w kontekście całego obiadu/kolacji/wieczoru. Trzeba pamiętać o tym, że podanie takiego gniota, jakim był pseudokotlet, niesie za sobą wiele konsekwencji - przede wszystkim psuje humor uczestnikom kolacji, opóźnia bieg całego wieczoru, wprowadza niezręczność wśród pozostałych, którzy swoje dania już dostali. 

Kończąc, restauratorzy, kucharze i kelnerzy pamiętajcie, proszę, że nierzadko jesteście ważną częścią wydarzeń bardzo istotnych z punktu widzenia jednostki. Pamiętajcie o elementarnych zasadach obsługi i kolejności podawania dań i napojów. Restauracja Jeff's pozostawia wiele do życzenia. Brak słów, a jeśli nasz artykuł powstrzyma kogoś przed wizytą w tej niezrozumiale obleganej knajpie, będziemy niezwykle szczęśliwi.

---
Marcin

You Might Also Like

20 opinii:

  1. He he, też kiedyś miałam podobną sytuację. Niby restauracja na wysokim poziome a obsługa i jedzenie fatalne. Dlatego teraz wolę bardziej pospolite, lecz sprawdzone knajpki, gdzie można przyzwoicie zjeść, na dodatek w doborowej atmosferze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Zgadzam się całkowicie ;)

      Usuń
  2. O, matko. Co za okropna sytuacja! Ja zawsze staram się mieć w sobie dozę wyrozumiałości, którą wy na początku również wykazywaliście, bo wiadomo jak to niekiedy w knajpach bywa. Ale to, co przeżyliście... No cóż, ogromny ukłon z mojej strony, bo chyba sama nie dokończyłabym "posiłku" (jeśli można to wszystko tak nazwać) i choć nie jestem wybuchową osobą, to opuściła to miejsce z jeszcze większym przytupem, niż z jakim oni zniszczyliby mi tak ważny wieczór!

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślę, że każdy z nas trafił kiedyś na taką sytuację. A najgorzej jak próbujemy się starać, żeby akurat dziś było wyjątkowo i bez wpadek, to wtedy najczęściej coś idzie nie tak jakbyśmy chcieli :) Pozdrawiam i dodaję do oberwowanych :)

    OdpowiedzUsuń
  4. ciekawe czemu są oblegani. Sprytny sposób łagodzenia sprawy... brak słów

    OdpowiedzUsuń
  5. No w takim miejscu takich rzeczy bym się nie spodziewała.. zawsze mnie zastanawia wtedy skąd w takim razie mają tylu klientów.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wszyscy mówią, że Jeff's schodzi na psy. Szkoda, bo mają tak mocny brand, że wykonując dobrze swoją pracę, naprawdę mogliby stać się TOPową restauracją. Przerażające jest również, że zapałaciliście tyle pieniędzy, choć nawet nie byliście w stanie zjeść swojeto posiłku... skandal!

    OdpowiedzUsuń
  7. cóż na pewno nie zapomniana to chwila ;P

    OdpowiedzUsuń
  8. Lubię poznawać nowe miejsca, próbować nowych potraw.. Ale czasem dochodzę do wniosku, że warto chodzić w te już sprawdzone, żeby się niemiło nie zaskoczyć. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Kurcze, ale przypał. Nie zdarzyło mi się nigdy coś takiego, ale mam nadzieję, że nie będę miała takiej sytuacji :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Najgorzej jest, jak właśnie restauracja zostaje osławiona, a potem okazuje się, że to totalny gniot. Pracownicy powinni być doskonale szkoleni, żeby potem nie było takiej sytuacji, bo wiadomo, że to wpływa na ich reputację. Przypałowo, współczuję.
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie na recenzję niesamowicie wzruszającej książki "Trzy i pół sekundy",
    www.bookmoorning.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. za taką cenę żal i żenada...

    OdpowiedzUsuń
  12. Za takie pieniądze to by się wstydzili. Współczuję...

    OdpowiedzUsuń
  13. Zastanawiające, że takie sytuacji mają jeszcze miejsce w dzisiejszych czasach dbania o klienta. :(
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
  14. Odnotuje nazwę na czarnej liście :P

    OdpowiedzUsuń
  15. Niefajna sytuacja. Nie chcialabym takiej doswiadczyc

    OdpowiedzUsuń
  16. A ja z Jeff's w Krakowie mam same dobre doświadczenia.

    OdpowiedzUsuń
  17. Bardzo niefajnie - delikatnie mówiąc :)
    Człowiek liczy na miły wieczór, pyszne jedzenie i nawet jest w stanie przymknąć oko na drobne niedociągnięcia, ale na drobne, a nie na mega wielkie.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!

Recenzja filmu "Pitbull. Niebezpieczne kobiety"

Recenzja książki "Harry Potter i Przeklęte Dziecko"

Recenzja filmu "Wołyń" Wojciecha Smarzowskiego