#NangaParbat

16:38

Od trzech dni śledzę akcję ratunkową na Nanga Parbat, a co za tym idzie nasuwają mi się coraz to nowe wnioski, które nie zawsze są przychylne gloryfikowaniu tej sytuacji...
Photo by @everestbasecamp

Nie raz z moich ust pada stwierdzenie, że dana praca czy pasja są dla samotnych ludzi. Marzenia, nasze marzenia, to tak naprawdę okazanie własnego egoizmu, bez względu na to, czego one dotyczą: to ja chcę zmienić pracę, to ja chcę pojechać na wycieczkę w dane miejsce, to ja chcę kupić samochód, to ja chcę zdobyć ten szczyt. Rzadko kiedy bierzemy pod uwagę to, co myślą inni. To, co byłoby dla nich dobre i to, czego naprawdę potrzebują. Kierujemy się własnymi potrzebami i pragnieniami – jesteśmy tylko ludźmi.

Tomek Mackiewicz to niesamowita osoba! Pozytywny, pełen energii i wiary w niemożliwe górski piechur. Każdy kolejny szczyt sprawiał, że buzowała w nim jeszcze większa adrenalina, a marzeniom nie było końca. Jestem pełna podziwu, że choć z niepowodzeniem szcześciokrotnie próbował zdobyć Nangę, podjął się kolejnej wyprawy. Samotnie spędzał Święta, Nowy Rok czy urodziny wśród śniegu, skał i oblodzonych ścian jednej z najpiękniejszych gór świata. Po raz trzeci z Elizabeth zdecydował się bez tragarzy i bez tlenu zdobyć Killer Mountain zimą.

Powiecie, że nie rozumiem, czym jest pasja. Że nie zdaję sobie sprawy z tego, jak silne pobudki kierują ludźmi, którzy mają jasno określone cele. Rozumiem. Wierzę w nich, trzymam kciuki, ale… nie potrafię się z tym pogodzić. Priorytetem w moim życiu jest założenie rodziny, posiadanie męża i dzieci, które wychowam na przyzwoitych ludzi. Sama pragnę absurdalnych rzeczy, ale potrafię zejść na ziemię, by przeanalizować wszystkie za i przeciw. Myślicie, że nie chciałabym zobaczyć świata z 8000 m n.p.m.? Kto by nie chciał?! Podziwiam więc osoby, które decydują się na to, by pokonywać kolejne słabości i przekraczać następne granice. To wielki wyczyn! Zdaję sobie sprawę z tego, że z każdym kolejnym sukcesem przychodzi czas na następny. Nie ma granicy. Nie da się stanąć w miejscu, a bariera powoduje, że traci się stabilizację i staje zwykłym, smutnym człowiekiem. Podjęcie takiej decyzji jest chyba jednym z największych dylematów moralnych, jaki może stanąć przed człowiekiem. Niestety jednak sama wspinaczka to ogromny wysiłek. Himalaiści latami muszą przygotowywać swój organizm, by nie tylko poradzić sobie fizycznie, znieść ból i samotność, ale i przetrwać wszelkie choroby. Największym zabójcą jest choroba wysokościowa, kolejnym pogoda i nierzadko brak umiejętności technicznych. Góry nie wybaczają błędów. One podejmują ostateczną decyzję.

Jestem pełna podziwu dla Polaków, którzy zdecydowali się na akcję ratunkową. Adam Bielecki, Denis Urubko, Piotr Tomala i Jarosław Botor postanowili zrezygnować z własnych marzeń, by ratować Tomka Mackiewicza i Elizabeth Revol. W zawrotnym tempie wspięli się po lodowej ścianie, by ściągnąć himalaistkę do bazy. Cała akcja okazała się niezwykle trudna, a nasi bohaterowie wykazali się niezwykłą siłą psychiczną i fizyczną. Wiemy, że adrenalina z pewnością zrobiła swoje, jednak to na tej ścianie Bielecki poprzednim razem musiał zakończyć wspinaczkę! Pokonał swoje słabości i wraz z Denisem wspiął się blisko 2000 m w pionie podczas nocy, temperatury bliskiej -50 stopniom Celsjusza i pomimo wycieńczenia organizmu. Dziękujemy Lodowym Wojownikom! Ludzi, nawet w tak wąskiej społeczności, jaką są alpiniści i himalaiści, którzy zdołaliby się tego podjąć z pewnością byłaby zaledwie garstka i nie bez powodu można mówić tu o szczęściu. Eli otrzymała pomoc tak szybko, ponieważ nasi chłopcy byli już zaaklimatyzowani na wysokości 6000 m n.p.m. Czy gdyby nie to, ktokolwiek podjął by się akcji ratunkowej? Ile czasu musiałaby ona wtedy zająć?

Tomek zginął tak, jak chciał. Pewnie gdybym kiedyś mogła samodzielnie podjąć decyzję, sama zdecydowałabym porwać się na coś nieosiągalnego, niemożliwego i niedostępnego. Moim marzeniem jest znalezienie się u stóp Mount Everestu, chciałabym zobaczyć górę gór na własne oczy, ale jeśli te marzenie się spełni i zacznę wtedy marzyć o jej zdobyciu, może wtedy zdołam zrozumieć wszystkich tych, którzy są w stanie oddać życie za to, by znaleźć się na Dachu Świata.
Dziś przychodzi nam jedynie współczuć Annie, żonie Tomka, oraz ich dzieciom. Bo czy cuda się zdarzają? Prawdopodobnie ani ona, ani my nie zdołamy nigdy zrozumieć tej pasji, walki i poświęcenia, ale musimy wierzyć, że każdy z bliskich zdoła mu wybaczyć. Czy ten dzień i ta wyprawa będzie przestrogą dla wszystkich tych, którzy decydują się przekraczać własne granice? Nie tylko w górach, ale i życiu codziennym. Czy jako zwykli ludzie, którzy żyli tymi wydarzeniami przez ostatnie dni spojrzymy przychylniej na naszych bliskich i zastanowimy się, czy to, co robimy nie sprawia im bólu? Co będzie silniejsze? 

Naszymi bohaterami są i będą z pewnością Lodowi Wojownicy, którzy dokonali niemożliwego. Dziękujemy! Panowie, jesteście wielcy. Pokazaliście, że życie ludzkie jest najważniejsze, że o każdego należy walczyć i dokonać wszystkich starań, by bezpiecznie mógł wrócić do domu. Gdyby nie załamanie pogody, z pewnością dziś wieczorem Tomek byłby z nami. [*]


You Might Also Like

15 opinii:

  1. Dokładnie tak. Gdyby nie załamanie pogody byśmy mieli Tomka na dole. Również jestem pełna podziwu dla naszych ratowników!

    OdpowiedzUsuń
  2. Kolejny dzień śledzę i podziwiam..
    Dziękuję za wpis koleżanko.

    OdpowiedzUsuń
  3. Masz rację. W tym całym chaosie to, co stało się na Nanga Parbat powinno być ćwiczeniem do wyciągnięcia wniosków. W tej chwili wszyscy przeżywają śmierć Mackiewicza i to, że zginał, osierocając trójkę dzieci. To jednak tylko konsekwencji jego świadomych decyzji i dramat jednostek. Oddał życie za marzenia, sprawił bliskim dużo bólu i kazał tęsknić miesiącami, wierząc, że wróci. Gdyby nie doszło to tej sytuacji, wiele osób nawet nie wiedziałoby o istnieniu Mackiewicza, a nawet i tej wspinaczce z Eli. Przykre, że w kryzysie stajemy się nagle ekspertami, fanami i kibicujemy każdemu z osobna, ale chyba taka nasza mentalność. Gratuluję artykułu, ale przyznam, że jesteś odważna. Tylko czekać aż rozleje się hejt i fala nienawiści pod tym artykułem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dodam tylko, że również dla mnie prawdziwymi bohaterami jest ekspedycja spod K2. Pokazali nie tylko swoje umiejętności, ale i altruizm. Smutne, że to góry mają władzę... Tomek musiał zostać, góra podjęła decyzję.

    OdpowiedzUsuń
  5. Tomek zapłacił za swoje marzenia najwyższą cenę...

    OdpowiedzUsuń
  6. Widzisz, Twoje priorytety są zupełnie inne od tych himalaistów. Oni na pierwszym miejscu stawiają swoją pasję, a nie rodzinę czy męża...
    Szkoda chłopa;/
    pozdrawiam serdecznie z nad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ludzie, którzy decydują się na ten sport, pasję, muszą się liczyć, że każda taka wyprawa może być dla nich ostatnią...
    zmienicswiat.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Sama lubię góry, a wspinaczka ma coś w sobie i potrafię zrozumieć osoby, które chcą pokonywać samych siebie i wspiąć się tak wysoko, ale niestety wielu z nich podczas którejś z kolei wyprawy ginie. Nie mnie to oceniać, ale chyba gdzieś się zaciera ta granica między pasją, a chęcią zrealizowania własnych ambicji ponad wszystko. Podejrzewam, że śmierć wspinaczy często wynika z tego, że są już wysoko i po prostu nie chcą odpuścić, choć ich organizm mówi dość, a tymczasem niekiedy trzeba zrezygnować nawet jeśli się jest blisko. Oczywiście zawsze może wydarzyć się nieszczęśliwy wypadek, nagłe załamanie pogody itp. Może himalaiści nie powinni mieć rodzin? Ewentualnie małżonków/partnerów, którzy również się wspinają. Himalaiści liczą się z tym, że mogą zginąć, ale co powiedzieć współmałżonkom i dzieciom, którzy denerwują się podczas każdej wyprawy? A co powiedzieć, gdy wiadomo, że ich ukochana osoba już nie wróci? A Panowie dokonali naprawdę wspaniałej akcji ratunkowej i nikt nie powinien ich krytykować, tak samo jak Francuzki, która gdyby postąpiła inaczej, pewnie by już nie żyła.

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja dopiero dowiedziałam się o tym wczoraj...

    OdpowiedzUsuń
  10. Jestem dokladnie tego samego zdania. Jesli ktos naraza ciagle swoje zycie, to nie powinien miec rodziny. I w tym momencie pieprze jego pasje, bo wspolczuje zonie i osieroconym dzieciom. Im nikt nie powie, ze tatus zginal, bo mial pasje. W dodatku ten caly medialny cyrk wokol tego zdarzenia... Eh.

    OdpowiedzUsuń
  11. Współczuję rodzinie Mackiewicza jak każdej innej, która straciła bliską osobę. Nie zmienia to faktu, że nie rozumiem ludzi, którzy mając dzieci igrają ze śmiercią, bo dla mnie himalaizm jest właśnie takim ektremalnym sportem.

    OdpowiedzUsuń
  12. Współczuję tej rodzinie, jak każdej. Ale zbiórka pieniędzy i nazywanie go bohaterem to zwykła hipokryzja. Nikt nie ma prawa tak robić, sami musimy dbać o najbliższych oraz swoje otoczenie. Marzenia to nie wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  13. Niestety, jak zawsze w nagłośnionych medialnie tematach, przykre jest to, że każdy (nie mam na myśli Ciebie) ma się za speca w danej dziedzinie i wszędzie natrafia się na informacje, czemu poszli po Francuzkę, a nie Tomka, a dlaczego Francuzka go zostawiła, dlaczego chłopaki nie mogli wejść wyżej… Nie nam oceniać te wybory, bo przecież nie naszych żyć to dotyczy. Tomek miał świadomość na co się pisze i żal jedynie rodziny, którą pozostawił.

    OdpowiedzUsuń
  14. Też byłam na bieżąco z całą akcją. Tomek śpi pod swoją ukochaną górą. [*]
    A nasi Lodowi Wojownicy oswajają K2. Żeby im woda sodowa nie uderzyła do głowy, dziś Adam Bielecki dostał kamieniem w nos. ;) Kocham K2! Ma poczucie humoru. ;) Chciałabym ją kiedyś zobaczyć na własne oczy, ale to już nie w tym życiu. Tym zachłanniej oglądam wszystkie zdjęcia i filmiki, a Rafał - Kronikarz tak pisze, że prawie jakbym tam z nimi była. :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!

Recenzja "Harry Potter i Przeklęte Dziecko"

Ta dziewczyna naprawdę czerpie z życia pełnymi garściami i bierze jak swoje

Ta dziewczyna naprawdę czerpie z życia pełnymi garściami i bierze jak swoje
Wywiad: Portal Warszawa i Okolice

Recenzja: Sztuka Kochania