Cisza, spokój, hipoterapia i pyszne jedzenie, czyli Kierszek pod Lasem

08:57

Większość doskonałych restauracji, knajp i knajpeczek mieści się w centrum miasta - na najbardziej obleganych deptakach, placach czy skwerach. Bywa jednak tak, że mając serdecznie dosyć zgiełku miasta, w którym przebywamy dzień w dzień, chcemy wyrwać się gdzieś niedaleko, by odpocząć i wyciszyć umysł.


Mamy kilka pewniaków, gdzie z pewnością się nie zawiedziemy i po raz kolejny przeżyjemy kulinarną orgię. Tym razem postanowiliśmy sprawdzić miejsce nowe, dziewicze, tak młode, że za romans z nim mógłby grozić prokurator. Gdzieś, niechcący usłyszeliśmy o nowo otwierającej się restauracji, sąsiadującej ze stadniną koni (a te kochamy ponad życie). Stwierdziliśmy więc - piękna  niedziela - w sam raz na popołudniowy wypad poza miasto. Zebraliśmy się w większą ekipę i czym prędzej pomknęliśmy zaspokoić popołudniowy głód do Józefosławia. 

Kierszek znajduje się nieopodal wylotu na Piaseczno, gdzie zaledwie kilka kilometrów od warszawskiego jazgotu odnajdujemy restaurację z ogromnym ogrodem, terenem zielonym oraz tarasem, na którym spokojnie mieści się ok. 6-ciu stolików. Przy restauracji jest też parking na kilkanaście samochodów, nieco dziki, ale jest! Docierając do restauracji trzeba być czujnym, gdyż nie ma żadnych drogowskazów, to koniecznie musi się zmienić.

Przywitał nas Kacper, jak się później okazało wspówłaściciel restauracji. Młody, energiczny facet o dużym zapale do swojego „dziecka”.

Menu jest dosyć krótkie i zwarte, nie znajdziemy w nim mielonego ani schabowego, tudzież wszechobecnej pizzy. Goszczą za to trzy zupy, kilka przekąsek, kilka dań głównych, dwa makarony, hamburger z domowymi bułeczkami oraz dosłownie 2-3 desery. Krótko, zwięźle i na temat ;) Wiadomo, że krótkie menu jest jednym z kluczy do sukcesu restauracyjnego biznesu. Co prawda, forma menu nie do końca przypadła nam do gustu (kartka w foliowej koszulce) za to już dania w nim zawarte, owszem! Mamy nadzieję, że ekipa Kierszka dopracuje te szczegóły w najbliższym czasie.


Zamówiliśmy zupę z jagnięciną (taką prawdziwą, nie z wołowiną, serwowaną w większości knajp), o ciekawym, nieco egzotycznym smaku, doprawiona nutką kolendry. Mięso w niej było nienarzucające się i zbalansowane, co w przypadku jagnięciny nie jest oczywiste. Zazwyczaj swoim specyficznym smakiem dominuje dania w zły i nieprzemyślany sposób. Jako dania główne zamówiliśmy cztery osobne potrawy, by mieć przegląd większości propozycji z karty. Pierwsza na stół dotarła quesadilla z wołowiną i warzywami oraz sosem serowo-czosnkowym (a czosnek kochamy i szanujemy w każdej postaci). Gdyby nie to, że placek był za mocno zrumieniony, a wsadu mogłoby być więcej, danie te byłoby idealną przystawką. Choć quesadilla nie zwaliła nas z nóg, była całkiem ciekawą propozycją na początek obiadu, a wierzymy,  ze po dopracowaniu, z pewnością może być mocnym punktem tego miejsca. Kolejne dania to dziesiątka bez pudła! Ravioli ze szparagami w aksamitnym, białym sosie. Danie tak proste, że aż genialne. Ravioli al dente, nadzienie szparagowe delikatne i doskonale doprawione, uzupełnione kilkoma główkami świeżych szparagów. Nic więcej do szczęścia nie potrzeba. Kolejne były pulpety z jagnięciny z grillowanymi warzywami oraz pieczonymi ziemniakami, danie dla prawdziwego faceta. Spora porcja dobrych warzyw i wyjątkowego mięsa z kleksem z jogurtu naturalnego, pyszność nad pysznościami. Ostatnim daniem głównym były pappardelle z krewetami, pomidorkami oraz solirodem. Chrystusie niebieski…W końcu! Pasta z idealnie ugotowanym makaronem. Antonio z Mediolanu byłby dumny! ;) Pasta świeża i delikatna, z intrygującym solirodem który w ciekawy i rzadki sposób uszlachetnił to danie.

Jak się okazało, najlepsze było dopiero przed nami. Kacper w locie szepnął słówko, że zostały dwie ostatnie bezy, a idą jak świeże bułeczki. Bez wahania   zamówiliśmy obie ostatnie porcje. Bezy są od podstaw robione na miejscu, świeżutkie owoce, pyszne nadzienie z serka mascarpone i chrupiąca beza. Matko i córko, jakie to było pyszne. Z całą stanowczością stwierdzamy, że do bezy powinna być dołączana 30 minutowa drzemka na hamaku w ogrodach Kierszka. :D


Jeśli szukaliście cichego i intymnego miejsca, gdzie można odpocząć, odetchnąć świeżym powietrzem i delektować się pyszną (niedrogą) kuchnią to chyba je znaleźliśmy. Ogromnym atutem jest jej relatywnie bliska odległość od miasta, sąsiedztwo stadniny koni oraz nietuzinkowa kuchnia z olbrzymimi perspektywami. Restauracja, która w kategorii Debiuty zostaje nominowana do nagrody głównej. Oby tak dalej, Kierszek, trzymamy kciuki!


You Might Also Like

14 opinii:

  1. Być może kiedyś uda mi się tam zawitać.

    OdpowiedzUsuń
  2. mam nadzieję, że kiedyś uda mi się tam wpaść <3
    http://czynnikipierwsze.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Już wiem, jak wykorzystam pęczek szparagów, które od piątku czekają na swoją kulinarną przygodę.
    Trochę daleko mam do "Kierszka", ale może kiedyś, przy okazji...

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobrze, że zjadłam śniadanie ;)) Za chwilę będę w Warszawie, może uda mi się tam zajrzeć ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jedzenie wygląda pysznie, może uda mi się tam wybrać w te wakacje!

    OdpowiedzUsuń
  6. Pal licho z tą formą menu. Ważne te pyszne dania. Aż kuszą ze zdjęć. A i na bezę bym się skusiła.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dobrze znać takie sprawdzone miejscówki:D
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam takie jedzenie <3 Wygląda cudownie :)
    http://recenzentka-doskonala.blogspot.com/2018/06/lick-play-stage-dive-tom-i-oraz-ii.html

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!

Recenzja "Harry Potter i Przeklęte Dziecko"

RECENZJA: Sztuka Kochania

Recenzja filmu "Wołyń" Wojciecha Smarzowskiego