Lawrence Krauss - Największa przygoda ludzkości

Mijają lata, rozwijamy technologie, prowadzimy badania, odkrywamy nowe i nieznane, ale i szukamy prawdy oraz faktów w tym, co miało miejsce tysiące, a nawet miliony lat temu. 


Odkrywanie zagadek wszechświata to odwieczne wyzwanie ludzkości. Słyszymy wokół rozmaite hasła, m.in. dziura ozonowa, globalne ocieplenie, zmiana klimatu, jednak nikt nie podejmuje dyskusji, by wyjaśnić ludziom znaczenie i konsekwencje, które niosą za sobą każdego dnia. Najnowsza książka autorstwa Lawrence M. Krauss nie jest lekturą dla każdego. Wymaga od czytelnika skupienia i chęci analizowania przeczytanych informacji z tym, co go otacza. Nie należy też do książek najprostszych w odbiorze, bo choć etapami tłumaczy prawa fizyki i zjawiska, opiera się na nauce oraz badaniach. Jak pewnie wiecie z wykształcenia jestem chemikiem, nie przeraża więc mnie zaawansowana fizyka ani matematyka, ale długo przekonywałam się, by rozpocząć lekturę. 

Książka na swój sposób jest fascynująca, bo to właśnie nauka i otaczający nas świat są tworami imponującymi, dotąd nieodkrytymi. Wierzę, że gdy sięgniecie po tę książkę Wasza ciekawość będzie chciała zostać zaspokojona i w mgnieniu oka przeczytacie ją do końca. Należy jednak pamiętać, że całość nosi naukowy wymiar. To za sprawą praw fizyki i rozwoju teorii kosmicznych mamy możemy odpowiedzieć na nurtujące nas pytanie - dlaczego istniejemy? Czy jesteśmy tylko trybikiem na drodze ewolucji wszechświata?
Sprawdź na stronie Wydawnictwa
Największa przygoda ludzkości, czyli odkrywanie zagadki wszechświata to książka trudna. Przede wszystkim przed lekturą należy się do niej pozytywnie nastawić i chcieć ją zrozumieć. Eksperymenty, badania, odkrycia, nauka, filozofia i człowiek, czyli wszystko to, czym można opisać nowość od Lawrence’a Kraussa. 

Dawaj i Bierz wg Adama Granta!

Książka pt. Dawaj i bierz jest poradnikiem, jakich na polskim rynku jest wyjątkowo mało. Autorem publikacji jest Adam Grant, psycholog, który został zaliczony do grona najlepszych profesorów poniżej 40 roku życia wg BusinessWeek. Nie ma w tym nic dziwnego, skoro wykładał już dla Google, Microsoft, Apple i innych, korporacyjnych gigantów znanych na całym świecie.

Głównym tematem, wokół którego skupionych jest 312 stron książki opowiada nam, jakie należy prezentować podejście, by odnieść sukces w życiu. Autor każe nam przemyśleć i zastanowić się nad swoimi poczynaniami. Przywołuje liczne przykłady, które pozwalają nam zrozumieć własne błędy, a także ukierunkować swoją wiedzę czy umiejętności. Na samym początku weryfikujemy główny motyw – jesteś Dawcą czy Biorcą?

Dzięki tej książce możemy nie tylko poznać siebie, ale i odnaleźć własną drogę we współczesnym świecie. Rynek jest bezlitosny, coach wokół coraz więcej, a ludzka zachłanność może zniszczyć marzenia „szarych myszek”. Adam Grant napisał tę publikację lekkim, przyjemnym językiem. Ja czytałam tę książkę „na raty”, po jednym rozdziale. Chłonęłam wiedzę, rozważałam dobre i złe strony prezentowanych opinii, po czym próbowałam w jakiś sposób odnieść je do własnego życia i hipotetycznie gdybając wprowadzić sugerowane zmiany. Czasem oczywiście z lepszym, a czasem gorszym skutkiem.

Książka Dawaj i bierz uświadomiła mi, że należę do grona Dawców. Jest to za razem dobra, jak i zła informacja, bowiem prosto wykorzystać moje „dobre serce”, ale splotem licznych przypadków czy zbiegów okoliczności, mogę poradzić sobie lepiej niż niejeden Biorca. Tytuł jednak mówi nam, że warto wyśrodkować swoje podejście. Selekcjonować zachowania uzależniając je od sytuacji. Sądzę jednak, że empatia w wielu przypadkach może być kluczem do sukcesu. Informacja ta jest regularnie powtarzana na kursach managerskich, w kadrach, a nawet podczas zajęć z zarządzania, gdzie zasoby ludzkie należą do najistotniejszych elementów funkcjonowania przedsiębiorstwa. Współczesny świat zaczyna rozumieć potrzeby szarego Kowalskiego. Przestajemy traktować zarówno siebie, jak i swoich podwładnych niczym maszyny, a uwzględniamy własne cechy i możliwości. Autor zaznacza, że nasza codzienność, życie w biegu czy stopniowo wyższe stawianie sobie poprzeczki na drodze do kariery, stawia coraz to większy nacisk na relacje interpersonalne, cała otoczka personal skills, wraz z umiejętnością pracy w grupie wiąże się z lepszymi kontaktami w zespole, a co za tym idzie – wydajniejszą pracą.

Autor dzieli książkę na dwie części. Pierwsza dotyczy poznania osobowości, przedstawiania i scharakteryzowania grup: Biorców, czyli osób, które często w egoistyczny sposób wykorzystują innych do osiągnięcia własnych celów. Osoby wyznające zasadę „coś za coś”, a wiec osoby skore do wyświadczania przysług wyłącznie z nadzieją na sowity rewanż oraz Dawców, czyli osób pozytywnie nastawionych na innych. Dawcy zawsze chętnie są oparciem, lubią rozmawiać, utrzymywać zdrowe relacje, jak i pracować w zespole, gdzie panuje atmosfera pozbawiona wzajemnej rywalizacji. Adam Grant opiera się na licznych przykładach zaczerpniętych z życia, a także psychologicznych badaniach czy adnotacjach.

Z kolei druga część książki to przede wszystkim opisanie konsekwencji, jakie wiążą się z przyjęciem zachowań takiej, a nie innej grupy. Wiadomo, że Dawców zawsze wykorzystają korporacyjne układy, a Biorcom prędzej czy później powinie się noga. Autor nie tylko przedstawia nam wiele sposobów na uniknięcie nieprzyjemnych sytuacji, ale i zaznacza istotę budowania pozytywnych relacji czy stosunków. Tak, jak już pisałam. Empatia może być kluczem do sukcesu we współczesnym świecie. Skąd macie pewność, że w Waszym przypadku, mieszkający w ruderze wśród pająków mężczyzna, nie okaże się mieć pokaźnej sumy na koncie i najnowszego auta w garażu!

Według mnie warto przeczytać tę książkę. Ja, jak już doskonale wiecie, uwielbiam poradniki. Ten jest jednak ważny dla wielu młodych ludzi, którzy prędzej czy później chcą wejść do wielkiego świata, a brakuje im pewności w swoich poczynaniach. Dawaj i bierz jest publikacją, która może wielu osobom zastąpić profesjonalny coachingu z trenerem. Ja tę książkę będę Wam gorąco polecała, a za mój własny, prywatny już egzemplarz, którego nikomu nie oddam dziękuję Wydawnictwu MUZA S.A.:



"Wyraźnie… Dokładnie… Precyzyjnie…" - czyli jak ćwiczyć swoją dykcję i dobrze prezentować się podczas wystąpień publicznych


Czasem pytacie mnie o ulubione książki, a ja wymieniam Wam liczne tytuły godne polecania. Sytuacja jednak ulega zmianie, gdy tematem dyskusji jest gatunek literacki czy sam rodzaj publikacji, które czytam najchętniej. Wśród powieści obyczajowych, fantasy czy romansów szacowne miejsce zajmują poradniki, które pochłaniam w ciągu jednego popołudnia.  Taką właśnie książkę otrzymałam od Wydawnictwa Novae Res pt. Wyraźnie… Dokładnie… Precyzyjnie… Recytacja i wystąpienia publiczne.

Nigdy nie uczęszczałam na zajęcia logopedyczne, ale doskonale wiem, że kaleczę nasz piękny język. Mój problem jednak nie wynika z fizycznej budowy, a braku ćwiczeń związanych m.in. z modulacją głosu, bądź artykulacją. Sęk w tym, że nigdy dotąd nie wpadłam na to by zorganizować sobie jakieś zajęcia, a więc bardzo się cieszę, że mogłam przeczytać właśnie tę publikację.

Książka skierowana jest do młodzieży uczącej się w klasach artystyczno-teatralnych, a także wszystkich osób występujących publicznie, gdzie zarówno dykcja, jak i prezencja odgrywają kluczową rolę. Na dobrą sprawę byłabym skłonna rozszerzyć grono odbiorców, bowiem współczesna młodzież ma mnóstwo problemów nie tylko z elokwencją, a także posługiwaniem się poprawną polszczyzną. Umiejętność zaprezentowania swojej osoby, wyrażania się w zgodny z regułami językowymi sposób, a zarazem klarowna, wyraźna wymowa może być często istotnym elementem m.in. podczas rozmowy kwalifikacyjnej. Wydawać by się mogło, że bagatelizowanie tak niewielkich i być może błahych umiejętności nie może mieć wpływu na nasze życie czy karierę zawodową, ale wiele firm poszukuje „pracownika idealnego”, a więc warto mieć to na uwadze.

Poradnik ten przeczytałam podczas jednego popołudnia, jednak kilka ćwiczeń jest jeszcze przede mną. Chciałabym „na spokojnie” przećwiczyć artykulację, zweryfikować swój poziom oraz popracować nad wyrazistością mowy.  Uważam, że ćwiczenia te są nie tylko bardzo dopracowane, ale i wyjątkowo pomocne. Mam szczerą nadzieję, że po kilku tygodniach moja dykcja będzie nie do poznania, a co za tym idzie zmieni się na lepsze.

Swoją przygodę z Wyraźnie... Dokładnie…Precyzyjnie... rozpoczynamy od poznania istoty technik i umiejętności wypowiedzi, po czym przez rozgrzewkę przechodzimy do kolejnych ćwiczeń. Muszę Was przestrzec, że konieczne jest skupienie uwagi na wykonywaniu poszczególnych elementów i bardzo dokładne czytanie poleceń. Musicie odłożyć na bok swoje obowiązki czy zajęcia, i świadomie poświęcić uwagę tej maleńkiej książeczce. Bez tego ani rusz. Pamiętajcie jednak, że robicie „coś dla siebie”, a więc potraktujcie lekturę jako wpisany do planu dnia trening, który możecie przerwać dopiero po zakończeniu pewnej partii materiału. Ja tak naprawdę podzieliłabym tę publikację na dwie części. Pierwszą z nich byłyby ćwiczenia związane z artykulacją głosek, dzięki którym pracujemy nad dbałością wymowy i odruchowo zaczynamy zwracać uwagę na naszą dykcję. Druga z kolei opierałaby się na naszej demagogii – uczylibyśmy się wykorzystywać nabyte już umiejętności, by płynnie recytować zapisane fragmenty utworów. Publikacja jednak została podzielona na cztery rozdziały, a każdy z nich zawiera mnóstwo podrozdziałów, dzięki czemu możemy poświecić czas na dane ćwiczenie bez obawy, że jest ono znacznie powiązane z poprzednimi/kolejnymi podpunktami.

Autor zadbał też o swoich kursantów (pozwolę nazwać sobie tak czytelników). Każde ćwiczenie zostało opatrzone instrukcją „krok po kroku” oraz cennymi uwagami i wskazówkami, na które warto wrócić uwagę…

Czy książkę Przemysława Kani polecam? Oczywiście, że tak! Wyraźnie… Dokładnie… Precyzyjnie... trafia na półkę „Moje ulubione” i pozostanie tam przez najbliższych kilka tygodni, kiedy to regularnie będę ćwiczyła swoją dykcję. Mam szczerą nadzieję, że przyniesie ona planowe efekty i lada dzień będę mogła pochwalić się nimi na łamach Pastelowego Niecodziennika. Kto wie? Może zapiszę się na dodatkowy kurs i spełnię swoje maleńkie marzenia?

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Novae Res:


Kiedy psychologia bada roztargnienie... - czyli recenzja książki R. Studenskiego

Otrzymując książkę od wydawnictwa Impuls miałam dziwne przeczucie, że pozycja ta dedykowana jest specjalnie dla mnie. Któżby inny wiódł tak chaotyczne życie, jak ja? Podczas lektury zdałam sobie jednak sprawę, że podobnych do mnie istot na tym świecie jest cała masa i podejrzewam, że nawet Wam, Drodzy Czytelnicy, zdarza się zatrzasnąć klucze w samochodzie, pójść do urzędu miasta w celu wyjaśnienia pewnych formalności i tak zaaferować się innymi sprawunkami, że administracja nie ujrzy Was nawet na oczy, albo po prostu wtargnąć do apteki prosząc o czerwony lakier do paznokci. U mnie sytuacje te, choć wydają się być komiczne, zdarzają się na porządku dziennym. Ja sama już przywykłam do mojego „dziwnego”, a czasem i „nietypowego” usposobienia. Bowiem wierzcie mi, że tak jak z tym lakierem – mina farmaceutki była genialna, a moje „że… jak to?” mówiło samo za siebie. Skończmy jednak tę dygresję i wróćmy do publikacji pana Ryszarda Studenskiego.


„Transgresja jest cechą, która często współwystępuje z innowacyjną przedsiębiorczością i jest słabo reprezentowana w profilu cech, w którym znaczące miejsce zajmuje roztargnienie”

Długo zastanawiałam się, czy mogę opiniować tę książkę, ponieważ byłam piekielnie zła na autora! Jak to ja jako, po pierwsze – kobieta, a po drugie – studentka zarządzania, nie nadaję się do bycia liderem w przedsiębiorstwie? Dobrze, wszystko rozumiem, kobiety mają swoje humory, zachcianki i przede wszystkim są o niebo bardziej roztargnione od swoich partnerów, jednak pracę wykonujemy wszyscy podobnie. Psychologiczne udokumentowanie mniejszych predyspozycji kobiet do pełnienia różnorakich funkcji, dotyczących szeroko pojętego zarządzania uważam za niesprawiedliwe, bowiem powierzone obowiązki, które zostały ściśle sprecyzowane, wszyscy wykonujemy tak samo. W przypadku liderów moje zdanie także nie ulega wątpliwości…

Postanowiłam jednak kontynuować lekturę z nadzieją, że stosowne wnioski wezmę sobie do serca i spokojnie przeanalizuję całą publikację.

Wszyscy wiemy, że codzienne roztargnienie bywa kłopotliwe dla nas samych, ponieważ utrudnia koncentrację i zdolności poznawcze. Bywa też, że stajemy się przez nie bohaterami powtarzanych z ust to ust anegdot naszych znajomych i przyjaciół...

Książka ta ma pomóc zrozumieć nam poziom swojego roztargnienia, zbadać czy jest ono już problemem utrudniającym normalne życie, czy zwykłą, uwarunkowaną genetycznie cechą naszej osobowości. Muszę przyznać, że wykonałam wszystkie, zaprezentowane w książce ćwiczenia, jednak zabrakło mi weń stosowniejszych wniosków i opisów każdej sytuacji. Mam świadomość, że wymagałoby to o niebo więcej pracy od autora, a zarazem wydłużyło publikację o dobre 50 stron. Sądzę jednak, że warto zadbać o to przy kolejnym wydaniu.

Jak mogę zreasumować tę pozycję? Książka należy do dobrych publikacji psychologicznych. Zawiera informacje dotyczące opisywanego zjawiska, stara zdefiniować się pojęcie „roztargnienie” i przede wszystkim – jasno omawia konkretny temat. Czasem jednak odniosłam wrażenie, że autor „leje wodę”, aby wydłużyć swoją przemowę. Stary studencki trick przy pisaniu sprawozdań – kiedy nie mam pewności, dopiszę jeden przymiotnik (określający „wyjątkową” sytuację) i będzie z głowy. ;)

To tyle. Miłego, (nie)roztargnionego, wieczoru!

Recenzja "Harry Potter i Przeklęte Dziecko"

Ta dziewczyna naprawdę czerpie z życia pełnymi garściami i bierze jak swoje

Ta dziewczyna naprawdę czerpie z życia pełnymi garściami i bierze jak swoje
Wywiad: Portal Warszawa i Okolice

Recenzja książki: Sodoma

Recenzja książki: Sodoma
Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie