Gdzie zjeść we Wrocławiu?

Szukacie godnej uwagi restauracji we Wrocławiu? Konieczcie sprawdźcie, co warto zjeść w "Piecu na Szewskiej". 


Wyjazd zaplanowany. Jedziemy w Karkonosze, następnie czeska Praga. W drodze do celu wpadliśmy na pomysł by zahaczyć jeszcze o Wrocław. Miasto mostów, pięknie kwitnącego ogrodu japońskiego, ZOO i wielkiego fallusa, zwanego Sky Tower - skutecznie szpecącego panoramę Breslau – a także kilku ciekawych miejsc, pozwalających na zaspokojenie głodu.

Po spacerze, kiedy już powzdychaliśmy jak tu pięknie, a tam ładnie, nieco zgłodnieliśmy. Padło tym razem na Piec na Szewskiej. W drodze do knajpki, z każdym krokiem głodniejąc coraz bardziej, rosły nasze obawy o to, czy na pewno to dobry pomysł. Kilka miesięcy temu wróciliśmy bowiem z Bolonii, mekki wielbicieli najlepszego jedzenia, orgazmatycznego miejsca w którym rozpoczyna się i kończy wspaniała włoska kuchnia. Tam właśnie wyznaczone zostały nasze standardy pizzy i pasty. Tam poznaliśmy klimat włoskiej knajpki, gwarnej i pełnej włochów. Otóż to, właśnie Włochów a nie turystów ;) Zatem gust mamy już nieco spaczony oryginalnymi smakami.

Po 15 minutowym spacerze dotarliśmy na rzeczoną Szewską, a oczom naszym ukazały się pawilony w których mieści się Piec. Na pierwszy rzut oka wrażenia… chłodne. By za chwilę zostać rozgrzanymi poprzez kolejkę kłębiących się gości czekających na wolny stolik. Na dzień dobry tuż przy wejściu stał stos Gigantycznych puch z pomidorami prosto z Włoch. Oczywiście DOP. Panowało poruszenie spowodowane ilością głodomorów czekających na posiłek.

Wreszcie dopadliśmy nasz stolik, na końcu sali w ciasnej klitce, gdzie razem z nami upchniętych było jeszcze kilka innych par przy swoich stolikach. Choć ciasno to w sumie każdy miał swoje miejsce i przestrzeń która nie krępowała. Kelnerki poza urodą zdecydowanie nie ustępowały kolegom po fachu z Włoch. Twarde Baby. Szybko i dobrze obsługiwały kolejnych gości w tym nas. Raczej krótko trzymając swoich podopiecznych. Szybkie komendy TAK, NIE, ZARAZ :D poczułem się jak na obiedzie u włoskiej Mamy.


Zamówiliśmy raczej klasyki choć udało się Paniom nas zaskoczyć. Mówię Paniom gdyż chyba cała obsługa oraz kuchnia to Babeczki co również dodaje klimatu i charakteru owej knajpce.

Ja zamówiłem na początek foccacie po ichniejszemu. Była bowiem nieco inna niż ta która dobrze znamy zarówno z włoskich jak i polskich-włoskich restauracji. Dziewczęta dorzuciły do niej cebulę. Ok. Smakowało i to bardzo, choć brakowało soli w płatkach. Nikt nie podaje też oliwy do stolika - musicie zorganizować ją samodzielnie. Pomimo iż foccacia prima sort, wolę jednak standard bez cebuli, acz z solą bynajmniej mocno zmieloną.

Foccacia z cebulą
Na tak zwane w „Drugie" wzięliśmy: pizzę CRUDO I RUCOLA. Zatem większość składników w stanie surowym ułożone na upieczonym placku. Składniki to z pewnością najwyższa półka. Wszystko DOP i czuć to w smaku, zapachu, konsystencji i wszystkim co czujemy za pomocą zmysłów. Pomimo niewygórowanych cen nie ma tutaj półśrodków. Nikt nie oszczędza na składnikach. Pizza absolutnie fenomenalna, pieczona dosłownie kilkadziesiąt sekund w piecu osiągającym bodajże 400 stopni. Taką ciekawostkę znaleźliśmy na menu, które kryje jeszcze kilka innych podpowiedzi dla ludzi początkujących z włoską kuchnią.
Pizza Crudo i rucola z parmezanem
Na finał moje danie. Niby nic, zwykła Carbonara, czyli makaron, żółtko, parmezan i mięso, a jednak… Tak samo jak łatwo jest sknocić danie, możne je równie łatwo wynieść na piedestał i pokazać zupełnie nową jakość w „udawaniu" Włocha. W końcu Carbo bez śmietany (tak, tak, włoska carbo nie zawiera śmietany). Sos tworzą żółtka jajek, parmezan, tłuszcze z mięs oraz woda z gotującego się makaronu. Powiem Wam lepiej, po raz pierwszy dostałem ten makaron tak prawilny, że już bardziej nie można. Bowiem oprócz boczku dodano również guanciale. To mięso z części policzkowej świnki. Delikatny wędzony posmak oraz chrupkość. To znaki rozpoznawcze guanciale w Carbonarze. Makaron był perfekcyjny, al dente, sos kremowy, mięso delikatne i chrupiące. Wariacją było zastosowanie pecorino zamiast parmezanu. Pecorino ze swoim delikatnym owczym posmakiem może zdominować danie. Tutaj udało się Szefowi kuchni zachować doskonały balans smaków. Jedynym minusem w całym daniu był pieprz. Do takiego dania powinno się użyć młotkowanego pieprzu, a nie pospolitego mielonego. Jednak różnica w smaku jest kolosalna.


Jeśli spodziewacie się po Piecu cichej knajpki na romantyczną kolację przy świecach, możecie się nieco rozczarować. W Piecu, jest jak w… piecu. Gorąco, głośno, i tłoczno (w pozytywnym tego słowa znaczeniu). Restauracja pęka w szwach. Ludzie zwęszyli wspaniałe smaki i jakość bez kompromisów. Lgną do tego miejsca naprawdę tłumnie. I dobrze! Niech lgną gdyż Restauracja ta w pełni zasługuje na atencję i zachwyt. Gdyby tylko nieco poprawić wystrój który jest mocno oszczędny. Ciężko go identyfikować z Włochami, chyba, że taki był zamysł ;)


Po pysznym obiedzie chciałem podziękować i pogratulować szefowi kuchni za swoje danie. Niestety wychodząc natknąłem się na jeszcze dłuższą kolejkę niż ta w której my czekaliśmy na stolik. Uznałem, że przekażę wyrazy uznania następnym razem, gdy będzie mniejszy ruch. Ciekawe czy kiedyś się to uda…

Po stokroć TAK dla Pieca Na Szewskiej! 
Wrocław ul. Szewska 44

Recenzja "Harry Potter i Przeklęte Dziecko"

Ta dziewczyna naprawdę czerpie z życia pełnymi garściami i bierze jak swoje

Ta dziewczyna naprawdę czerpie z życia pełnymi garściami i bierze jak swoje
Wywiad: Portal Warszawa i Okolice

Recenzja książki: Sodoma

Recenzja książki: Sodoma
Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie