Bijcie tak, żeby nie było śladów.

Do teatru Polonia chodzimy średnio raz w miesiącu. Świetni aktorzy, niesamowite aranżacje i spektakle, których fabuła za każdym razem zmusza do refleksji. Tym razem wybraliśmy temat trudny, często omijany i zapominamy, ale wierzymy, że zechcecie o nim poczytać. Poznajcie Grzegorza Przemyka.

Wyjątkowy dzień! Zdana matura, otwarte horyzonty, nowa, lepsza przyszłość! Warszawskie stare miasto, kolumna Zygmunta i nieszczęście, które stało się tematem tabu i powodem wzajemnego obarczania winą. Grzegorz Przemyk aresztowany i zabrany na komendę. Przesłuchiwany. Uznany za zmarłego 14 maja 1983 roku. Pogrzebany.

Spektakl Żeby nie było śladów to przede wszystkim ukazanie zakłamania ówczesnego aparatu władzy. Polityka przemocy i terroru, obarczania odpowiedzialnością niewinnych ludzi, którzy zastraszeni i zmanipulowani przyznawali się do niepopełnionych czynów. Bohaterowie w dosadny sposób pokazali, jak precyzyjnie został skonstruowany komunistyczny system władzy. W zaledwie kilka minut poznacie misternie uknutą odpowiedzialność zbiorową, na którą składał się strach poszczególnych jednostek. Na własne oczy zobaczycie również, jak wydawano oficjalne komunikaty oraz ile osób było zaangażowanych do odebrania głosu jednej, niewygodnej osobie,   świadkowi.

Sama postać Grzegorza Przemyka jest z nami obecna podczas całej sztuki. Grzesiek pojawia się jako duch, obserwujący bieg zdarzeń. Czasem komentuje, czasem przychodzi nocą do swojego oprawcy, czasem staje u boku cierpiącej matki. Niesamowicie wzruszyła nas scena, gdy stojąc z boku sali, opowiadał o swojej przyszłości. Było to nieoczekiwane, nagłe, a takie prawdziwe... Mógł podróżować, skończyć studia, spełniać najskrytsze marzenia! Wszystko jednak prysnęło niczym mydlana bańka... Na ogromne brawa zasługuje również trio: Wojciech Chorąży, Paweł Pabisiak i Michał Rolnicki, wcielające się w role przyjaciół Przemyka, ministrów i funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej, lekarzy, sanitariuszy, agentów i najbliższych, w każdej z ról spisując się na medal. 

Niestety jednak spektakl miał w naszym odczuciu kilka wad. Było zbyt dużo symboli i patosu, związanego z podkreślaniem poszczególnych słów i zdarzeń. Zabrakło nam również wyraźnego odcięcia odgrywanych ról, jednak wierzymy, że te kreacje zastaną jeszcze dopracowane. Niesamowity klimat całemu widowisku dodawały świetnie dobrana muzyka oraz  gra świateł.

Sprawdź na stronie Teatru Polonia
Żeby nie było śladów to spektakl obowiązkowy, bez względu na wiek, płeć czy przekonania. Z pewnością każdy znajdzie drugie dno, albo tak jak my, przerazi się analogią do współczesnego systemu sprawowania rządów. Aby obejrzeć spektakl musicie się jednak spieszyć! W marcu historia Grzegorza Przemyka wystawiona będzie zaledwie trzy razy: 27, 28 i 29 marca. Polecamy! 

Teatr Polonia „Matki i synowie"

Na deskach Teatru Polonia zadziała się rzecz zdumiewająca. Mieliśmy do czynienia z kwintesencją teatru, z kunsztem aktorów i niesamowitą atmosferą, którą wytworzyli główni bohaterowie. Jak to jest oglądać po raz drugi ten sam spektakl?

www.tratrpolonia.pl
Fabuła spektaklu Matki i synowie to historia niezwykle trudna. Katharine Gerard pojawia się w domu byłego partnera swojego zmarłego syna. W patetycznej atmosferze przywraca z demony przeszłości, przywołuje wspomnienia, które sama chciałaby pogrzebać wraz z ukochanym Andre. Nieustannie pyta, czemu po śmierci syna jej życie stało się gorsze? Poszukuje odpowiedzi wśród milczenia mężczyzny, który ułożył sobie życie na nowo z kimś innym.

Rola, która odegrała Krystyna Janda w tym przedstawieniu sprawia, że cenimy tę artystkę jeszcze bardziej. Matka, wdowa, rozczarowana, zgorzkniała, samotna kobieta, która szuka odpowiedzi i zrozumienia. Jej ból i cierpienie piętrzy się i wzmaga, przyjmując formę agresji i ataku. 

Nieszablonowa w swych odpowiedziach, inteligentna i błyskotliwa, ma świadomość, że niczego nie zdoła już zmienić, niczego nie może naprawić. Najpiękniejszy okres w jej życiu minął i odszedł w zapomnienie. Pozostała rozpacz. Rozpacz głęboka, silna, przeszywająca do szpiku kości. Katherine ma świadomość, że odtrąciła swojego syna, gdy zawiódł wszystkich, że on także potrzebował matczynej opieki i ciepła… Obwinia siebie, Michaela, a także swojego męża, który nigdy nie był ojcem stającym na wysokości zadania. Czy to przez niego Andre potrzebował mężczyzny w swoim życiu?  

Sam spektakl każe nam stąpać po niezwykle cienkiej linii, poruszając niezwykle trudną, ale do dziś aktualną tematykę – homoseksualizm, AIDS, nietolerancję społeczną i wyszydzenie, brak akceptacji, śmierć oraz coś, co nie było możliwe przed laty – adopcję dziecka przez małżeństwa homoseksualne. W rolach głównych: Krystyna Janda, Paweł Ciołkosz, Antoni Pawlicki, Adam Tomaszewski/Antoni Zakowicz.
Kup bilet na spektakl
Idąc na spektakl nie wiedziałam, czego się spodziewać. Bałam się, że tak trudna i niepopularna tematyka okaże się zbyt dużym wyzwaniem nawet dla tak znakomitych artystów, jednak kolejka przed salą rozwiała wszystkie moje wątpliwości. Widzów było mnóstwo! Bilety zostały wykupione co do ostatniego miejsca, a ci, którzy mieli wejściówki siedzieli na schodkach, śledząc bieg zdarzeń. Na spektakl poszłam ze swoim partnerem, realizatorem, który swoje pierwsze artystyczne kroki stawiał właśnie w teatrze. To jeden z niewielu spektakli, po których zdecydowanie był pod wrażeniem. Krystyna Janda, choć dla nas obojga po raz pierwszy na deskach teatru, pokazała majstersztyk aktorstwa. Antoni Pawlicki oraz Paweł Ciołkosz to także świetne postaci, jednakże to przede wszystkim ona zasługuje na gromkie brawa. Zakończenie spektaklu z wręczeniem kwiatów i owacją na stojącą to tylko potwierdzenie tego, co zaparło dech w naszych piersiach. 

Trudna, głęboka, poruszająca historia na deskach przepięknej sceny w Teatrze Polonia. Gorąco polecam! Dodam tylko, że spektakl widziałam po raz drugi i jako wrażliwy widz, bardzo przeżyłam sztukę. Długo zastanawiałam się, czy oglądając utwór po raz kolejny, możemy odebrać ją w nieco inny sposób i muszę przyznać, że zostałam mile zaskoczona. Po roku od premiery na scenie dalej panuje dostojna atmosfera, a czujne obserwacje sprawiają, że zauważamy gesty, słowa, zdania, których umknęły nam za pierwszym razem. Jeżeli jeszcze nie widzieliście spektaklu Matki i Synowie - koniecznie odwiedźcie Teatr Polonia.


Premiera SŁONECZNEJ LINII już 14 października

Karolina Gruszka i Borys Szyc wystąpią w nowej sztuce Iwana Wyrypajewa SŁONECZNA LINIA. Premiera 14 października br. w Teatrze Polonia.

fot. Kasia Chmura-Cegiełkowska
Najnowsza sztuka Iwana Wyrypajewa to komedia. Tak jak poprzednie dramaty – „Iluzje”, „Nieznośnie długie objęcia” czy „Taniec Dehli” – napisana jest z prawdziwą wirtuozerią: świetnie skonstruowane dialogi, porywający rytm, a do tego błyskotliwy humor. Znany dramaturg i reżyser zmierzył się w SŁONECZNEJ LINII z ważnym tematem naszych czasów, jakim jest powszechny problem komunikacji między ludźmi: Jak wyjść z formalnych relacji i zacząć naprawdę porozumiewać się z innymi? Jak iść swoją drogą i rozwijać się, przezwyciężając wspólnie sztampę życia rodzinnego?
Fabuła opiera się na konflikcie pary małżeńskiej, która próbuje rozwiązać skomplikowane psychiczne węzły, zastałe blokady i niewybaczone urazy, dobrze znane każdemu z nas. W konwencji komedii Karolina Gruszka i Borys Szyc jako para małżeńska przechodzą na oczach widza przez seans terapeutyczny na temat: Jak być szczęśliwym z własną żoną, mężem, partnerem – i w ogóle, ze światem? Jak wysłuchać i być wysłuchanym?
Jak mówią aktorzy, których zobaczymy na scenie –
Karolina Gruszka: „Dla mnie SŁONECZNA LINIA to kolejny ważny krok w dopracowywaniu pewnej aktorskiej metody. W sztuki Iwana wpisany jest zawsze konkretny sposób bycia aktora na scenie. Tym razem zmierzyliśmy się z gatunkiem komedii, ten tekst daje szansę ciekawego ustawienia ról obu partnerów, a przesłanie inspiruje do szukania prawdziwego kontaktu z drugim człowiekiem”.
Borys Szyc dodaje: „Przez wiele lat planowaliśmy wspólną pracę, dużo o tym myśleliśmy – i w końcu się udało!”
Natomiast autor tekstu i reżyser, Iwan Wyrypajew, mówi: „Oczywiście, autor sztuki nie potrafi sam siebie ocenić obiektywnie. Powiem więc jako reżyser: Uważam, że ta komedia to najlepsza sztuka Wyrypajewa. Właśnie jako reżyser widzę, że udało mi się osiągnąć coś, do czego od dawna dążyłem w tym gatunku: lekkość bez spłycania treści, płynnność i zanurzenie poetyckiego tekstu w jak najbardziej poważny temat – Jak mamy dzisiaj żyć razem na tym świecie, skoro jesteśmy tacy różni? Mam też nadzieję, że SŁONECZNA LINIA zainteresuje tych, którzy zajmują się praktyką duchową, zwłaszcza jogą. Celem praktykowania jogi jest połączenie wewnętrznych i zewnętrznych procesów w jedną całość. Wspólnie z Karoliną i Borysem staramy się pokazać, jakie mechanizmy psychospołeczne blokują nas i w tym przeszkadzają”.
Premiera SŁONECZNEJ LINII – 14 października 2016 r., kolejne spektakle: 15-23 oraz 27-31 października. Można już kupować bilety w Teatrze Polonia!


Kup już dziś!
Spektakl powstaje przy współpracy Teatru Polonia i Domu Produkcyjnego WEDA, który w Warszawie zakładają Iwan Wyrypajew i Karolina Gruszka. SŁONECZNA LINIA będzie pierwszym przedstawieniem, wyprodukowanym przez WEDĘ. 

Teatr Polonia: Na czworakach

Infantylny, podstarzały dziwak na kolanach… ot, widok, jaki wita nas w Teatrze Polonia. Kto by pomyślał, że zasłużony artysta, wyjątkowa postać polskiej sceny, Jerzy Stuhr, padnie Na czworaka za sprawą Tadeusza Różewicza. 


Sztukę pisaną w latach 1965-1971 po raz pierwszy mogliśmy ujrzeć na deskach Teatru Dramatycznego w 1972 roku, a blisko 30 lat później, bo w 2001 roku, wyreżyserował ją znakomity i znany z wielu przedstawień zrealizowanych dla Teatru Telewizji, Kazimierz Kutz. Temat jednak okazał się niełatwy. Różewicz wymaga od odbiorcy analizy tekstów i dialogów, nawiązuje do symboliki i to ona odgrywa kluczową rolę w każdym z jego dramatów.

Na czworakach to spektakl opowiadający o ekscentrycznym, zdziecinniałym pisarzu, który lata świetności ma już za sobą, a choć nadal cieszy się sympatią i zainteresowaniem dziennikarzy, większą wagę przywiązuje do zabawy niż profesji swojego fachu. Nie bez powodu głównego bohatera, Laurentego, poznajemy, gdy bawi się elektryczną kolejką w swoim gabinecie. Przeszkadza mu w tym nadopiekuńcza Pelasia, gospodyni, co i rusz podająca ciepłą zupę do stołu oraz natrętni miłośnicy jego sztuki. Laurenty nie kryje zmęczenia i znużenia całą sytuacją. Nie chce rozmawiać. Nie chce przyjmować gości. Jednakże jedną z wizytujących go postaci jest młoda, piękna dziennikarka, którą Laurenty szybko sprowadza do parteru i wprawia w zakłopotanie. Dziewczyna od miesięcy przygotowywała się do wywiadu z mistrzem, nie szczędzi jednak sił, by oczarować Laurentego i zostać jego żoną.

Na deskach Teatru Polonia pojawiają się rozmaite postaci, m.in. ksiądz, pies, będący wcieleniem diabła, straż porządkowa czy wspomniana Pelasia. Ona, jako jedyna mocno stąpa po ziemi. Ma przyziemne potrzeby i w przyziemny sposób traktuje mistrza. Dba o dom, muzeum, o ład i porządek. Za życia Laurentego przynosi zupę, a po jego śmierci nakazuje „turystom” nałożyć papcie, bez których nie mogą przekroczyć progu muzeum. Pelasia budzi mnóstwo pozytywnych emocji, ironia w jej głosie i inteligentne odpowiedzi to clue tej postaci.

Na czworakach to sztuka niezwykle trudna, a jak mówi Jerzy Stuhr, reżyser i odtwórca głównej roli: „Idea sztuki Różewicza zbiega się z moją sytuacją życiową, a zawsze taka zbieżność jest pociągająca twórczo, zwłaszcza, jeśli stawia tę realną moją sytuację w świetle autoironii. Wielki Różewicz daje mi swą sztuką zakpić z siebie samego”.

Informacje o spektaklu.

Gorąco polecam spektakl. Sztuka zmusza do refleksji, wiele myśli w tym przedstawieniu jest niedopowiedzianych, a jeszcze więcej wątków nigdzie nie znajduje końca. Każdy, kto chciałby obejrzeć te przedstawienie musi przygotować się na dwugodzinne skupienie i analizę tego, co dzieje się na scenie. Niewątpliwym atutem jest nie tylko świetnie dopracowana gra świateł, ale i wycieczka po muzeum, przybliżająca widzów do tego, co dane nam obejrzeć.




Teatr Polonia "Matki i synowie"

Na deskach Teatru Polonia zadziała się rzecz zdumiewająca. Mieliśmy do czynienia z kwintesencją teatru, z kunsztem aktorów i niesamowitą atmosferą, którą wytworzyli główni bohaterowie.

www.tratrpolonia.pl
Fabuła spektaklu Matki i synowie to historia niezwykle trudna. Katharine Gerard pojawia się w domu byłego partnera swojego zmarłego syna. W patetycznej atmosferze przywraca z demony przeszłości, przywołuje wspomnienia, które sama chciałaby pogrzebać wraz z ukochanym Andre. Nieustannie pyta, czemu po śmierci syna jej życie stało się gorsze? Poszukuje odpowiedzi wśród milczenia mężczyzny, który ułożył sobie życie na nowo z kimś innym.

Rola, która odegrała Krystyna Janda w tym przedstawieniu sprawia, że cenimy tę artystkę jeszcze bardziej. Matka, wdowa, rozczarowana, zgorzkniała, samotna kobieta, która szuka odpowiedzi i zrozumienia. Jej ból i cierpienie piętrzy się i wzmaga, przyjmując formę agresji i ataku. 

Nieszablonowa w swych odpowiedziach, inteligentna i błyskotliwa, ma świadomość, że niczego nie zdoła już zmienić, niczego nie może naprawić. Najpiękniejszy okres w jej życiu minął i odszedł w zapomnienie. Pozostała rozpacz. Rozpacz głęboka, silna, przeszywająca do szpiku kości. Katherine ma świadomość, że odtrąciła swojego syna, gdy zawiódł wszystkich, że on także potrzebował matczynej opieki i ciepła… Obwinia siebie, Michaela, a także swojego męża, który nigdy nie był ojcem stającym na wysokości zadania. Czy to przez niego Andre potrzebował mężczyzny w swoim życiu?  

Sam spektakl każe nam stąpać po niezwykle cienkiej linii, poruszając niezwykle trudną, ale do dziś aktualną tematykę – homoseksualizm, AIDS, nietolerancję społeczną i wyszydzenie, brak akceptacji, śmierć oraz coś, co nie było możliwe przed laty – adopcję dziecka przez małżeństwa homoseksualne. W rolach głównych: Krystyna Janda, Paweł Ciołkosz, Antoni Pawlicki, Adam Tomaszewski/Antoni Zakowicz.

Idąc na spektakl nie wiedziałam, czego się spodziewać. Bałam się, że tak trudna i niepopularna tematyka okaże się zbyt dużym wyzwaniem nawet dla tak znakomitych artystów, jednak kolejka przed salą rozwiała wszystkie moje wątpliwości. Widzów było mnóstwo! Bilety zostały wykupione co do ostatniego miejsca, a ci, którzy mieli wejściówki siedzieli na schodkach, śledząc bieg zdarzeń. Na spektakl poszłam ze swoim partnerem, realizatorem, który swoje pierwsze artystyczne kroki stawiał właśnie w teatrze. To jeden z niewielu spektakli, po których zdecydowanie był pod wrażeniem. Krystyna Janda, choć dla nas obojga po raz pierwszy na deskach teatru, pokazała majstersztyk aktorstwa. Antoni Pawlicki oraz Paweł Ciołkosz to także świetne postaci, jednakże to przede wszystkim ona zasługuje na gromkie brawa. Zakończenie spektaklu z wręczeniem kwiatów i owacją na stojącą to tylko potwierdzenie tego, co zaparło dech w naszych piersiach. 

Trudna, głęboka, poruszająca historia na deskach przepięknej sceny w Teatrze Polonia. Gorąco polecam!


Recenzja "Harry Potter i Przeklęte Dziecko"

Ta dziewczyna naprawdę czerpie z życia pełnymi garściami i bierze jak swoje

Ta dziewczyna naprawdę czerpie z życia pełnymi garściami i bierze jak swoje
Wywiad: Portal Warszawa i Okolice

Recenzja książki: Sodoma

Recenzja książki: Sodoma
Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie